OCENA: 4.8 MóJ KawAłeK nIEba  
  Kategorie:  MóJ KawAłeK nIEba |

2010-02-07 03:00:11
błyski z dyski

Cześć, to ja
nocna ćma,
nie dość że chora
to jeszcze zła !!

jednym słowem:obiecuję
zaraz się katapultuję..


Jeszcze nie wiem gdzie...może na Marsa? a może po prostu naładuję sobie waty do uszu? zapcham korkiem? zaleję woskiem ze świecy? Ludzie!!niech ktoś wyłączy to COŚ co mi spać nie daje! Obiecuję, że nagrodą obdaruję! Jest grubo po drugiej w nocy! Ja wiem, że nocny marek ze mnie, ale bez przesadyy..NIE DZIŚ!! Zresztą, noc najbardziej kocham właśnie za ciszę! Nie nie i jeszcze raz nie! Nie może taaak byyyć..Gdybym mogła, odkręciłabym sobie uszy i schowała w najciemniejszy kąt.Echh..zapraszam do mojego domu, posłuchajcie tej "melodii nocy bezsennej"...

przebój nr 1-> trata-Tam-tam-tam-tam-Trata-tam-tam-tam-tam

hit nr 2---> łubu-du Łubu-du łubu-du...

sensacja nr 3-> rach-ciach rach-ciach rach-ciach

kompozycja nr 4-> bach-bach-bach-bach (nie nie..nie TEN Bach o którym myślicie...to takie: BACH w talerze, w bębny,albo raczej w to, co grający mają pod ręką..a wygląda na to, że CI ooo ooo tam--> dostali w swoje ręce instrumenty pierwszy raz w życiu..i wszystko wskazuje na to, że prędko nie dadzą sobie wyrwać zabawek z rączek..bo powtarzają bliżej nieokreśloną sieczkę w nieskończoność :-(

Po sąsiedzku ktoś urządził Dyskotekę-Błyskotekę..nie dość, że uszy nie wytrzymują tej kakofonii, rąbaniny, młócki, to na dodatek i oczy w ciemnościach odpocząć nie mogą - bo błyska się jak przy majowych burzach..

ooo...poznajecie? tam- tamtam- tam tamtam...a może oni wzywają pomocy ???? takie odgłosy...afrykańskie jakieś takie się porobiły..chyba zaraz wyskoczę z łózka i jak stoję pobiegnę sprawdzić o co chodzi - co mi szkodzi ?! ...pal licho moją anginę (może i Ona się przestraszy i prędzej ze mnie małpa wstrętna wylezie??)


P.S.

Przemku B.!! mam do Ciebie małą prośbę..jeśli już wróciłeś z piątkowej próby z chórkiem ( ufam ,że prędko sobie z artystami poradziłeś:-)...może i do mnie zawitasz i pokażesz szanownym JAK POWINNI GRAĆ? Co Ty na to? Proszę..przemyśl sprawę..:-))



...ooo..OOO...000 jakby ciszej się zrobiło!!czyżby towarzystwo się zmęczyło?chyba skorzystam z chwili ich przerwy i spróbuję zasnąć..może znowu będę śnić o biegówkach :) już dziś w ciągu dnia we śnie właśnie szurałam po moim osobistym ogrodzie..od garażu..do bramy wjazdowej :) może ta trasa nie liczy kilku kilometrów, ale zawsze trzeba od CZEGOŚ zacząć :)


____________ _ _ _ _ _ _ _ koniec przerwy :-(


Przemku!! Już nawet nie myśl! Wsiadaj na rower, zakładaj łyżwy, zabierz ze sobą kij hokejowy..cokolwiek i przyjeżdżaj! heeeelp...hilfeee..pomooocyyy..!!!!







  Komentarze (8)   |   Oceń (4.8)   |   Skomentuj  


2010-01-09 00:17:38
o Tobie..

"Nie ma drugiego człowieka takiego jak ty. Jesteś jedyny w swoim rodzaju i wyjątkowy, całkowicie oryginalny i niepowtarzalny. Nie wierzysz w to, ale naprawdę nie ma żadnego drugiego takiego jak ty. I żaden człowiek, którego kochasz, nie będzie już zwyczajnym człowiekiem. Jakaś osobliwa siła przyciągania promieniuje z niego. I ty zmieniasz się pod jego wpływem. Jemu możesz nawet powiedzieć: "Dla mnie nie musisz być nieomylny, bez błędów ani doskonały, bo: Ja przecież Ciebie lubię!"


~Phil Bosmans~


P.S.

:-)

  Komentarze (2)   |   Oceń (4.8)   |   Skomentuj  


2009-12-25 02:34:38
* * *

Zawsze, ilekroć uśmiechasz się do swojego brata
i wyciągasz do niego ręce,
jest Boże Narodzenie.

Zawsze, kiedy milkniesz, aby wysłuchać,
jest Boże Narodzenie.

Zawsze, kiedy rezygnujesz z zasad,
które jak żelazna obręcz uciskają ludzi
w ich samotności,
jest Boże Narodzenie.

Zawsze, kiedy dajesz odrobinę nadziei "więźniom",
tym, którzy są przytłoczeni ciężarem fizycznego,
moralnego i duchowego ubóstwa,
jest Boże Narodzenie.

Zawsze, kiedy rozpoznajesz w pokorze,
jak bardzo znikome są twoje możliwości
i jak wielka jest twoja słabość,
jest Boże Narodzenie.

Zawsze, ilekroć pozwolisz by Bóg
pokochał innych przez ciebie,

Zawsze wtedy,
jest Boże Narodzenie.

*Matka Teresa z Kalkuty*


P.S.

Kochani...

Umiejętności przeżywania Bożego Narodzenia każdego dnia..życzę Wam i sobie też :)

:*

kasia

  Komentarze (0)   |   Oceń (4.8)   |   Skomentuj  


2009-11-08 20:09:26
przepis na szczęście

Składniki:

- dzbanek
- woda
- spocona skarpeta

Do dzbanuszka wlewamy wodę i z dziecięcą gracją wrzucamy do owej cieczy spoconą skarpetę. Kiedy mikstura odpowiednio „zgęstnieje” ;-) wykładamy skarpetkę a "soczkiem" częstujemy gości i innych delikwentów. Podobno po wypiciu eliksiru spełniają się wszystkie marzenia...i konsument "ma szczęście" :)

SEKRET zdradziła mi zaaferowana Emilka /6-latka/, która PRAWDOPODOBNIE / tak przynajmniej wynikało z jej pokrętnej wypowiedzi / wypróbowała przepis na domownikach.. Z tego co wiem, wszyscy mają się dobrze...iii malutki problem mam: może powinnam pić coś takiego każdego dnia, zanim wsiądę do swojego samochodu…?


P.S.skarpety pożyczyłam ;-)

  Komentarze (3)   |   Oceń (4.8)   |   Skomentuj  


2009-11-08 00:48:11
auto-mani(a)ek..mańka..

Hmmm...ogrzałam się piątkową herbatką zieloną, oj ogrzałam ;-) ten rodzaj CIEPEŁKA zostaje na dłużej…

Koła w samochodzie moim mają się całkiem dobrze /ale cicchooo szaaaa.../ lewarka nadal nie nabyłam, co mi tam...nauczę się zmieniać opony bez tego wynalazku ;p, już WIEM jak się sprawdza poziom oleju, nie mylę także kopułki z pojemnikiem płynu do spryskiwaczy ;p ...z chłodnicą też już jestem PRAWIE na "TY", dlaczegóż więc nie zająć się teraz oswajaniem kół..?

tentego..jakby to powiedzieć...echh...pechh.. / wzdycham sobie po cichutku / ten tydzień samochodowo naprawdę był -kurdefelek-INNY od wszystkich. Rozumiem korki, parujące asfalty, remonty rozpoczęte, miny nadęte, Zimę / wycofującą się po obelgach BabyJagi / i zamieniającą się w Wiosnę, dwie zdechłe opony i inne elementy...bo to nie koniec...bo DLACZEGO NIE? w piątek pocałował mnie pewien Jegomość, znaczy cmoknął mnie w prawy boczek ..cmoknął z takim impetem że lusterko boczne zdecydowanym krokiem poszło na emeryturę a drzwi jakoś skręciły się z bólu. Ot co! Stłuczka klasyczna na deser :) Odchodzę od tego stołu. Przesiadam się do restauracji MPK!

O wycieczce wieczornej / nieplanowanej /po poznańskich ulicach nie wspomnę...W sobotę troszkę bałam się wyjechać na drogę, ale Sobota potraktowała mnie łagodnie ;). Na szczęście tydzień już mam za sobą..


echh...YOU!tygodniu!

k.



P.S. Za to końcówka tygodnia to już sama poeeeezja..spotkanie z blogerami było baaaardzoooo energetyczne, słoneczne i ekologiczne /bo KTO dogrzewałby Madagaskar??/ Aaaaa...i jeszcze małe sprostowanko..Gagatkoooo - Gaduło Zielona Jedna Ty !! No!

  Komentarze (2)   |   Oceń (4.8)   |   Skomentuj  


2009-10-09 13:04:20
w ciszy....

rozgrzewki ciąg dalszy...Jaga się nie odzywa, czekałam całe pół godziny w końcu! a że niecierpliwa jestem więc rozgrzewam się dalej...


z innej beczki..komunikacyjnej..




WYSTĘPUJĄ:


On: Autobus (grzeczny, aczkolwiek troszku zdezorientowany)

Ona: Osobówka (cicha, choć roztargniona)

"Obcy"-trzeci (niemy świadek): pas do skrętu w lewo


____________________________________________________________



Dzień był piękny, słońce świeciło, upał dawał się we znaki, chyba nawet znaki drogowe naznaczone były wysoką temperaturą...

Ona: z gracją podjeżdża do ronda Obornickiego

On: z wdziękiem gentelmena cichym krokiem podąża za nią

Ona: w ciszy kontempluje sytuację na krzyżówce, z pokorą oczekując na ZIELONE światło

On: błyskotliwy, skoncentrowany, zauważa zmianę ową...

Ona: kontempluje

On: przygotowuje się do dalszej jazdy

Ona: nadal w ciszy i zadumie

On: czeka na człowieka

Ona: jak myszka cichutko na starcie

On: gentelmeńsko zaczyna się niecierpliwić

/inne samochody płyną pasami/

Ona: w uśpieniu, może w oszołomieniu

On: /noo...On musi, bo inaczej się udusi/ użuwa klaksonu -> w języku ludzkim -> jedźżeBabo!

Ona: rusza leniwo, aczkolwiek zdecydowanie...w lewo, pod prąd, na rondzie mi/a/lutkim..


Ofiar w ludziach NIE było..w samochodach też NIE.


do milego ;-))


P.S. ścieżki i drogi wodne chyba trochę bezpieczniejsze są...a teraz wykonam telefon do BabyJ. - muszę sprawdzić czy kobieta nie zamarzła na amen...

  Komentarze (4)   |   Oceń (4.8)   |   Skomentuj  


2009-10-09 12:25:37
rozgrzewka

aaaaa...ggrrrr....ctypoatre..zulugula..keluelu @!> :-)<= próba klaaaawiaturyyy...coś misie klawisze ostatnio zacinać zaczęły...oporne się jakoś zrobiły, 3 2 1... ;) dzień dobry :)) po dłuższej przerwie (rajdem przerwaną), która na szczęście czasem leniwym nie była, dużo się działo, słońce świeciło, deszcz padał, wiatr też czasem śmigał w uszach, ale jest dobrze :)

Wróciłam wczoraj do Poznania, zatłoczonego, zakorkowanego, rozgrzebanego, głośnego i aromatycznego ( to o zapach spalin chodzi :). Jeszcze mnie głowa nie boli od tej rozkrzyczanej karuzeli, nogi niosą, miło :) Ostatnio "nabawiłam się" ADHD, ale dobrze mi z tym...i zrobię wszystko, aby się tego ADHD nie pozbyć..I will always love YOU!! ;) Dziwna ta klawiatura dziś, jakaś taka sztywna...muszę ją rozgrzać, chyba pożyczę kaloryfer od BabyJagi...hejjj BaboJot! Zgodzisz się na pożyczkę? choć na kilka tłuściutkich żeberek?? hmm??


z pozdrowieniami październikowymi :))

k.


P.S. malowidło pożyczone od artystki pięcioletniej, kororowo ;p, zupełnie jak w mojej głowie..

  Komentarze (1)   |   Oceń (4.8)   |   Skomentuj  


2009-09-28 01:45:24
Rajdowe stuk..puk..

Stukam nieśmiało, zdmuchując kurz z klawiatury...w końcu muszę naskrobać słów kilka, a powód sympatyczny;-) bo to już XIII spotkanie z Radiem Merkury na dwóch kółkach było ;-)

Mimo, że w kalendarzu swoje panowanie rozpoczęła Pani w jesiennej kiecce, pięknie nam się pokłoniła w swych słonecznych kolorach, ogrzała promieniami, otuliła ciepłym wiatrem, troszeczkę tylko dmuchając w noski piaskiem..Niebo rozpostarło nad nami dach najbardziej błękitny z błękitnych. A w Rogalinie..? W Rogalinie czekały na nas niespodzianki, świeżutkie kasztany i pajdy chleba /chleb do skonsumowania oczywiście/. Ale co ja tu opisywać będę okoliczności przyrody, kiedy to ludzie są najważniejsi! Bo towarzystwo jak zwykle DO-BO-RO-WE było. Uśmiech nie schodził z twarzy /nawet jeśli po głowie migrena skakała /. W krytycznych sytuacjach pomocna dłoń jak zwykle się znalazła..A i rozmowom nie było końca..Echh, głowa mała! Człowiek przez całe życie się uczy, dowiadując się o sobie czegoś nowego, a przy okazji wzbogacając swoje szare przestrzenie w nowe informacje. Jakie na ten przykład ? Już spieszę z wyjaśnieniami: że jedno z imion męskich to PAWIAN, że w przedszkolu nawet "dziką mordę" można spotkać (chodzą też grupami), a na widok lecącego samolotu krzyczeć należy "panie piloooocie..samolot w samolooocie" ;) Z niecierpliwością czekam na kolejny Rajd i na świeżą porcję wiadomości ze świata ;-))

P.S. Pięknie Dziękuję Kochani za wspólną trasę...za bycie RAZEM, a mojego "Osobistego GPS-a" ściskam w najszczuplejszym miejscu :-*

P.S.2 - na zdjęciu: strudzeni rajdowcy odzyskują siły w czasie zabawy na piaskowym dywanie

  Komentarze (0)   |   Oceń (4.8)   |   Skomentuj  


2009-05-25 00:49:01
o dzbanku i mglistym poranku..

Dopóty dzban wodę nosi, dopóki mu się ucho nie urwie…Podobno…taaa…najgorzej, kiedy nagle przewraca się cały ‘kargulowy’ płot z suszącymi się dzbanami i wtedy na łeb, na szyję oraz inne biedne członki sypią się ceramiczne naczynia…

Właśnie zeszły tydzień był takim czasem sypiących się garnków, to niby nic wielkiego, bo przecież przedmioty mają to do siebie, że się psują, że odmawiają posłuszeństwa, wymawiają się bólem głowy, upierają się jak osły..i takie tam..ALE..dlaczego od razu sypie się kilka rzeczy jednocześnie? Ktoś może mi to wytłumaczyć? Prawo serii? Wariująca pogoda? Fochy? I kiedy Kasia zostaje postawiona przed faktem buczących lodówek, stukającego samochodu, milczącego Internetu i telefonu, który dzwoni wtedy kiedy nie trzeba..Drobiazgi, pierdoły, ale coś w środku krzyczy, coś się buntuje, więc rzucam wszystko w ch...chaotyczny kąt i wtedy, nagle…zaczynam widzieć przez mgłę…i tak było w czwartek, ale zanim po omacku doszłam do komputera, oto nastała niedziela ;) dlatego dopiero dziś mogę to z siebie wyrzucić:- )

Wszystko zaczęło się od braku czasu, pośpiech to najgorszy doradca świata! Paskudna z niego mąciwoda, mówię Wam! I tak kiedy doszłam do etapu – zakładania soczewek kontaktowych – z pierwszą poszło jak po maśle, za to po drugiej…ujrzałam, właściwie to nic nie ujrzałam, bo poczułam się jak dziecko we mgle. Szaro-buro-i-nijako. Mgła zalała łazienkę. Raz, dwa, pięć, dwadzieścia….take it easy, don’t panic…

To na pewno wina soczewki, może zabrudzona…może zmęczona? Może przesilenie wiosenne ją dopadło?

Wykąpałam biedaczkę i znowu założyłam…

I znowu, natentychmiast pojawiłam się w grey-roomie.

Moja cierpliwość pozwoliła mi na jeszcze kilkakrotne jej umycie, oglądanie jej z czterech stron świata, na kilka delikatnych inwektywny, telefon do przyjaciela? Znaczy do okulisty? Na szczęście ręka powstrzymała się od tego połączenia – to byłby samobój pierwszej klasy! Szaro wszędzie, głucho wszędzie – co to będzie…co to będzie.. Po 10 minutach Cierpliwość dostała obuchem w łepek, przeprosiłam ją szybko za ten ruch, ale nie miałam wyjścia! Soczewki w pudełko, okulary na nos, masz Ci los! Lewe oko gotowe, prawe…prawe…prawe…gdzie jest soczewka z prawego? Ekhm , prawe puste…znaczy na lewym były 2, słownie: d w i e …ładne, równiutkie, czyściutkie. Nie przyznam się ile dioptrii się tam wpakowało… Stąd to małe "zamieszanko", taka solidna pobudka, przed pójściem do ogródka…



Zdecydowanie wolę kolor zielony…W samochodzie nadal stuka, lodówka na L-4, internet poznański się obraził…temperatura się waha, ciśnienie jak zwykle skacząco-skrzypiące…





  Komentarze (0)   |   Oceń (4.8)   |   Skomentuj  


2009-05-14 23:38:12
FujArki i inne stworzenia

Dzień dzisiejszy obfitował w bardzo ciekawe wydarzenia, znaczy dziwne przypadki musiałam analizować, analizować i wyciągać wnioski, i powiem Wam szczerze, że niestety, mądrzejsza nie jestem (a może nawet wyszłam głupsza niż byłam ) a niektóre stwierdzenia wyprowadziły mnie w las ( i tak już kilka godzin w tym lesie siedzę )

na dzień dobry właściwie, tuż za progiem dziecięcego świata spadł na mnie grad informacji - typu: kto ma nowe buty, skarpety, kto jest szczęśliwym posiadaczem majtek 'w pikaczu', i ile zębów mlecznych wypadło delikwentom ostatniej nocy..a w związku z tym, oczekiwanie na zębową wróżkę, która dziś NA PEWNO otworzy dla nich swój sejf, zasypując ich kasą ;) / nie zazdroszczę tej wróżce, ma kobieta przechlapane - tylllee roboty!!/

potem dowiedziałam się..że Noe zbudował FujArkę

nawet nie zdążyłam się dowiedzieć, skąd ta 'fujarka' pojawiła się w głowie i jakie było jej przeznaczenie..bo..

bo musiałam rozdzielić dwóch osiłków, którzy uskuteczniali zabawę o bardzo wdzięcznej nazwie..nie zgadniecie, więc od razu Wam powiem;) tą rozrywką było "wciąganie ucha" kolegi -już więcej nic nie dodam, bo przecież posiadacie bardzo bogatą wyobraźnię!

po czwarte..kolejnym był pięciolatek, który przyszedł i z przejęciem 'poznańskiego narzeczonego' stwierdził, że "ma nadzieję, że jego prawie-żona (znaczy koleżanka z grupy) nie będzie dzisiaj na niego krzyczeć" po czym bez głębszych wyjaśnień (jak 'poznański narzeczony') ulotnił się..

a po kolejne, na deser przed obiadem, dotarły do moich uszu strzępki dialogu, właściwie niespodziewane wnioski..


Patryk: - a Ty Kuba nie wiesz, że wódka istnieje od zawsze??


i z tym pytaniem, grzmiącym w uszach, wyszłam z przybytku wiedzy i sytuacji niespotykanych, nie rozwijając owego alkoholowego wątku, gdyż bałam się, że zabrniemy w ślepy zaułek..że ja zabrnę, i polegnę na polu pytań ;) powiem tyle: NIE NADĄŻAM..! idę spać.



P.S.
na zdjęciu śpiący Kotek:) z miśkiem..ekhm..z pieskiem
uściski dla wszystkich Kotków :*



  Komentarze (0)   |   Oceń (4.8)   |   Skomentuj  


2009-05-11 00:21:45
o Rajdzie słów kilka..

Ha! To był rajd! Pełen niespodziewanek :-) Kiedy w niedzielę obudziłam się o godzinie szóstej rano i wyjrzałam przez okno, miałam wrażenie, że za oknem czuć oddech jesiennej paskudy, ale…to było tylko poranne wrażenie ( a może senne majaki ;-) Bo kiedy tylko zebraliśmy się na Malcie, już wiedziałam, że szykuje się pyszna zabawa. I słowo stało się faktem. Pogoda była wyśmienita do jazdy rowerem, co prawda przez moment poczuliśmy jakieś ‘mokre krople’ ale to jednak nie był deszcz, a tylko sprawka ptaszków ;) Zresztą, cóż tam pogoda! Jeśli jedzie się w TAKIM TOWARZYSTWIE, nie są nam straszne chmury, dziury, meszki i komary śmieszki. I dojechaliśmy do celu. Kto był sprawcą BIGOSU? Nie wiem…ale bigos był wyśmienity! Po wzmacniającym posiłku, odpoczynku i losowaniu nagród…
ruszyliśmy w drogę powrotną, miała to być droga najlepsza na świecie, i wierzcie mi na słowo – BYŁA NAJŚMIESZNIEJSZA! Wyjeżdżaliśmy większą grupą…ale już po kilkunastu minutach wiedzieliśmy, że musimy się rozstać, gdyż powstała tzw. Grupa Piątkowska ( czyli grupa Sławka B.) i Grupa Wildecka ( grupa Kaliny O.). Cóż, pożegnaliśmy się…i ruuuszyliśmy…i tutaj zaczęły się..schody..bo po kilku sekundach nasze wewnętrzne GPS-y zaszwankowały (choć przyznam bez bicia, że ja swojego nawet nie zdążyłam włączyć, bo orientacja w terenie -szczególnie w lesie- jest u mnie na poziomie raczkującego dziecka). W każdym razie, po wstępnych obliczeniach ilości wody i jedzenia, stwierdziliśmy, że w razie „WU” przeżyjemy w dzikich ostępach leśnych przynajmniej kilka dni. Troszkę pokrzepieni tym faktem ruszyliśmy dalej na oślep i już po chwili Marysia R. entuzjastycznie stwierdziła, że widzi te nagłówki gazet, mówiące o tym, jak po tygodniu zostaje znaleziona ostatnia grupa rajdowców, wycieńczona, u kresu sił psychicznych../ a potem to już tylko na sygnale wieziona do poradni zdrowia psychicznego:-) Wszędzie były krzyżówki, i te dróżki leśne przecinały się z kolejnymi ścieżkami…ale..ale…niezastąpiony Piotr K. i zmobilizowana Kalina O. już po następnych kilkudziesięciu metrach wiedzieli, jaki kierunek obrać. Dzieciaki były w pełni sił, tylko mały Bartuś słodko spał, a jego blond loki niesfornie tańczyły. Wyjechaliśmy w końcu na jakąś bardziej cywilizowaną drogę. Nawet zza krzaków wynurzył się znak drogowy. Było dobrze…tylko jeszcze przejazd przez bardzo ruchliwą ulicę. Czerwone światło, uparte jak osioł nie chciało zamienić się w zielone, mimo skakania po asfalcie ( w celu odnalezienia ‘inteligentnego czujnika’ ) Cóż, może i czujniki indukcyjne mają czasami urlop, przynajmniej w niedzielę. Przefrunęliśmy nad jezdnią…i po kilkuset metrach w lesie naszym oczom ukazała się FURTKA! Brama do raju? Brama wybawienia? Brama do ZOO..? Tygrysiarnia, słoniarnia? Nieśmiało ktoś nacisnął klamkę, ustąpiła…możemy wchodzić! Ale ale…co będzie jeśli zaraz rzuci się na nas jakaś dzika zwierzyna? Zaglądając przez dziurę w murze, dojrzałam coś na kształt wiewióry-giganta, ale już za chwilę okazało się, że to tylko suche gałęzie. Przeszliśmy pewnym krokiem przez furtkę. Przezorna Kalina O. już po sekundzie zaproponowała abyśmy w takich okolicznościach przyrody, przed kolejnym ruchem, choć „akty woli” wypełnili…I tak w atmosferze ‘ogólnego rozchichotania ’, zza krzaków zaczęliśmy dostrzegać..gdzie trafiliśmy. Los rzucił nas na Miłostowski Cmentarz. Kamień z serca, tygrysy nam nie grożą, słonie nie zamiotą swoimi trąbami..możemy jechać dalej. Choć przyznać muszę szczerze, że wywołaliśmy małe zamieszanie wśród spacerujących cmentarnymi alejkami.. Karolinie K. udało się nawet dosłyszeć rozmowę dwóch pań:

Pani.1- a kto to jedzie….?
Pani.2- ochh…rajd mają..
Pani.1- / ze zdumieniem / po cmentaaarzuuuuu?

(mamy nadzieję, że jutro do pana Piotra N. nie dotrą telefony z pytaniami…”co to za trasa powrotna i dlaczego przez cmentarz wiodła” ;-)) Ale to tylko przypadek był!! ) Stwierdziliśmy jednogłośnie, że nasz indywidualna trasa jest wyśmienita, pośród pięknej zieleni..i dziwnym trafem cały czas mieliśmy z górki…Dobiliśmy do punktu wyjścia w świetnych nastrojach, a potem część ‘Wildeckiej ekipy’ przez kolejny przypadek trafiła do McDonalda. Mmmmmmm..smak lodów był wyjątkowy..i nawet nie przeszkodził mi fakt, że mój rower zaczął się buntować..i na „do widzenia” zgubiłam parę śrubek /od pedałów/.

Cóż więcej dodać ? WIĘCEJ TAKICH WYJAZDÓW! BO TYLKO Z RADIEM MERKURY NAJLEPSZE RAJDY, PEŁNE UCIECH I FRAJDY! Dziękuję Wam Kochani towarzysze..Małgosiu, Sławku, Kalinko, Karolinko, Marysiu, panie Zbyszku, Piotrusiu, Bartusiu, Michałku,pani Danusiu,Adasiu I specjalne podziękowania dla taty Karoliny :) /uuuch!...rymy się skończyły/


Do zobaczenia na kolejnym Rajdzie!! Byle szybko..





  Komentarze (0)   |   Oceń (4.8)   |   Skomentuj  


2009-05-08 00:11:34
poznańskie 'zaręczyny'



- ile ma pani lat?
- a chodzi pani do jakiegoś gimnazjum czy już może nie?
- ma pani męża?
- czy jest pani w ciąży ???

Pi razy oko taki zestaw pytań padł dziś, wczoraj znaczy...tak na dzień dobry, na śniadanie (a właściwie na drugie śniadanie – bo na pierwsze było zdecydowanie za późno). Oczywiście nie na wszystkie 'pani' odpowiedziała, bo w końcu (qrczę blade) to na szczęście nie przesłuchanie !!...ale w trakcie tej miłej i bardzo pouczającej pogawędki przypomniałam sobie inny, wyczerpujący /nie wiem kogo bardziej - mnie, czy dwóch sześcioletnich kandydatów na mężów/ dialog:


zaczęło się niewinnie..


Michał: ma pani obrączkę??

k.to: zdążyła tylko wziąć głęboki wdech, zamrugać powiekami, bo w odpowiedzi wyręczył ją:

Łukasz: nie wiesz, że obrączki są jakby bardziej żółte?..i...i..bardziej się błyszczą!?

Michał: /ze zrozumieniem/ to znaczy, że nie ma pani męża??

k.to: /zostaje dopuszczona do głosu/ - na to wygląda,że nie

Łukasz: bo ty Michał nie wiesz, że najpierw trzeba mieć narzeczonego? a ma pani narzeczonego ????

k.to: a powinnam mieć ???

Michał: noooo! /olśnienie/ ja będę twoim narzeczonym!

Łukasz: i ja ! i ja też!


Przysunęli się chłopcy ochoczo bliżej swojej przyszłej żony,ale kandydatka musiała niestety sprowadzić rozmarzonych na ziemię…


k.to: ( prawie-zrozpaczona ) ale panowie..panowie.. ile macie lat?

Chór (niekoniecznie anielski) : sześć!

k.to: ja NIE MOGĘ mieć dwóch narzeczonych! a po drugie, jesteście troszeczkę za młodzi..i będę musiała...baaaardzo długo czekać, aż urośniecie...i...

Michał: i będziesz stara?

k.to: / bezradnie rozkłada ręce, troszkę brakuje jej powietrza, dlatego dziwnie zaczyna się wiercić..jak przysłowiowa mucha w smole/

Łukasz-romantyk + jego palec wskazujący: kto pierwszy urośnie, zostanie pani mężem...!

Michał-realista: hmmm...a może pani poszuka??
Tylko lepiej nie szukać wśród poznaniaków, bo poznaniacy to BIEDAAAACY..



Tutaj dialog się urywa, wszystkie karty zostały odkryte…co więcej - po tygodniu rozmyślań „podwójne” zaręczyny poznaniaków zostały oficjalnie zerwane,bez wyjaśnień...cóż...prawdziwi mężczyźni ;-)


P.S. choć oczywiście istnieją panowie, którzy potrafią argumentować bardzo solidnie..oj potrafią ;) i tak źle i tak niedobrze..a poza tym, łabędzia widzę podwójnie...Wy też?:)



  Komentarze (4)   |   Oceń (4.8)   |   Skomentuj  


2009-05-02 01:21:32
love is in the air...

Wycieczki szkolne obfitują w różne dziwne wydarzenia, cuda-wianki na kiju dzieją się nawet. I to wszystko w przypadku dojrzewającego nastolatka ( w ramach zdrowego rozsądku oczywiście) zrozumieć można, bo dojrzewanie, bo hormony, bo koledzy…ALE! Przedszkolaki TEŻ potrafią nieźle namieszać! Dziecko nie widziało mamy swojej kilka godzin, teatr dziecięcy okazał się zbyt mroczny, tajemniczy – ale i tak wycieczka przedszkolna była naładowana wysokim poziomem adrenaliny…



Występują:

Martyna, lat cztery i pół
Mama M.

Akcja dzieje się w samochodzie, Mama pełni rolę kierowcy, stąd też ograniczone ruchy, ale z drugiej strony w stresujących sytuacjach o kolizję łatwiej…


Martyna: mamooo….muszę Ci coś wyznać…

Mama: ( znająca pomysły dziecka, ze przerażeniem w oczach i niepewnością w głosie..) - taaaak?

Martyna: zakochałam się…w KACPRU NOWAKU

Mama: yhy..mhm….

Mama: (po kilku wdechach głębokich)–powiedziałaś mu o tym??

Martyna: taaaaak…

Mama: co Kacper powiedział…?

Martyna: (z rezygnacją w głosie) - niiiiccccc

Mama: ( nadal prowadziła samochód, choć na pewno w maminej głowie tysiąc myśli zdążyło się pojawić )




______________czas na przerwę w akcji________________





Po 30 sekundach:

Martyna: mammooo...

Mama: taaaak?

Martyna: a wiesz, że Weronika zakochała się w Łukaszu ???

Mama: oooooo

Martyna: i wiesz mamo, co ONI robili w autobusie? ONI się całowali..i przytulali..

Mama: (ze strachem w głosie) a TY całowałaś się z Kacprem?

Martyna: no co ty..maaamoooo..on mi NIE pozwolił :-(


I tutaj zapada cisza. Mama nie pyta o szczegóły, a zawiedziona M. zapewne obmyśla plan, gdzie mogłaby przydybać K.N. i w końcu skraść całusa…


W związku z tym, iż Maj właśnie rozpoczął swoje miłościwe panowanie, a każdy z nas wie, że Maj miesiącem zakochanych został mianowany.. Rodzice! Miejcie się na baczności :-) Szczególnie apel ten kieruję do rodziców przedszkolaków..miejcie oczy i uszy szeroko otwarte! Nie znacie dnia ani godziny, kiedy przyjdzie czas na waszych pociech zaręczyny ;-)






  Komentarze (0)   |   Oceń (4.8)   |   Skomentuj  


2009-05-01 16:54:24
piłka jest okrągła, a bramki są dwie..



Popełniłam to w końcu. Poszłam, zobaczyłam..i myślę że będę chciała więcej..Mój pierwszy mecz na Bułgarskiej ;-) I od razu małe sprostowanko: nie znam się na faulach, spalonych…i innych figurach wykonywanych na murawie. Dlatego nawet nie będę próbowała komentować tego co działo się na równiutko przystrzyżonej zielonej trawce..bo..bardziej przejęło mnie, zaaferowało i zaczarowało zachowanie kibiców poznańskiego Lecha. Piszę to zupełnie poważnie. Siedzieliśmy naprzeciwko tzw. Kotła, więc mogłam spokojnie obserwować co ONI tam wyczyniają ;-) A działo się…oj działo! Tańce, hulańce i wcale nie swawola! (bo wszystko działo się pod ścisłą dyrygenturą) Dziewięćdziesiąt minut nieustannego zagrzewania do walki, ciągłego śpiewu, podskakiwania i wygibasów, bębnienia i okrzyków..
I przyznam szczerze, kiedy rozpoczął się mecz, nie potrafiłam skupić się na piłkarzach, bo mój wzrok biegał gdzieś ponad murawą. Taki widok! Z taaaaaką wiarą i energią zagrzewać do walki! /Szkoda, że to nie przekładało się na precyzyjną grę "Smudowej Jedenastki"…echhh…no tak, nie o grze miałam!/ I może ktoś się będzie śmiał z tego co teraz napiszę, ale widok falującej trybuny, roztańczonej i rozklaskanej, spowodował u mnie wzruszenie...I tak sobie pomyślałam: gdyby wyciąć te "odrobinkę" inwektywów fruwających nad naszymi głowami, które to oczywiście wynikały z narastającego zdenerwowania i niemożności pomocy umęczonym piłkarzom / dobrze..dooobrze – już nie usprawiedliwiam inwektywotwórców../ ALE gdyby zrobić małe ciach-mach nad głowami…i pomyśleć o tym, żeby w każdym naszym działaniu – w pojedynkę czy w większych grupach - zawsze, było taaaaakie zaangażowanie i poświęcenie, jakie panowało wśród kibiców..?/ a to co widziałam na trybunach, to podobno jakiś procent ich możliwości / To dopiero byłby kraj – raj…



P.S.ekhm…muszę jednak dwa grosiki wtrącić…

grosz numer 1- Aaaaa..bramkarzowi Polonii należało się usunięcie z placu boju, kiepski z niego aktor :P /choć ciekawa mogłaby być walka bez bramkarza../

grosz numer 2- do tej pory zastanawiałam się, w jakim stanie są gardła sprawozdawców sportowych po takich meczach..ale po tym spotkaniu jestem pewna, że lista oczekujących na wizytę u laryngologa jest znacznie dłuższa..



dobrego dnia :-)

  Komentarze (0)   |   Oceń (4.8)   |   Skomentuj  


2009-04-23 15:53:58
WioSEnNy mIsZ-MaSz




Troszkę trudniej mi tutaj ostatnio dotrzeć, jakby deczko pod górkę ;)..bo wszystko przez Wiatr! Za mocno ostatnio wieje w twarz..uparciuch! ale przecież nie mam układów z Wiatrem, że niby zawsze będzie w plecy dmuchał i pomagał swoim ‘ożywczym’ oddechem przepływać bezboleśnie przez kałuże, fruwać nad wystającymi z ziemi korzeniami…Tak więc potykając się, brnę dalej..A Wiosna..na dobre rozpoczęła swoje królowanie, ale coś chyba roztargniona jest, albo jakoś dziwnie na ludzi wpływa ta piękna Panna…bo chaos wiosenny panuje..nie tylko w mojej głowie..

Cóż to ja już widziałam? Pole foliówkowe w pełnej krasie, wysadzane naburmuszonymi torbami, wielgachny wózek supermarketowy - wzorcowo zepchnięty – spoczywał sobie grzecznie na nasypie Pestkowego szlaku. Ale to nie wszystko, mimo wady wzroku dojrzałam zgubione cegły, w niezgrabnym układzie leżące na środeczku skrzyżowania dwóch poznańskich ulic ( Rolnej z Hetmańską ) – cegły te obolałe od kół samochodowych – bo koła oślepione wiosennym słońcem pakowały się niespodziewanie w ten nieszczęsny układ..Szczątki kanapopodobne w Wielkopolskim Parku Narodowym (któraż to "kanapka" do siedzenie nie nadawała się NA PEWNO!) Czyja to robota? Noo..jeśli o kanapę chodzi, to jeszcze jestem w stanie uwierzyć, że bobry postanowiły ją wiosennie odświeżyć i wzięły ją na przysłowiowy ząb..ale cegły…?wózek…?wysyp(isko) reklamówek…? Sprawka wiatru ? Chyba czas na solidne wiosenne porządki…w głowie… i nie tylko ;)






P.S. z dziecięcego światka:

Dzieci pilnie się uczą, poznają kolejne litery. Ostatnimi czasy na tapetę wzięły literę „C” – jak Cebula, Czosnek, Ciotka Celina, Cytryna

I kiedy padło pytanie:


N : czy znacie jakieś wyrazy na literę C ??

Jeden z sześciolatków bez zastanowienia chlapnął (przepraszam, on to na pewno przemyślał, dogłębnie przeanalizował…) rzekł więc mędrzec mały :

P : wieeem proooszee paaaaniii ! C Y C K I!

N : khe…khm…yhm…

  Komentarze (0)   |   Oceń (4.8)   |   Skomentuj  


2009-04-16 23:41:53
Rozmowy na dwie głowy ...

Występują:

Piotr
Adrian
Zuza (gościnnie)

sprawcami dialogu są pięcioletnie Ananasy, wzrost ich stosowny do wieku, tylko języki jakoś tak dziwnie rozwinięte ponad normę ;)




Piotr : Adriaaaan…..lubisz mnie ??

Lubisz mnie Adriannn ????

Zuza : /z irytacją w głosie i manierą Makłowicza/ - Ohh! pytasz już piĘtnasty raz!!

Piotr : / spoglądając na Zu ze stoickim spokojem / - Adrian...no lubisz mnie?

Adrian: /z wyciągniętym jęzorem, zaabsorbowany zajęciem- BO przecież rysował!- a może nawet po błyskawicznych głębszych przemyśleniach – kiwnięciem głowy odpowiada twierdząco na uporczywe pytanie Spiritusa Movensa /tego od abrakadabra/ : znaczy że „TAK”

Piotr : ALE Adriaaann…..lubisz mnie CAŁEGO ??????

Adrian : skinienie głową numer dwa - znaczy, że tak TaK TAK!!

Piotr : ja też lubię Cię CAŁEGO …/podsumowuje z rozpromienionym dzióbkiem, usadawiając się wygodniej w swoim gniazdku, znaczy na krzesełku.../



krótko, zwięźle i na temat ;))



  Komentarze (2)   |   Oceń (4.8)   |   Skomentuj  


2009-04-11 15:44:33
Wielkanocnie...


* * *


Jezu – wprost na Wielkanoc

usiądź między nami

wierzących niewierzących

poobmywaj łzami…



/ ksiądz Jan Twardowski /



* * *



Czasu z drugim Człowiekiem

Czasu w Radości

Czasu w Zamyśleniu

Nad tajemnicą Śmierci i Zmartwychwstania…

W zaciszu własnego domu

W słowach Psalmów

W prostocie leśnych ścieżek

W błękicie Nieba






Tego Wam Kochani życzę
Z całego serca!

kasia



  Komentarze (0)   |   Oceń (4.8)   |   Skomentuj  


2009-03-19 22:32:18
bardzo mokra histEria

Nie jest prawdą, że tylko kobiety mają załamania nerwowe, że tylko one miewają chimery, gorsze dni, zespół napięcia czy też w inny sposób naciągnięte do granic możliwości nerwy..Mężczyźni też czasami reagują zuuupełnie po ludzku ;) wczuwając się, rozczulając, marząc i mażąc się jednocześnie…Dziś przeżyłam kilkadziesiąt minut z JEDNYM z NICH, który wzbudził we mnie..no właśnie, cóż on mógł sprawić…mimo swojego młodzieńczego wieku (gdyż wszystkie dowody tożsamości jakie posiada, wskazują że przeżywa na tym ludzkich łez padole swój piąty rok życia..

Właśnie…łez padole…

występuje Maciej i k.to we własnej osobie

k’woli wyjaśnienia: kwestie Maciejowe – wszystkie – co do joty! wyjęczone, wypłakane, wychlipane i okraszone łzami, podobnymi wielkością do małych perełek

Kiedy k.to pojawiła się na horyzoncie już buczał -bo biegał, po krew z nosa lecieć zaczęła, upocony od łkania, siedział grzecznie na dziecięcej kanapie i wpatrywał się we mnie mokrymi oczętami. I tutaj wywiązał się dialog na cztery ręce:

Maciej: proszę paniiiii, bo ja gubię wszystkie moje rysuuuunkiiii…ii…ii…i nie wiem gdzie one są…

k.to: (wzdycha - tylko raz - bo na więcej nie ma czasu)

Maciej: ii...ii...ten wczoraaaajszy, też zgubiłem, u maluchów…i nie zdążyłem maaamieeeee pokazać jak pięknie maluję…

k.to:(jako ten pocieszacz:)
- nie martw się, dziś pokażesz…
( i tutaj próbuje udobruchać chłopca bonusem w postaci ‘miejsca tuż obok pani’ – który to wątek zasługuje na szczegółowe wyjaśnienie – przy innej okazji- rzecz jasna)

Chłopiec na chwilę przestał łkać, ale pewnie tylko dlatego, żeby zebrać siły do dalszego koncertu

Kiedy k.to skupiła całą swoją energię na snuciu opowieści…i już, już wczuwała się w rolę narratora i poszczególnych bohaterów, Maciejowy ryk przeszył powietrze…

Maciej: ja chcę do maaaaamyyyyyyyyyyyyyy…

k.to: (c i e r p l i w i e)…mamusia przyjdzie po Ciebie po obiedzie

Maciej: ale ja chcę teeeeeeraaazzz…bo ja jej muszę coś powiedzieć……booo, booo, ja zapooomnę…

k.to: ( CIERPLIWIE ) zaraz przyniosę Ci karteczkę i napiszemy na niej, co chcesz mamusi powiedzieć…

Maciej: yhy

k.to: co zapiszemy?

Maciej: ( spychając ) że płakałeeeeem…


[k.to - 1,2,3,4,5.....176253 uff..uff]


k.to + Maciej: piszą zgodnie jednym ołówkiem P Ł A K A Ł E M

k.to myślała, że to już PO przeprawie, że przynajmniej bitwa wygrana…Opowiadanie prawie dobiegało końca, atmosferę udało się zbudować. Jednak kwilenie chłopca było coraz bardziej słyszalne…..

k.to: ( C-I-E-R-P-L-I-W-I-E )-co się dzieje tym razem?

Maciej: bo ja tego nie zapamiętaaaaaam……

k.to: [cierpliwie -(??????????) litoścccciiiiiii…]

Maciej: noooo…tego opoooowiadaaaaaniaaaa……musi mi pani zapisaaaaać na karteczce…całeeeeee

Na nic zdało się tłumaczenie, że całego tekstu naszym tempem nie zapiszemy do kolacji, ale tym razem [bardzo sprytna] k.to całość historii zawarła w czterech linijkach..jak?? nie pytajcie : ) Później tylko należało bezcenne papierzysko włożyć do kieszeni, aby mamie przekazać wieści czwartkowe. Baardzo poufne informacje zostały zapakowane, atmosfera jakby lżejsza..na sekund kilka, bo chłopiec uderzył z siłą COREGATABS..

Maciej: aalllee…aleeeee…proszę paaanii, alle jak zapomnę..

k.to: (c*i*e*r*p*l*i*w*i*e) mrugając oczami

Maciej: że TO mam w kieszeniiii??? Ja na pewnoooo zapooomnę...i co wtedy ????

kap

kap

kap

kap

puk

puk

puk

puk

od 12:00 stukam się młotkiem po głowie..cierpliwie..





  Komentarze (0)   |   Oceń (4.8)   |   Skomentuj  


2009-03-19 01:27:16
pobudka..


halo halo:) to ja, biedronka pstra
(nie, nie - nie TA biedronka,którą na mąkę zdeptała stonka) - tylko JA - biedronka ze słoikiem pełnym Słonka -

niedługo go otwierać zaczynam,
kiedy ( JUŻ NA DOBRE ) zniknie za rogiem Zima....

wezmę pięknie Was za rączkę
i zaproszę na mą łączkę ;-)



***



Rymy częstochowskie zadziałały, więc chyba najtragiczniej ze mną nie jest..choć wyznam Wam w cichości serca, że Zima w mojej głowie poprzestawiała półeczki, zjadła trochę za dużo konfitur chyba i dlatego nie mogła się z niej wygramolić (z głowy rzecz jasna). Żeby nikt nie myślał, że w czasie „ciszy” spałam jak niedźwiedź…znaczy trochę, troszeńkę może tylko, ale to wtedy, kiedy walczyłam z choróbskiem…a później coś się w szarych komórach zablokowało (i to na pewno nie wina wina, a medykamentów!! - bo jak przeczytałam na ulotce od lekarstwa jakie skutki uboczne mogą mnie dopaść, prawiem od razu osiwiała..a później…ech…ech…Teraz obiecuję, że luki w notesie osobistym podreperuję...(dziś/wczoraj natomiast - zdecydowanie o ciszy mówić nie mogę - bo jadąc robiłam trochę więcej hałasu niż zwykle -Oj,BO tłumik mi się urwał - w samochodzie-gdyby ktoś miał wątpliwości;) i miałam wrażenie że poruszam się po drodze krzyżówką samochodu z traktorkiem..)

Aaaaa...Wiosna? chyba już jedną nogą ( wygodnie ) rozsiadła się na progu. Widziałam jak chłonie pierwsze promienie Słońca, jak leniwie przeciąga się wśród drzew, które nieśmiało zaczynają przebąkiwać coś o pąkach, dzieci jak zwykle W FORMIE. Dziś Wiosna zrzuciła pewnemu Panu kapelusz z głowy (ale to nie był Jan Maria Rokita)…gonił go na przejściu dla pieszych - na szczęście na zielonym – czyli jakby nie było, kolorze wiosennym bardzo). A już najlepszym dowodem na to, że Wiosna tuż za rogiem ( i wcale nie w towarzystwie wszędobylskiego Żubra ) był pewien pan i pani też nawet. Z pomysłem wiosennym iście…Uroczyście usadowił żonę w bagażniku osobowego samochodu razem z kwiatem doniczkowym. Pełna zgoda i bezstresowy podział obowiązków. Ona - flower-power-bodyguard, On-szofer. I popłynęli, ulicą Głogowską…mam nadzieję, że właściciel pojazdu nie zgubił bagażu cennego (choć bagażnik otwarty był), bo kwiaty w przydomowym ogródku..to podstawa!!


:*



  Komentarze (0)   |   Oceń (4.8)   |   Skomentuj  


2009-01-28 21:42:02
ZU-P-(to.k) myślenia..

Dzieci podobno prędko się uczą...ale jeszcze prędzej zapominają ;-) więc kiedy dziś, po raz kolejny próbowaliśmy sobie przypomnieć, jakie to TRZY magiczne słowa znamy,podświadamie czułam, że zaraz COŚ wybuchnie, że niespodzianką pachnie..i..Proszę Państwa,kobieta się nie myli ('prawie nigdy') => to stwierdzenie powinno męską część ;-) wyczulić na kobiecy instynkt..qrczaki..chyba się trochę zamotałam, może więc od początku?:)

Bo wkładsz im do głowy (znaczy nie mężczyznom tylko dzieciaczkom oczywiście) wielką łychą: że PROSZĘ, PRZEPRASZAM, że o DZIĘKUJĘ nie zapominamy. Bo ich magia na tym polega, że smutek zamienia się w usmiech, łzy w radość,uuff..teoria;-)Że właściwie powinnismy budzić się z tymi słowami na ustach i z nimi zasypiać wręcz. Że na czole będziemy sobie je zapisywać! I nadsłuchiwać, czy we właściwym momencie użyte zostaną. Koniec, kropka. Rzeczywistość brutalnie zweryfikowała calą teorię..


występują:


-Zuzanna / ZU /(Poszkodowana)
-Piotr / P /(Spiritus Movens całego zamieszania i nie tylko TEGO)
-k.to (sędzina - ze względu na sędziwy wiek oczywiście:)


Po 10 minutach od 'kazania', dzieciaki siadają przy stolikach. Minutę ciszy ( bo i takowe się zdarzają ) przerywa krzyk Zuzi..

ZU:prooooooszę paaaaaniiii...

k.to: /przytrzymując delikatnie szybę, żeby nie wyleciła/ pyta ze stoickim spokojem: o co chodzi Zuzanko?

ZU: bo Piooootrek porysował mi kaaaaaaaaaartkęę

(i tutaj krokodyle łzy zalały podłogę)

k.to obawiając się powodzi zwołuje natychmiastowe, trzyosobowe zebranie z Poszkodowaną i Spiritusem M. w roli głównej - który to Spiritus M. też buczy i łka.

k.to: Piotrusiu, przecież wiesz, że nie wolno dzieciom przeszkadzać, psuć zabawek, pisać po cudzych kartkach (oczywiście lista zakazów jest długa i mokra od łez)

P: łka nadal...spazmatycznie

k.to: /nie stosując kar cielesnych, nie marszcząc czoła, najdelikatniej jak potrafi/ : Piotr...nie rycz! I tutaj pojawia się sugestia, aby chłopiec COŚ powiedzieć raczył, żeby łzy z Zuzinej twarzyczki w końcu znikać zaczęły. k.to utrzymując równowagę kontynuować próbuje: nnooo..Piotr..co powinieneś powiedzieć? Takie jedno ma-gi-czne sło-wo...przecież przed chwilą o tym mówiliśmy..tylko je-dno sło-wo...

P: /potok łez płynie w najlepsze/w końcu usta chłopca drgnęły i przerywanym głosem wydusił z siebie...AAAB-B..R..RRAA..KKAA..DDAA..BB..RRAAA

ZU: oddala się usatysfakcjonowana...





P.S. Zdradzę Wam, iż 6-latki wyrażały wielkie oburzenie z powodu swoich tatusiów, którzy to nie użyli magicznego słowa i NIE PRZEPROSILI dzieci swoich rodzonych z powodu wczorajszego hałasu jakiego byli autorami w swoich prywatnych domach..podczas meczu 'Szczypiorów'..powodując zaburzenia snu u pociech ukochanych...

P.S.2 dla równowagi, wyskoczę z innej beczki lub bajeczki: czy wiecie, że Wiosna przychodzi za 52 dni, czyli za jakieś 1248 godzin...:-)



  Komentarze (1)   |   Oceń (4.8)   |   Skomentuj  


2009-01-21 22:20:50
styczniowo..


z Dziennika Pesymistki :

1- akumulator w moim samochodzie szlag trafił (wiem, powtarzam się, zgreda ze mnie)- ALE że ten 'szlag' MUSIAŁ akurat na moje auto się uprzeć..no..wytrzymał samochód pierwszy tydzień mrozów trzaskających, więc chyba i w ciągu drugiego mógł fason trzymać? mógł ?..no mógł!

2- opona dowiedziała się od akumulatora, że wcale nie jest koniecznością, żeby na pełnych obrotach pracować i też urlop sobie wzięła, na żądanie, bez wcześniejszego uzgodnienia z szefową nawet!..qrrrczaki! / i żeby wersje się zgadzały, oczywiście wszystko TO,TO sprawka węszącej BabyJ.!/

3- jestem zalana :( znaczy,ogródek zalany, wszystko tonie w to-nie wody, zimnej wody (jakby ktoś miał wątpliwości), beton, trawa, śnieg..! grrr...fruwać trza by sie naumieć! morsem nie jestem...mokro, ślisko, fuuujfuuuj.

4- o korku ULICZNYM - (nie,jak Niektórzy sądzą - korku telefonem zwanym...nie wspomnę ;-)))



_______________________________GRUBĄ linią oddzielam..



Zapiski Optymistyczne :

- mam nowiutki akumulator! no-wiu-teń-ki, to nic że stary nie wytrzymał..i tak był grzeczny, padł blisko domu - a mógł mi obciachu narobić na ten przykład na środku Kaponiery, w drodze do Ustki, w drodze z Terespola,a on grzeczny był, lizaka powinien dostać..

- opona też zbytnio się nie rzucała - zdechła u celu podróży..

- a najważniejsze...MAM BASEN, duży basen, źllllleeee...wróóóććć...ogromny basen! trudno obliczyć jego powierzchnię ze względu na zawiłość jego kształtów (wygląda bowiem na połączenie Azji z Antarktydą)..ale tak na moje babskie oko - plus minus 50 metrów []-owych ([]<- to jest kwadrat, jakby ktoś miał wątpliwości ;-) To nic, że nie mogę w TYM basenie pływać!..morsem nie jestem :) ale za to,podumać nad nim mogę..tudzież łyżwami poszurać po tafli lodu podwodnego..bo proszę Państwa, ten basen jest wielofunkcyjny, dwuwarstwowy, wybudowany błyskawicznie - firma NATURA zafundowała mi swoje usługi zupełnie za darmo! i ciągle go powiększa.. Szczęściara ze mnie!

I tym optymistycznym akcentem kończę wywód..i takich optymistycznych wersji bedę się trzymać:)
Czego i Wam życzę :-))

znaczy:niech Wasze samochody żyją długo i szczęśliwie:) aaa...na basen..trzeba sobie zasłużyć ;-)))



P.S. punkt nr 4 części pierwszej zdecydowanie powinien znaleźć się po jasnej stronie ulicy :)

  Komentarze (1)   |   Oceń (4.8)   |   Skomentuj  


2009-01-16 09:31:23
stopy vs tromby

Występem zaszczycić pragną:

Michał – lat 6, blondyn o niebnych oczach
Kuba – lat 6, brunet z oczami w kolorze gorzkiej czekolady
k.to – wtrącająca trzy grosze tylko

Miejsce: znajome ;-)dyskusja wywiązuje się w czasie rysowania ukochanej babci i przystojnego dziadka...




Michał : ( zmartwiony) moja Babcia ma baaaardzo małe stopy..bo tylko takie malutkie jej urosły i jakoś nie chcą się już powiększać...

Kuba: (pytającym wzrokiem , głosem i innymi częściami ciała też ) Bo piła dużo PIWAAAAA???? I teraz jest karzełkiem?

Michał: (zniecierpliwiony) przecież w starości ludzie się MNIEJSZĄ !!

Kuba: ( z politowaniem ) ...SKURCZAJĄ się to nazywa..



***** miejsce na głęboki oddech****



Kuba: proszę pani JUŻ narysowałem....

k.to: pokaż ? /zobaczyłam wielką gębę w kształcie słońca....../

Kuba: a czy pani wie, że mój Dziadek ma już cztery tromby?

k.to: (zamienia się w znak zapytania)

Kuba: no TROMBY proszę pani, takie czarne na zębach....

Michał: (w odwecie - z irytacją) PLOMBY się mówi....




P.S. w przypadku wyżej wymienionych dialogów u k.to szczękościsk nie zadziałał....

  Komentarze (2)   |   Oceń (4.8)   |   Skomentuj  


2009-01-16 00:11:02
z akumulatorem na plecach..

Gdyby ktoś pomysleć zdążył, że spod śnieżnej pierzyny wygramolić się musiałam (kiedy mnie nie było) żeby cuś skrobnąć, sprostować muszę, że pracowałam ciężko, kiedy inni pod kocami się grzali ;-))

A tak na poważnie...to temat zmieniam ;-)

Już na spokojnie: adin, dwa, tri..czetyrie..
Trochę powietrza ze mnie zdążyć uszło. Spadając na swoje cztery litery, odrobinę obiłam swoje drobne kolanka (taka kombinacja jest możliwa, uwierzcie mi), ale za to mogę w końcu pisać...bo się naburmuszyłam!Nadęta jak balon,czerwona jak burak i zielooona ;-))Z takimi właśnie gabarytami, przyozdobiona kolorami wyżej wymienionymi wystąpiłam w poniedziałek w godzinach popołudniowych. Dlaczego? Już z wyjaśnieniami spieszę, a jednocześnie z otwartą petycją do BabyJagi!!!

Droga Babo TY!

Informuję Cię tonem oficjalnym , NADAL LUBIĘ ZIMĘ! KOCHAM JĄ WRĘCZ NIEPRZYTOMNIE;-))..A Twoje czary-mary-bum-cyk-cyk nie robią na mnie wrażenia!

I obwieszczam wszem i wobec - aby się do Ciebie za bardzo nie zbliżać ;-)) /Bo Proszę Państwa - Kobieta ta wysłała do mnie ostatnio list zawierający treści nieprzyzwoicie przewidujące - jakobym miała mieć problemy z A K U M U L A T O R E M - jeśli nadal Zimą się będę zachwycać/ I co? Już wcześniej musiała siłą swojego kichnięcia jakieś zepsute myśli przesłać telepatycznie-drogą-kropelkową - gdyż w tym czasie, kiedy Ona treść listu kleciła - akumulator mój padł nieprzytomny( delikatnie powiedziawszy - bo miałam ochotę użyć %$!@#(^#$%-no!). Zapadły egipskie ciemności dookoła i nastał 'klops'! I może..(O!Słodka Naiwności!)uwierzyłabym, że to PRZYPADEK - najzwyczajniejszy w świecie - ale dziś /w czwartek znaczy/ ( ok.50 minut po rozmowie z wyżej wymienioną Mącicielką Nadzwyczajną ;-)) oponę trafił szl..! Ot tak - po prostu:) A później musiałam udowadniać panom z wulkanizatorni, żem nie 'pszysłowiowa blądynka' i że na samochodach się znam
;-)..chyba uwierzyli..

W związku z powyższym, BabęJagęNieznośną proszę, aby:

1. kichać przestała

2. wyzdrowiała w końcu (czyli patrz punkt nr 1 )

3. zaniechała swoich trików, bo się do niej plecami odwrócę, a jak na ulicy spotkam - udam, żem nieznajoma!

A tak na marginesie, zastanawiać się zaczęłam, co też dalej z naszą znajomością będzie...z mailami, rozmowami, o spotkaniu twarzą w twarz nie wspominając.. chy-ba-że Droga Moja przyniesiesz mi zaświadczenie od lekarza -żeś zdrowa jak koń..bo przecież te wszystkie 'cuda-wianki-na-kiju' dziać się zaczęły, kiedy Cię choroba w swych okowach tuliła!

P.S.1 NOWY AKUMULATOR ma się dobrze, i ccciiichaj mi! ani słowa!

P.S.2 a na dowód, że Zima też w całkiem niezłej kondycji..załączam załącznik:)

P.S.3 echhh Jago..wiesz, po namyśle błyskawicznym z turbodoładowaniem stwierdzić muszę, że może kiedyś, gdzieś Twoje kichnięcio-zaklęcia się jednak przydadzą..chyba..więc..ekhm.. :*

  Komentarze (10)   |   Oceń (4.8)   |   Skomentuj  


2009-01-06 01:55:07
Na całej połaci....


Na całej połaci
śnieg.
W przeróżnej postaci
śnieg.
Na siostry i braci
zimowy plakacik
śnieg.
śnieg.

Na naszą równinę
śnieg.
Na każdą mieścinę
śnieg.
Na tłoczek przed kinem
na ładną dziewczynę
śnieg
śnieg.

Na pociąg do Jasła
na wzmiankę, że zgasła
na napis: "Brak masła"
na starte dwa hasła
na flaszki od wódki
na tego te skutki
na puste ogródki - na dzionek za krótki

na w sinej mgle dale
śnieg.
Na "Kocham cię stale!"
śnieg.
Na żale, że - wcale
i na - tak dalej
tak dalej - tak dalej
tak - dalej - tak dalej,
tak dalej - śnieg
..śnieg
..śnieg
..śnieg
..śnieg
..śnieg...

/Jeremi Przybora/




***




Na krzywe chodniki
śnieg.
Za duże guziki
śnieg.
Na pole ozime
Na leśną zwierzynę
śnieg.
śnieg.

Na biednych, bogatych
śnieg.
Na przydrożne chaty
śnieg.
Na smutek na twarzy
Na dziecko co marzy
śnieg...
śnieg...

Na duże problemy
że wiemy, nie wiemy
Na ludzi zdziwionych
skupionych
spragnionych
śnieg...
śnieg...




***

P.S. Lubię Cię śniegu:)sprawiedliwy jesteś...wszystko białe...


P.S.2 wybaczcie, że pozwoliłam sobie dopisać kilka linijek, ale ktoś wysypał mi na głowę wielką szuflę śniegu...i tak jakoś popłynęło...;-)))



  Komentarze (0)   |   Oceń (4.8)   |   Skomentuj  


2009-01-02 22:11:51
B-2

Listopad już raczej minął ;-) Grudzień pomachał już do nas swoimi mroźnymi łapkami, a ze mną nadal nie wszystko w porządku...bo wiecie...nie wiem czy to wina ociężałości poświątecznej (która ujawnia się w różnych dziedzinach życia;) czy może to był wynik rozkojarzenia porannego? A może nawet nastąpiła kumulacja tych przypadłości??..bo ostatnio pole magnetyczne ujawniło się na linii k.to - znaki drogowe..

Ano...mgła nie zasłaniała ulicy, śnieg nie sypał wielkimi płatami (a szkoda, bo choć częściowo zasłoniłby ogłupioną kasię) I w takich oto warunkach atmosferycznych - w czapce należycie naciągniętej na łepetynę - pocałowałam blaszaną tablicę. A moja mama cały czas powtarza (mimo że okres dzieciństwa minął już daaaaaaaa....ffffnnnoo - uff-zabrakło mi powietrza) : 'noś czapkę-szanuj zdrowie!' Czapka winna!? Tylko żeby nikt nie pomyślał, że to był taki 'klasyczny' całus tablica-usta...nie nie...to taki bardziej egzotyczny przypadek był: tablica - głowa/praWIe oko. Walnęłam głową w blachę i mogłoby się to kiepsko skończyć - gdyby nie daszek czapki, który stał się mini-amortyzatorkiem (i tutaj chyba muszę jej - czapce znaczy - honor zwrócić). Zadźwięczało w powietrzu, odbiłam się jak nadpobudliwa piłeczka ping-pongowa, zdążyłam się mocno zdziwić ii...zdziwiona poszłam dalej.

Na moje nieszczęście miałam świadków tego 'przypadku', bo niestety nie mieszkam na pustyni..Najważniejsze ze znak jest cały i zdrowy, bo gdybym go uszkodziła…jeszcze narobiłabym bigosu…a widniał na nim zakaz wjazdu.. ;-))

P.S. byłabym zapomniała - a wszystko chyba przez to, że zapatrzyłam się w swój telefon komórkowy.. WNIOSKI są takie,że: czapka na głowie to jednak samo zdrowie ;) i NIE MOGĘ wykonywać kilku czynności jednocześnie..tak to tylko kobiety potrafią :(


P.S.2 - szerokich chodników życzę :))

  Komentarze (0)   |   Oceń (4.8)   |   Skomentuj  


2009-01-01 21:53:06
* * *

Aby ten ROK był czasem

Roześmianych Dzieci

I Szczęśliwych Dorosłych

Czasem Jasnego Nieba

I pozytywnych myśli..



Bądźmy dla siebie D O B R Z Y :)



Wszystkim...uściski świeże,noworoczne przesyłam

k.

  Komentarze (0)   |   Oceń (4.8)   |   Skomentuj  


2008-12-24 10:31:20
'Bóg się rodzi, moc truchleje'


W tę noc, co nie wiedziała jeszcze że jest święta

nie liżyłapy
nie pochlebcy
nie kandydaci na dygnitarzy
nie urzędnicy
nie spryciarze
nie chwalipięty że „tam byłem pierwszy”
nie reporterzy z telewizji ani dziennikarze
ale najbliżsi zawsze sobie krewni
analfabeci z bijącym sercem
i mędrcy – bo szukają
biegli niespokojni –
czy się nie przeziębił
czy gwiazda w ostatniej chwili Go nie przestraszyła
czy miał suche pieluszki
czy przy pięknie śpiewającym aniele nie dostał chrypki
czy Go siano nie podrapało
czy wierzgający osioł nie uraził swojego zwierzchnika – dostojnego wołu
kiedy rozsądni się gorszyli

Bóg Wszechmogący stał się ludzkim dzieckiem
z wyciągniętymi bezradnie rękami
i świat się wcale nie zawalił
ale zgarbiony uśmiechnął się i zaczął prostować

/ksiądz Jan Twardowski/


P.S.

Trwania w Miłości

i przy M I Ł O Ś C I..

W ciszy

Radości

Skupieniu

Uwielbieniu

W codzienności..

I nieustannym zadziwieniu...



tego Wam Kochani życzę i sobie też:-)
Cudnego Czasu..

kasia



  Komentarze (3)   |   Oceń (4.8)   |   Skomentuj  


2008-12-23 10:31:36
MC2

Czas: Grudzień 2008
Miejsce: Poznań
Występują:

1. mały ciekawy człowiek [czyt:MC2]
2. k.to


MC2: Ale pani ma już męża?

k.to: nnniieeee...

MC2: Ale dzieci to pani ma?

k.to: :-))) oczywiście nie mam

MC2: (miejsce na zadumę i zdziwienie) ....hhmmm..

k.to:(ściskoszczęk - znaczy powaga wymuszona) - dlaczego pytasz?

MC2: bo jest już pani DUŻA!!!!!(czytaj człowieku:WYSOKA) Jak inne kobiety! I powinna już pani mieć dzieci! WSZYSTKIE DUŻE KOBIETY mają dzieci!! Proszę spojrzeć na panią H.:) Ona TAKA MAŁA!! (czytaj człowieku: NISKA) I nawet ONA MA DZIECI!

(o gestykulacji i mimice MC2 nie wspominam - wyobraźcie sobie sami:-))

jak wyglądał dalszy scenariusz ?? ano... najpierw przeprowadziłam błyskawiczny monolog wewnętrzny na temat moich 162 cm, głęboki oddech w celu dojścia do 'pionu' (w końcu wzrost zobowiązuje) A później...zabrałam się za tłumaczenie: związku wzrostu kobiety z ciążą...


P.S. Z beczki 'pogodą' zwanej: Czy do Was przyszła Zima? Bo u mnie się jakoś spóźnia...znaczy może się boi? albo nawet niepewna jest - bo jakby ustąpiła miejsca Wiośnie..tak, tak! Widać to dokładnie na moim podwórku, bo spod pierzynki ziemią zwaną hiacynty i krokusy się wychylają :-) więc nic już z tego nie rozumiem, ale podobno nie od 'rozumienia' jestem...więc cierpliwie czekam co z tego wyniknie..
Mam tylko nadzieję, że te Panie nie będą toczyły ze sobą walki, bo w końcu ktoś przez ich fanaberie zwariuje...



  Komentarze (0)   |   Oceń (4.8)   |   Skomentuj  


2008-12-17 01:08:16
tygrysowa kundupanda

Piszę spod sterty pierników ;-) z nosem w lukrze i orzechach, a tak na poważnie, cieszę się że piernikowe szaleństwo mam za sobą, bo w tym roku naprawdę palma mi odbiła w tej materii..A wszystko za sprawą foremek i moich dziwnych pomysłów.Zaczęło się w niedzielę, choć ciasto czekało grzecznie od soboty - a może inaczej - w niedzielę wszystko nabrało tempa...bowiem tego dnia właśnie, w sklepie IKS,na wysokości moich uszu - zadźwięczał zestaw foremek do ciastek..CUDNYCH FOREMEK!(do przybytku owego weszłam w zupełnie innym celu, cóż - plan trafił maleńki szlag z siłą wodospadu).Bo form było aż 100! I w głowie zaświtały nowe pomysły:) Moja Rodzicielka stwierdziła, że ostatnio widziała u mnie taki błysk w oku, kiedy kupowała mi zabawki...czyli że jakieś ćwierć wieku temu...ćwierć wieku z hakiem nawet! I Kasia uparła się jak ten buc - że foremki już do niej należą..i kupiłam. A później ponad sześć godzin stałam przy stole z górą ciasta i bawiłam się..jak w piaskownicy:) ale ten piasek był znacznie smaczniejszy! Mogę śmiało porównywać - gdyż swoją dolę piachu zjadłam w dzieciństwie.

Obawiam się tylko,że przez najbliższy rok nikt mnie nie zmusi do robienia żadnych ciastek:)Choć z trzeciej strony - nigdy wcześniej nie miałam pierników w kształcie dinozaura, parasola -[ BaboJ!- w razie 'WU' wiesz gdzie stukać;-)], koniczyny czy odlotowego samochodu...więc chyba ogólny bilans jest dodatni:))

P.S. a tak z innej beczki - ostatni tydzień był bardzo pokręcony,zamotany i rozbiegany..a po PIĄTE PRZEZ DZIESIĄTE: wiecie jak trudno sprostać prośbom 4.5-latka?
bo co zrobić jeśli prosi, aby narysować mu TYGRYSOWĄ KUNDUPANDĘ? noooo? dwoiłam się i troiłam, żeby dowiedzieć się o co chodzi, aż w końcu pewna kobieta pomogła mi wybrnąć z tej beznadziejnej sytuacji. Wiem już teraz, że KUNDUPANDA to...zresztą, po co będę Wam mówić? przecież Wy wszystko wiecie! :-*


spokojnego dnia:-)))
środowe pozdrowienia przesyła ciotka Genia!

k.

  Komentarze (2)   |   Oceń (4.8)   |   Skomentuj  


2008-12-04 00:41:06
łatwizna vs angielski

WSTĘP:

Krepa w rączkach, malutkich, zgrabniutkich - wydzierana i gnieciona - powoduje pojawienie się różnej wielkości kuleczek. Zapewne wiecie jak wyglądają 'krepowe' kuleczki ? No właśnie..:) takie kuliste całkiem, paluszkami wymyślane.

AKCJA:

(główne role przypadły: Djewoczce i ticzerowi)

Wszystkie dzieci (jak na grzeczne, ułożone, i wyszkolone dziatki przystało ;-) - zaczynają produkować kuleczkowe 'podobizny'. Tylko jedna Djewoczka jakby trop zgubiła, wzór wypadł jej z główki, a może po prostu gorszy dzień miała - bo jej 'kule' raczej zaczęły przypominać bezkształtne placki. Noo..miały troszkę wspólnego ze zwiędłymi płatkami tulipana ;-)


Ticzer-ka:(na jej twarzy malujemy ogromne zdziwienie, przyklejamy duże oczy i koniecznie! wygięty znak zapytania na środku czoła)
-'a co TY robisz Djewoczko? hmm..? to nieee są kuleczki!!! na łatwiznę idziesz ???'

Djewoczka:(i tutaj zaskoczenie zagościło - co prawda to dziewczęce jest proporcjonalnie mniejsze ze względu na wielkość jej twarzyczki)
-' jaaaa proszę pani nie chodzę na łatwiznę, chodzę tylko na angielski!'

Zapamiętaj nauczycielu!dziecko wie lepiej, na jakie zajęcia dodatkowe rodzice je zapisali..

ZAKOŃCZENIE:

W tym punkcie programu chcę tylko przeprosić moją nauczycielkę języka rosyjskiego za pisownię 'djewoczki' , natomiast nauczyciela języka angielskiego nie przeproszę za 'ticzera',lepiej po prostu sama strzelę sobie w dziób..;-))






  Komentarze (1)   |   Oceń (4.8)   |   Skomentuj  


2008-12-03 01:35:21
na cytrusową nutę..

Tamtej nocy na pewno Ktoś rozkroił czerwonego grejfruta..albo nawet rozgniótł go widelcem, tworząc charakterystyczną różowawą miazgę, a później dodał do tego odrobinę cytryny, żeby złagodzić barwę..i może wmieszał w to wszystko rozmarznięte masło..a wszystko po to, żeby o wschodzie słońca całą tę misternie przygotowaną miksturę wylać nam na głowy..hmm..może lepiej zabrzmi - nad głowami..;-)

Nie , nie..żaden żołądek z tego powodu nie ucierpiał..nikt nie musiał 'tego' pić..bo była to raczej uczta dla oczu TYLKO..a może AŻ? Albowiem tak właśnie wyglądało niebo w poniedziałkowy poranek :-) w kolorach przepysznego, cytrusowego - bezalkoholowego! koktajlu..kto miał okazję się nacieszyć tym widokiem..wie, o czym mówię..

A przyprószone szronem szyby samochodów wyglądały jak koktajlowe szklanki. Pewnikiem pojazdy miały nadzieję, że ktoś wyleje im tę kolorową zawartość prosto do ich wnętrza?

Poproszę o taką porcję mieszanki, SIEDEM razy w tygodniu, na śniadanie oczywiście :-)


P.S. ze spraw bardziej ziemskich: mam wrażenie, że przedświąteczny szał powoduje delikatne zaćmienie umysłu : bo jak wytłumaczyć jazdę pod prąd - i nie był to przypadek odosobniony? [aaaa...dla pewności, to wcale nie byłam ja! ;-)]


pięknego nieba nad głowami życzę..

  Komentarze (0)   |   Oceń (4.8)   |   Skomentuj  


2008-11-21 19:35:10
Syndrom Słonia Trąbalskiego

'Był sobie słoń wielki - jak słoń.
Zwał się ten słoń Tomasz Trąbalski.
Wszystko, co miał, było jak słoń!
Lecz straszny był Zapominalski.'


Pamiętacie ten wierszyk? Oczywiście, że pamiętacie! Jestem prawie pewna, że stan Waszej pamięci jest w znacznie lepszej kondycji, niż moja. Zresztą, przecież nie można zapomnieć "Bimbalskiego - Zapominalskiego"! W całej tej pokręconej rzeczywistości cieszę się, że choć ten wierszyk jakimś cudem zadźwięczał w mojej głowie. Lecytyny brak! Bilobil potrzebny! Rozkojarzenie listopadowe sięga zenitu.. PRAWIE o wszystkim trzeba mi przypominać :( czuję się jak..echh..określenia brak,choć na szczęście wagi mi nie przybywa, trąba nie wyrosła..inne części ciała chyba też na swoim miejscu..

notoryczne szukam kluczy, papierów, – wszędzie!przecież –kobiece torebki są szerokie, głębokie, przepastne wręcz!–na temat torebek mężczyzn się nie wypowiadam..

k.to się zastanawia, czy nie zapomniał kluczy od samochodu, kiedy już ten pojazd OSOBIŚCIE prowadzi! Noo..? powiedzcie, że to nie jest objaw chorobowy...

wypatruję okularów, które co prawda może nie na nosie – ale na głowie mej usadowione! Jeszcze syndrom Hilarego się odezwał :( Do zwariowania jeden krok! A wszyscy mówią, że do zakochania..błędne koło..

poszukiwanie cukru to trudna sprawa- szczególnie jeśli okazuje się, że k.to(ś) wcześniej włożył go do lodówki? bo dlaczego nie?

najgorsze jest to, że zapominam o co prosiłam - kiedy mi o tym przypominają, żeby nie zapomnieć!:) A sygnał telefonu czasami służy za 'supełek na palcu' ale co z tego, bo kiedy już zaczyna dźwięcznie burczeć, k.to już nie pamięta 'o co kaman?' rozumiecie? ja nie,a może jest jakiś tłumacz na sali? ;-)

...i już do niczego więcej się nie przyznam;-)

"Dobrze wiedziałem, lecz zapomniałem,
Może kto z panów wie czego chciałem?

..Błąka się, krąży, jest coraz później,
Aż do kowala trafił, do kuźni.
Ten chciał go podkuć, więc oprzytomniał,
Przypomniał sobie to co zapomniał!”

pod tymi zdaniami podpisuję się rękami i nogami!jak dziadka kocham! Mam nadzieję, że nie trafię przez przypadek do kowala..albo innego weterynarza..


P.S. a tak z innej beczki-czy wiecie,że: za 120 dni znowu wiosna:-)))


  Komentarze (2)   |   Oceń (4.8)   |   Skomentuj  


2008-11-11 00:41:27
na ulicy, w dzień piątkowy..

Może ktoś stwierdzi, że się czepiam, że szukam dziury w całym...ale co tam! wetknę nos w te stertę...igieł

Idu sobie idu, analizując zawartość poznańskiego chodnika- pet, gołąbek...troszku piachu...więcej piachu (ale to nie plaża, to jedna z głównych ulic Poznania)...ludzie jacyś tacy listopadowi,ale nie dziwota, jeśli to właśnie listopad kilka dni temu rozpoczął swoje królowanie. Pogoda chyba sama zmęczyła się swoim chłodem, bo jakby spojrzała na nas swoim łaskawszym, cieplejszym 'okiem'...

Bosszz...o czym to ja miałam?

Idu sobie idu, i patrzu...i byłoby wszystko PRAWIE w jak najlepszym porządku, gdyby nie CHOINKA...Oczu nie wierzu!
Właściwie najpierw nie dowierzało moje prawe oko,bo właśnie jego kątem zobaczyłam to 'cudaczne' drzewko. Nie wiem ileż centymetrów miała ta smukła dama, ale przy moich 162 cm- musiałam troszkę zadzierać nosa, żeby obejrzeć ją od 'stóp do głów'(a stała na wystawowym 'cokole'). Kiedy moje oko JĄ dojrzało, nogi już zdążyły pognać do przodu i jakoś nie miały ochoty przy tej witrynie sklepowej się zatrzymać.

-Choinka nie zając - nie ucieknie!

Bo kiedy wracałam, moje stopy już dostały od mózgu informację, gdzie mają skręcić, w którą ulicę wejść - i w ten oto sposób po godzinie znalazłam się obok tego samego sklepu. I wtedy, kiedy mogłam już spojrzeć i lewym okiem...okazało że choineczki są dwie - bliźniacze właściwie. Stały z gałązkami przyklejonymi do szyby, zielone, wysokie, opierzone...OPIERZONE! Matulo! Wody! eee..musiałabym szybko znaleźć się na Głogowskiej...tam płynęła strumieniem, wdech, wydech..Lepiej? Gorzej! Zlustrowałam ją po raz kolejny, i co widzę: pióra zielone - która Gęś dała się pofarbować?- trochę wpadające w odcień kanarkowy, niektóre w zieleń butelkową (mam nadzieję, że panowie rozróżniają te kolorki;-) najmniej na drzewku było bombek - bo dużą część przestrzeni zajmowało coś na kształt mini-wachlarzy egipskich. Stałam tak i patrzyłam..patrzyłam..i wzdychałam..

A do Świąt Bożego Narodzenia było w piątek 47 dni..

I nie wiem, czy to ja czepialska jestem?! czy ktoś troszeczkę się pospieszył..Choć nie wiem, co prędzej przetrawię: choinkę wczesno-listopadową, czy to pierzaste ubranko..??

wnioski:

1: prawdopodobnie czeka mnie wizyta u psychoanalityka, bo nie nadążam za tym wszystkim..

2: chyba będę musiała w tramwajach i na ulicach zacząć się rozglądać za małym SZympatycznym chłopcem, który w poznańskiej 'pestce' ćwiczył śpiewanie kolęd...czas już!

3: troszkę się obawiam o Św.Marcina, który prawdopodobnie za kilkanaście godzin obok tych choinek będzie przejeżdżał, bo jeśli On przeżyje to bez większego uszczerbku na zdrowiu, to Jego biały wierzchowiec może z wrażenia ponieść Go w siną dal, i niechybnie podkowę zgubi...


Dobrego dnia :-)
ja.

  Komentarze (3)   |   Oceń (4.8)   |   Skomentuj  


2008-11-07 22:50:02
Cyrk na kółkach

Znowu się wpakowałam...w sam środek, nieświadomie, i tkwiłam 'w tym' stanowczo za długo..Czwartkowy zamęt. Korek gigant. Piękny (wzorcowy – rzekłabym), z tysiącem świateł żółtych i czerwonych...ja płynęłam za czerwonymi, z przeciwka oślepiała żółta fala. Przez moment miałam wrażenie,że tkwię w oku tego dziwnego cyklonu...w samiuteńkim...Choć po chwili wydawało mi się, że 'centrum' przeniosło się w inne rejony, bo zewsząd napływały nowe fale...

Nie wiem czy pół Poznania czy Wielkopolski raczej - zaczęło w tym samym momencie jazdę w kierunku Bułgarskiej, czy może raczej rzucili się do aut, żeby skreślić 6 z 49 magicznych liczb? W każdym razie czułam, że zaczyna mi brakować tchu. Człowiek się jednak odzwyczaił od stania w kolejkach...kiedy to było ???

I jednak może sprostuję, ja nie płynęłam...nieeee nieee...to brzmiałoby zbyt..wakacyjnie( poza tym nie umiem pływać;-) Ja nie płynęłam, NIKT nie płynął – to były raczej ruchy czołgisty, całej wielkiej masy czołgistów. Każdy siedział w swoim czołgu. Siedział.I myślał/albo i nie. Mechanicznie dociskając sprzęgło-gaz-hamulec-sprzęgło-gaz-hamulec, co chwilę przesuwając gąsienice kilka centymetrów do przodu. Tym bardziej wydawało mi się, że co niektórzy siedzą w prawdziwych czołgach – na dodatek takich wybrakowanych, gdzie coś ciężkiego trafiło i tak kiepską już widoczność,( nie wiem dlaczego - może ktoś z nerwów zjadł peryskop?)-bo byli i'wojownicy - kierownicy' nie reagujący na tych, którzy chcieli zmienić pas, włączyć się do ruchu. W czołgu ciepło. Klapy na oczach. Mózgi się gotują. Wzrok wbity w sąsiada - który przed nim w okopach- również w klapy wyposażony :-( Drogę, którą pokonuję w 15 minut, tym razem przebrnęłam w bitą godzinę. Huuuura!!

Kiedy już jakimś cudem wygrzebałam się z tego motłochu, wjechałam w boczne uliczki, wierząc naiwnie – że zostanę w cudowny sposób ocalona. Taaaa....pokonałam je nieregularnymi zygzakami. Myślałam, że TAM będzie spokojniej, lepiej – przeliczyłam się! Ale i tak się cieszę - bo wynik ogólny był dodatni- tzn. nie rozjechałam pana, który myląc drogę ( co prawda jednokierunkową ) z osiedlowym chodnikiem – spacerował środkiem, zawzięcie z kimś dyskutując przez telefon. A samochód stojący w poprzek ulicy, blokujący cały pas – to już naprawdę bułka z masłem...I zapominałabym zupełnie...o pasie wyłączonym z ruchu, a na nim jeden malutki samochodzik z jakimiś lampami..i panem na mini-platforemce, który chyba robił za modela...bo pięknie się prężył przed tą lawiną na czterech kółkach... Cyrk! Za darmo :)

P.S. na zdjęciu -'korek' wiśniowo-truskawkowy, taka owocowa nawałnica:) na osłodę..teraz Jesień za oknami...troszkę trzeba Lato przypomnieć :D

  Komentarze (0)   |   Oceń (4.8)   |   Skomentuj  


2008-11-05 21:56:18
Do Czasu...

Wiesz, często mam wrażenie, że przyspieszasz, że gnasz na złamanie karku...bez ustanku, bez hamulca. Dzień mija, noc nastaje..minuty, sekundy, godziny, dni. I mam wrażenie, że jestem ' w kawałkach', że w róznych dniach osadzona..nieposkaładana taka. Ech...tak prędko zabierasz mi chwile... Nie masz opcji 'cofnij'..


tik - tak - tik - tak - nie lubię tego dźwięku, odchodzisz bez powrotu...


I mam ochotę chwycić Cię za gardło, zatkać Ci nos, podłozyć nogę..bo..dokąd to?? do jasnej ch*****
I zamknąć Cię w celi bez okien, wysłać na przymusowy urlop..noo..żebyś zwolnił !

Ale to przecież nie Ty się spieszysz :-(..z nikim się nie ścigasz, bo nikt nie urządził za Tobą pościgu. Twój maraton jest równomierny, jednym rytmem, do przodu, bez zadyszki..

sekunda Sekunda SEKUNDA sEkuNdA

To my sami powodujemy ten 'czasowy chaos', niekontrolowany zamęt, czasami przesypiamy wyjątkowe chwile, albo przepuszczamy Cię przez palce tak szybko, jak prąd górskich potoków pozwala mknąć swojej zimnej, źródlanej wodzie..
A Ty nie siadasz w kącie, tylko ciągle w biegu, przyglądasz się nam...Zapewne kpisz, że nie nadążamy za Tobą, że w całym tym bałaganie, który sami sobie budujemy, zaczynamy się gubić...


* * *

  Komentarze (0)   |   Oceń (4.8)   |   Skomentuj  


2008-11-03 01:16:55
Niebo


" Patrzał w niebo
bizantyjskie --- z białej mozaiki
gotyckie --- gołe i złote
renesansowe --- błękitne
barokowe --- brunatnowełniste
osiemnastowieczne --- szafirowe
impresjonistyczne --- pełne powietrza
secesyjne --- ondulowane
kubistyczne --- kanciaste
abstrakcyjne --- nieprawdziwe
i chciał wierzyć w całkiem nowe
lekkie i niecałe --- jeszcze nie używane "

Ks.Jan Twardowski

  Komentarze (0)   |   Oceń (4.8)   |   Skomentuj  


2008-10-30 09:13:37
Cierpliwy jak..samochód

Echh, te biedne maszyny muszą wiele wycierpieć! No bo ileż można znosić wylewanie zimnej wody za kołnierz? Brrrr...jak długo można kontemplować bryzganie tą cieczą wprost na ich piękne oczy, które tak dzielnie mierzą nadjeżdżające z przeciwka stwory? Te stwory, które bez pardonu obrzucają je błotem..choć mówią że błotna maseczka przynosi wiele korzyści.. Jak długo można tak się nawzajem opluwać? Ale auta cierpliwe są, pokorne, mało tego! W znakomitej większości nie upierają się, tylko niosą nas dalej. Mój [właściwie 'moja' maszyna] wczoraj aż zaczęła sapać....parowała biedaczka ze zmęczenia! I te jej bidniutkie wycieraczki, tak pracowicie zbierały wodę swoimi rachitycznymi ramionkami. Bez przystanku, bez chwili wytchnienia. Zaskrzypiały tylko czasami pod nosem jakieś trzy fałszywe nutki, ale dzielnie rozsuwały kolejne wzorzyste firanki z wody .Podsumowując - czułam się jakbym siedziała nad moczarami, parującymi, dymiącymi, sapiącymi...

ALE! Co zauważyć zdołałam z mojego zaparowanego stanowiska : kierowcy jakby się uspokoili..wyciszyli. Zresztą, każdy z nich /z nas/ dostał już tyle garów zimnego /deszczu/ na głowę, że chyba powinno przestać mnie zadziwiać wolniejsze tempo. Wyprzedzających na piątego – niet, piraci pochowali się pewnie w okolicznych krzakach i czekają na lepsze czasy;) Wzorcowe zachowanie na dobrze mi znanej trasie wprawiło w zdumienie :D. Oby taki stan trwał jak najdłużej!

Nawet moja osobista * * * * * * * * * * jakoś się uciszyła ( w ostatnim tygodniu)...jak bum cyk! Żadnych papierów do podpisania, żadnych niedozwolonych chwytów [choć dalej w ciemnościach kluczymy]...cicho wszędzie..oby to nie była cisza przed burzą...bo najbliższe jakie nas czekają, to chyba tylko burze śnieżne? czyli mogłaby być niezła zawierucha :-)

Hmm..zapewne jesteście ciekawi, kto kryje się za rzędem gwiazdek? Zaraz..zaraz, kalamburem odpowiem:

„Dyrdymały bez sześciu ostatnich były bez S do ścierania niedbale„ ;-)

-może to niezbyt udolna imitacja Sławkowych zagadek, wybaczcie, ja raczkuję :-)) (Sławku Drogi..pozdrawiam ciepło;))!!!

dla tych którzy prawidłowo ją rozwiążą – niestety, nie przewiduję nagrody :P, ale jak to Sławek B. mówi: najważniejsze jest ćwiczenie szarych komórek! Więc ćwiczmy, o każdej porze dnia i roku!


Dobrego dzionka! ;-))





  Komentarze (0)   |   Oceń (4.8)   |   Skomentuj  


2008-10-27 00:08:49
ciemność, widzę ciemność..


Wariacje pogodowe na wysokim 'c' kręcą piruety...Dzieci jakoś to jeszcze znoszą, choć ich reakcje na częste zmiany czasami przyprawiają o zawroty głowy. Ale dorośli...niiee...
z nimi zdecydowanie gorzej, przynajmniej z niektórymi! Dlaczego? Otóż..

Energia elektryczna jest potrzebna, prawda? Szczególnie teraz, kiedy Szaruga Jesienna coraz częściej rozsiada się przed naszymi oknami i coraz trudniej ją stamtąd przegonić!
Uparciucha wstrętnego! Nie potrafimy jej przekupić, butna jest i chłodna..Gra nam na nosie, marudzi..zrzędzi..że Słońce zapędzi w kozi róg, że światła coraz mniej będzie. I właśnie o to światło chodzi! Powiem Wam w tajemnicy, że pewna OSOBA chyba zawarła układ z tą Szarą Panną, bo jak wyjaśnić pojawienie się oficjalnego oświadczenia, nakazującego WYŁĄCZANIE oświetlenia? Noo? Jak? Zaatakowanym pracownikom ciemno zrobiło się przed oczami. Natychmiastowy
nakaz podpisania tegoż przyprawił o palpitacje i nerwowe skurcze tu i ówdzie.. Wyłączać, zawsze, wszędzie, o każdej porze...Niepotrzebne jest!Przeżyłam taką KONTROLĘ w sali..brr..zdecydowany ruch ręki i światła niet!Podobno nawet istnieje jakieś zalecenie, które nakazuje, aby dzieci pracowały przy świetle naturalnym (bo to podobno zdrowsze)! Pachnie mi tu brzydko jakimś układem z okulistami, którzy będą później przyjmować'poszkodowanych'w swoich gabinetach
...i z chirurgami, którzy będą sklejać poprzestawiane kosteczki.
Echh..jeszcze trochę i nastanie era ognisk i pochodni.
Ekologicznie. Ekonomicznie ;-)

P.S.trzeba w garść się wziąć..żeby sobie twarzy nie obić..

Dobrego tygodnia!
dużo światła!



  Komentarze (0)   |   Oceń (4.8)   |   Skomentuj  


2008-10-21 00:54:53
30 godzin po…

Tak jakoś wyszło, że tym razem moje ‘rajdowe 5 groszy’ dodaję z opóźnieniem 30 godzinnym..ALE przez ten czas wcale nie wygrzebywałam się z buraczanego pola;) nie zboczyłam z trasy, nie zakopałam się w stercie liści..bo wróciłam z rajdu w niedzielę o 18.30 ;-)cała i zdrowa..no może po malutkiej reprymendzie ze strony stróżów prawa(o tym innym razem-bo to trochę póóźniej było )- swoją drogą..kto zasadza się w krzakach na zmęczonych ludzi po 23.30 ?

Jak zwykle było bardzo miło :-) długość trasy nad Jezioro Chomęcickie troszkę mnie na początku przeraziła, stwierdziłam jednak, że gdzie nie dojadę, tam mnie dociągną ;-) - miałam taki układ z pewnym energicznym 10-latkiem;-)!
Z układu wyszły nici, bo po pewnym czasie okazało się, że ten młodzieniec ma tyle sił w nogach ,że musiałabym fragmentami poprosić o turbodoładowanie, żeby go dogonić! Cóż, może tego tematu nie będę zbytnio analizować..bo wpadnę w jesienną deprechę przed czasem ;-)Choć stwierdzić muszę,że dzieci, które brały udział w niedzielnym rajdzie mają niespożytą energię..ich organizm regeneruje się w tempie błyskawicy i tylko można pogratulować rodzicom, że mają tak usportowione pociechy:-)

Trasa, jaką przygotowali dla nas Radiowi organizatorzy była kręta..i z pewnością nie należała do łatwych, ale warto było pokonywać te zakrętasy aby jechać tak niepowtarzalnym szlakiem rowerowym. Jesień zawsze mnie zaskakuje ilością barw..gdzie Ona chowa te wszystkie farby?? I tylko szkoda, że nie było czasu, aby się koncentrować na robieniu zdjęć nadwarciańskich terenów..malownicze krajobrazy na długo zostaną w mojej pamięci.

A najważniejsze..ludzie, których spotkałam. Kolejna szansa na zawarcie nowych znajomości, do tego aby spędzić ze sobą choć chwilę..i to w tym wszystkim jest najpiękniejsze: -) bo nawet kapryśna pogoda nie jest w stanie zepsuć nastroju, kiedy się jedzie w tak doborowym towarzystwie!A przyznać należy,że jesienna aura nie założyła dla nas swojej najpiękniejszej sukni, tkanej słońcem i nićmi babiego lata…bo trochę smagała nas zimnym wiatrem i pogroziła paluchami mokrymi od kropli deszczu. Natomiast droga powrotna…
to był po prostu błogi spacer - umilony rozmowami(zapomniałabym dodać, że kiedy po przerwie wsiadłam na rower, miałam wrażenie,że ktoś podmienił mi siodełko - po kilku chwilach zostałam wyprowadzona z błędu..tych tłumaczeń jednak nie będę opisywać;).Wiatr zwiał na obce tereny, przygnał za to cieplejsze powietrze. W ten oto sposób, tempem rekreacyjno - wypoczynkowym dotarliśmy do Poznania. Trasa była przerywana dość częstymi ‘wyjściami do toalety’:-)bo! z organizmem i jego potrzebami nie można dyskutować ;-).Niektórzy wrócili do domu w przypalonej kurtce (cóż, rajd X-‘Jubileuszowy’-musiał zostawić po sobie niezatarte znamię)inni mknęli w dwóch różnych butach..Reasumując: myślę,że wszyscy wrócili w świetnych na-strojach i ewentualnie troszkę zmoczonych strojach;-)

P.S. zakwasów niet, nogi chcą nieść dalej i dalej-tylko szyja boli..hmmm.. od czego?;-)
P.S.2 – wszystkim współtowarzyszom DZIĘKI WIELKIE za wspólnie spędzony czas, takie chwile są bardzo cenne.. :*

  Komentarze (8)   |   Oceń (4.8)   |   Skomentuj  


2008-10-16 19:38:50
* * *

Miłość mi wszystko wyjaśniła,

miłość wszystko rozwiązała -

dlatego uwielbiam tę Miłość,

gdziekolwiek by przebywała.

A, że się stałem równiną dla cichego otwartą przepływu,

w którym nie ma nic z fali huczacej, nie opartej o tęczowe pnie,

ale wiele jest z fali kojącej, która światło w głębinach odkrywa

i tą światłością po liściach nie osrebrzonych tchnie.

Więc w takiej ciszy ukryty ja - liść,

oswobodzony od wiatru,

już się nie troskam o żaden z upadających dni,

gdy wiem, że wszystkie upadną.



- " Pieśń o Bogu ukrytym "- Karol Wojtyła

  Komentarze (0)   |   Oceń (4.8)   |   Skomentuj  


2008-10-13 00:28:38
raz na Zielono...

Każdego dnia, szperając w szafie...zastanawia się, którą suknię założyć...i zawsze wybiera zieloną. Posiada ich setki…we wszystkich odcieniach tego koloru. Bez względu na pogodę, na porę roku – Jej stroje zawsze są eteryczne, idealnie otulają Jej filigranową sylwetkę. Ale nie tylko po tym możemy Ją rozpoznać...bo jeszcze jeden, charakterystyczny atrybut sprawia, iż wiemy, że to ONA. To okulary – różowe, duże. Ta Pani zawsze nosi ze sobą dwie pary różowych szkiełek. Jedną przygotowuje dla osoby, którą spotka na swojej drodze..

Kiedy my się budzimy, Ona już dawno czuwa, bo tak naprawdę – Ona nigdy nie zasypia, nie może sobie pozwolić na odpoczynek, na chwilę rozprężenia, zapomnienia. Zawsze na posterunku, z szeroko otwartymi oczami, wyczekująca najmniejszego dźwięku.
Siostra Cierpliwości..NADZIEJA..

Potrzebujemy Jej towarzystwa – każdego dnia. Często to Ona sprawia, że zaczynamy jakoś f u n k c j o n o w a ć... Nie zapominamy oddychać. A Szmaragdowa Dama przychodzi jak tajemniczy nieznajomy, siada cichutko obok i wpatruje się w nas swoimi ogromnymi oczami. Nie pogania, nie gani, nie zna słowa „ poddaję się, nie mam siły”...Kiedy już jest obok, najpierw podaje okulary, a później...może nawet milczeć. Ona nie musi mówić. Wystarczy, że JEST.


P.S. bo za kończącymi się torami...

  Komentarze (0)   |   Oceń (4.8)   |   Skomentuj  


2008-10-09 00:44:54
z drooogiii....!

Korek (samochodowy:-) na drodze może człowieka wykończyć..
doprowadzić do nerwowych tików lub niespodziewanych zwrotów
akcji.Szczególnie jeśli gdzieś mu się spieszy..gdy w jakieś miejsce miał dotrzeć 'NA WCZORAJ'..kiedy MUSI z pokorą czołgać się za traktorem..za walcem drogowym albo innym stworem mechanicznym.Tak, palą mu się wtedy pedały pod stopami.. gaz niecierpliwie woła "jeeesszzczeee!" a kierownica zwinna jak baletnica sama wyrywa się, aby pokonywać przeszkody jakimiś dziwnymi slalomami,podskokami i innymi nieskoordynowanymi manewrami. Prawda? Prawda:)

I tak było dziś (a właściwie-wczoraj) na trasie do Poznania.. Dość opornie szła jazda, bo wyjątkowo - droga była upstrzona różnymi 'stworami' ALE.. co się dzieje z człowiekiem, kiedy JUŻ może wykonać jakiś manewr? A to się dzieje - że człowiek czasami dziczeje, dostaje małpiego rozumu, czasami wysokiej gorączki..Kiedy po uciążliwym odcinku dla 'czołgających się' w końcu na sekund pięć zrobiło się trochę luźniej..od razu 'ni z gruszki ni z pietruszki' wyskoczyło trzech wariatów. Zdążyłam tylko zauważyć, że byli oni rodzaju męskiego (ale opisać twarzy nie potrafiłabym;-) Otóż Ci panowie poczuli się jak uwolnieni z łańcucha, dając upust zniecierpliwionej kierownicy, wyobraźni i różnym podręcznym pedałom.
Zaczęli wyprzedzać samochody i po kilku sekundach, nagle-lotem błyskawicy-znaleźli się na jezdni w jednej linii..
jakby szykowali się do wyścigów. Trzy samochody na POLSKIEJ
TRADYCYJNEJ DRODZE, drodze z wzorcowymi koleinami i innymi atrakcjami ;-) ale to nie wszystko - bo z przeciwka nadjeżdzały kolejne dwa RUMAKI-także w fazie wyprzedzania. Trwało to ułamki sekund. Pięć samochodów pędzących wprost na siebie. Już mieli się pocałować na przywitanie...

kiedy nagle,zza chmur wyszło słońce i chyba natentychmiast ogrzało ich już i tak dość rozpalone mózgi. Nie wiem co na nich podziałało, bo naprawdę nie mam pojęcia jakim cudem -(może magicznym ABRAKADABRA) udało im się wyjść z tego cało
..bez pocałunku,bez ZBĘDNEGO zbliżenia się..no..może tylko
pomachali sobie na powitanio-pożegnanie trzęsącymi się łapkami.

Ludzieeee..życie Wam niemiłe?? Anoo...chyba nie..
(sama odpowidadam sobie na pytania zadane innym :( źle ze mną...)

Ale co tam!..kobiety są skuteczniejsze (i to w różnych dziedzinach - ale o tym następnym razem)..bo wczoraj oto -tak jakby na deser-bo po obiedzie byłam - właśnie kobieta wpakowała się na jednej z krzyżówek poznańskich na mój 'drobniutki' samochód swoim zdecydowanie większym pojazdem :-(Tak bez pytania..nawet bez małego 'przepraszam, czy mogę?'...echh...

ja chyba naprawdę zacznę jeździć lasami, korzystać z kutrów rybackich, a może zainwestuję w psie zaprzęgi? Albo będę wypożyczać helikoptery? Wieeem, kupię sobie czołg! Na raty..przecież teraz są tak korzystne pożyczki..i podobno stopy procentowe maleją..

idę...do Banku
pa
ka.

  Komentarze (0)   |   Oceń (4.8)   |   Skomentuj  


2008-10-03 11:55:05
Kodeks Szeregowego

1. Szeregowy musi się bać! Jeśli się nie boi, to znaczy, że jest do bani.

2. Nie rozmawiać, NIGDZIE, NIGDY. Rozmowa = knucie, kombinacje, plotkowanie i takie tam wariacje. Dialog psuje atmosferę! Więc dziób w ciup!

3. GENERAŁ wie lepiej, co masz w domu. I nawet jeśli pokazujesz zdjęcia SWOJEGO mieszkania, pamiętaj człowieku! TO mieszkanie niekoniecznie do Ciebie należy. GENERAŁ o tym decyduje!

4. Chcesz opuścić POLE WALKI wcześniej? Taaaak..? To nie wyjdziesz..no EWENTUALNIE, w drodze wyjątku - jeśli pismo odpowiednie złożysz, opatrzone stosem danych, kto, co gdzie, dlaczego..o której wyjdziesz, kto cię zastąpi, kiedy odpracujesz, kiedy ześwirujesz..każda minuta słuzby szeregowego MUSI być udokumentowana!

5. Bądź czujny! posiadaj dar bilokacji, wyprzedzaj myśli GENERAŁA, przewiduj JEGO działania! PRZEWIDUJ! Najlepiej będzie jeśli Szeregowy zapisze się na kurs 'wróżbiarstwa'.

6. Wazeliniarstwo wskazane, najlepiej podparte delikatnym, aczkolwiek sugestywnymi wskazówkami - KTO, GDZIE, Z KIM.

hmm..układa się to w jakiś dziwny KODEKS, choć to jeszcze nie wszystkie jego zasady,codziennie dochodzą nowe punkty..I POWINNAM SIĘ TEGO WSZYSTKIEGO NAUCZYĆ..idę na wagary, nie odrobię tego zadania domowego...ooooo nieee!
Niech mnie zamkną w kozie!

P.S.czasami czuję się tak, jakbym otoczona była taką pajęczyną..mało widoczna..a czuć JĄ gdziekolwiek się człowiek ruszy..

  Komentarze (0)   |   Oceń (4.8)   |   Skomentuj  


2008-10-02 20:20:40
blue & white & goat

Mówią, że moda to domena kobiet, że fatałaszki..buciki, paski, spodnie..torby i płaszczyki. Przecierane, gniecione,
ozdabiane, wymyślone..I słuchy mnie doszły, że tej Jesieni berło królewskie przejęły odcienie od pudrowego różu po
amarantowy..:) Piękne, zmysłowe..kobiece:)

Ale!! Achtung Achtung! Gdzie one? Pochowały się po kątach, pozamykały w szafach...może wyjdą ze swoich kryjówek , kiedy łaskawa Pani Jesień..ta ładniejsza Jej część już na dobre zdecyduje się, że będzie im towarzyszyć w pierwszych wyjściach na 'wybieg' ulicą zwany..

Bo DZIŚ zdecydowanie (przynajmniej w Poznaniu) króluje kolor niebieski z domieszką białego..a może odwrotnie biały z dodatkiem niebieskiego? Nie wiem, który z nich przeważa. I żeby niedomówień nie było, sprawcami tego modowego zamieszania PANOWIE są :) Stałam w korku gigancie..z prawej granat[owy]..z lewej biało-niebieskie szale..powiewały w jesiennym szale ;-) Z przodu flagi dumnie prężyły swe torsy, wypinając je wprost do promieni słonecznych. A z tyłu...hmm...no co z tyłu?
Czułam się jak osaczona;-))
Białym omotana, granatem odurzona..

Choć wiem, że to moda 'odświętna',jednodniowa, futbolowa ;)
miło popatrzeć, jak płeć męska daje się ponieść emocjom..(słyszę jak TRYBUNY szaleją;-) trzeszczą wręcz...

W ferworze modowego zamętu,moja głowa nie funkcjonuje NORMALNIE..zapomniałabym zupełnie o najważniejszej sprawie!BO nawet białą kozę w samochodzie widziałam, oczywiście i ONA - w granatowo-białej koszulce.
Wyobraźnia pracuje?:-)Good!

Ale Was rozczaruję..Bo ta KOZA...NIE PROWADZIŁA SAMOCHODU, nie nieeee..Nawet na miejscu pasażera nie siedziała, przykleiła swój kozi pyszczek do szyby..i chyba drogę na Bułgarską wskazywała :) A może to Koziołek był;-))
..Urwał się ze Starego Rynku...

P.S.1 zastanawiam się tylko, jak komentatorzy sportowi leczą gardła po TAKIM meczu?

P.S.2 zdjęcie pożyczone, to zwierzę po prostu pcha się na pierwsze strony..;-))

  Komentarze (0)   |   Oceń (4.8)   |   Skomentuj  


2008-09-24 18:58:29
w kolorze miodu...

Środa-jak zwykle dzień w drodze. Jesienne poranki nie raczą nas może oszałamiającymi warunkami pogodowymi,ale dziś jakoś inaczej minęła trasa do Poznania :-) A to za sprawą uroczego Towarzysza, który ramię w ramię..tak blisko mnie...

Początek jazdy nie zapowiadał się ciekawie - mokra trawa, asfalt, zroszone szyby samochodu, ecchh..generalnie,wilgoć wisiała w powietrzu i myślałam,że uparta nie ustąpi miejsca..NIKOMU. Skupiałam się na drodze, CIERPLIWIE wyprzedzając dziwne urządzenia..wielkie,rozpychały się niemiłosiernie, doprowadzając kierowców do stanu przedzawałowego;)Nawet zastanawiać się zaczęłam-czy w pobliżu nie zaczynają się zdjęcia do jakiegoś filmu science fiction. Ale przecież nie o maszynach miałam:-)

Aż tu nagle..niepostrzeżenie..zauważyłam że wcale nie jadę sama! Że mam Kompana,który nieśmiało zagląda mi do okna!
I wcale nie miałam mu za złe, że za podglądanie się zabiera..choć bardzo cenię sobie prywatność.. posyłał elektryzujące, ciepłe spojrzenia. I milczał. Odpowiedziałam tym samym. I tak trwaliśmy, w ciszy zupełnej, ramię w ramię,kierownica w kierownicę. Jestem pewna że TEN jakieś koło sterujące też posiadał,bo gnał jak szalony.Właściwie to nie TEN tylko..hmm..bo to Słonko było:)

I tak zaczęła się nasza wspólna trasa, ja oczywiście w gorszych warunkach jechałam - bo jak tu porównać nasze polskie drogi do szosy po której ONO się poruszało? Zgrabnie śmigało między drzewami i tak cudnie się uśmiechało:) Zaraziło mnie swoim śmiechem!Z taką lekkością sunęło po niebie,zwinnie omijając nawet większe chmury...

Zastanawiałam się,dokąd tak się spieszy - ale kiedy tylko o tym pomyślałam, odpowiedź otrzymałam lotem błyskawicy:)
-bo przecież telepatia też może funkcjonować na linii człowiek - gwiazda..prawda:)? Spieszyło się do ludzi, pędziło żeby rozbudzić dzieci, aby choć na chwilkę zatrzymać się przy oknach, a na trasie 'numer 5' błyskawicznie się przebrało i założyło najpiękniejszą ze swoich sukien, w kolorze pachnącego miodu..Echh..Takiego Towarzysza mogłabym mieć obok siebie każdego dnia..:-))


P.S. Słońce Kochane..jutro też przyjdziesz,prawda? Bo wiesz, dla Ciebie ZAWSZE miejsce się znajdzie! Nawet jeśli w samochodzie będzie komplet pasażerów. I powiem Tobie coś cichutko do uszka..za Ciebie nawet mandat mogę zapłacić;-)

  Komentarze (0)   |   Oceń (4.8)   |   Skomentuj  


2008-09-24 00:03:31
* * * * *



"Cisza jest głosów [świata] zbieraniem..."


Wypełniając sobą całą Twoją przestrzeń,

wymywa z zakamarków resztki rozedrganego chaosu...

Bo w ciszy otwierają się nasze oczy, uszy i serce...







P.S. słów w cudzysłowie zawartych użyczył C.K.Norwid

  Komentarze (2)   |   Oceń (4.8)   |   Skomentuj  


2008-09-19 14:19:31
pod kontrolą

Nie lubię planować zakupów. Bo jeśli tylko założę sobie, że dnia tego i tego o bliżej nieokreślonej godzinie wybiorę się w 'jakimś' kierunku..Uwierzcie, że w 98% przypadków niczego nie uda mi się kupić. Powaga! Po prostu nagle chowają się przede mną bluzki moich rozmiarów, sukienki to już zupełnie przed czasem zostają poinformowane, że k.to na horyzoncie i mają zwiewać gdzie pieprz rośnie i takie tam...na temat zachowania spodni to ja się wypowiadać publicznie nie będę..

I w takiej sytuacji człowiek chciałby spotkać na swojej drodze życzliwego sprzedawcę, który swoim zrozumieniem sprawi, że nie zwariuję do reszty;-)) no właśnie! a tutaj masz babo placek! ale..o czym to ja miałam? jakaś taka rozkojarzona jestem..no tak, o EKSPEDIENTCE

Boo..bo ja moi Mili, spotkałam taką panią, stanowisko OWE zajmującą, która postawi na nogi najbardziej niepewnego klienta, spędzi z powiek resztki popołudniowej drzemki..a niskociśnieniowcom podniesie ciśnienie do takiego poziomu, że już tylko Narodowy Fundusz Zdrowia może dobić.. po prostu kobieta ZE STALI! Mogłaby spokojnie zaciągnąć się do wojska, od razu wskoczyć na miejsce jakiegoś generała
..czy cuś..

Przyznam się bez bicia, że ja należę do grupy niezdecydowanych..ale owa Pani, szybko moje rozterki zakupowe zamieniła w zdziwienie, później w osłupienie, doprowadzając do osłabienia ogólnego,ale cóż ja biedna mogłam zrobić, kiedy ONA:

1.zdecydowanym,aczkolwiek głosem chłodnym jak mijające poranki, pokazała GDZIE są spodnie DLA MNIE! oddzieliła teren przeznaczony jednym ruchem ręki oznajmując, że:
tylko tutaj i nie dalej (bo proszę pani,tamto dla 'babć starych' -cytuję;-)

2.pilnowała mnie jak żandarm, kiedy weszłam do przymierzalni, pytając co 15 sekund CZY JUŻ???????

3.pouczyła,jak ODPOWIEDNIO zakładać rzecz na wieszak, krzywiąc się, że niestety ale 'PANIENKO,OOO TAAAK TO ROBIMY' (a uwierzcie, że wieszaki w domu posiadam i sztukę wieszania nań ubrań zdobyłam już dawno)

4.chodziła za mną jak mój własny cień, który z obawy przed nią schował się w jakiś ciemny kąt i nawet słówkiem nie pisnął w mojej obronie!

5.i znowu 'zademonstrowała' mi kto tam rządzi, kiedy tylko zbliżyłam się do ciuchów dla 'dojrzałych kobiet';-)

6. a kiedy chciałam przymierzyć bluzkę koloru X, wyrwała mi ją z ręki(niestety-nie przesadzam) stwierdzając, że przymierzać będę tę w kolorze Y..bo mogę pierwszą pobrudzić..( a ja naprawdę regularnie się myję! )


Normalnie..wysiadłam..nerwowo! Gdzie taka obsługa? Hmm...zapraszam w 'moje rejony'.. Jeśli ktoś ma problem z asertywnością, nieśmiałością, może się spokojnie do TEJ PANI na kurs zapisać!
Ecchh..!

P.S. i oczywiście wyszłam z pustą torbą...biodegradowalną rzecz jasna ;-)A po takich eskapadach,do lasu muszę uciekać, żeby równowagę złapać..

  Komentarze (0)   |   Oceń (4.8)   |   Skomentuj  


2008-09-15 00:34:10
Nadgorliwa Pani...

Znowu przyszłaś za wcześnie...zdecydowanie 'ZA'..Kapryśna jesteś,przychodzisz naburmuszona,kichasz,prychasz,cała
przesiąknięta wilgocią. I na dodatek te Twoje pobudki! Twój nieprzyjemny dotyk przyprawia mnie o dreszcze! A kołdra z mgły? Mogłaś ją sobie podarować..naprawdę.Zresztą,kto dał Ci pozwolenie żeby wpakować swój mokry nochal przed czasem za nasze drzwi?Hmm..?To prawda,ludzie cenią sobie punktualność,ale chyba nie w Twoim przypadku.(I proszę,nie obrażaj się za szczerość!)Panno Jesienna..gdybyś choć zaskoczyła nas czymś WYJĄTKOWYM!..piękną paletą barw, nićmi babiego lata,aromatycznym zapachem lasu. Ale Ty oczywiście musisz wszystko 'po swojemu', na opak..Szarogęsisz się z tym swoim zamglonym wzrokiem i myślisz,że wszystko Ci wolno..

Wiem,wiem,już niedługo strącisz Lato z tronu..zacznie się Twój czas,Damo napuszona,szarobura intrygantko.Jeśli nie zmienisz taktyki,nie będą Cię lubić! Mogę dać Ci radę? Po pierwsze-uśmiechnij się Kobieto! Rozjaśnij Swoje oblicze. Po drugie,zrzuć sukienkę którą nosisz! Najlepiej będzie,jeśli założysz wielobarwną-koniecznie w odcieniach złota i czerwieni.I natychmiast wyrzuć kalosze! Bo nie do twarzy Ci w nich..zupełnie nie do twarzy..zresztą,gdzie Twój stylista? Czyżby ciągle na letnim urlopie? Echh,Panno nadgorliwa..za falstart,który popełniłaś,powinnaś zostać zdyskwalifikowana!

P.S.popatrz na zdjęcie..PRZYPOMINAM! to Twoje dzieło,więc zrzuć tę chłodną maskę i pokaż co potrafisz :-)

  Komentarze (4)   |   Oceń (4.8)   |   Skomentuj  


2008-09-02 14:07:46
na karuzelę,marsz!

'Karuzelaaaa..karuzelaaa...na Bielanach co niedziela.'Jaka niedziela?Dziś karuzela od rana samiuteńkiego,każdego dnia,szarością i codziennością posmarowana.Bo takie mam wrażenie,wracając po długich wakacjach w szpony tej zwariowanej pani.Powrót na rozpędzoną machinerię,która gna,kręci się,wydaje głośne dźwięki..charczy,skrzypi,
czasami się z niej zadymi.Kto wytrzyma długo w takim hałasie?Nadmiar decybeli jeszcze nikomu nie pomógł,wręcz przeciwnie,paru już zwariowało;-)Praca,praca,gonimy,
biegamy..głowy ciężkie,nogi poplątane,dym w uszach...

Kiedy niedawno słyszeliśmy audycję o powakacyjnych powrotach do pracy,pomyślałam sobie,że to nie może być tak zupełnie bezbolesne.Bo jakże to?Jeśli na takiej huśtawce łańcuchowej siedzimy przez jakiś czas,a później z niej wyskakujemy,nie możemy oczekiwać,że wejście będzie równie szybkie,gładkie i bez urazów się obędzie.Bo ta KARUZELA cały czas gna,i choć ustawimy się do kierunku jazdy,choć weźmiemy głęboki oddech,istnieje duże prawdopodobieństwo,że przy wyskoku uderzymy jakąś częścią ciała w rozpędzone krzesełko,odbijemy się od metalowego łańcucha.W najlepszym
przypadku nabawimy się siniaków..posmarujemy kremikiem,
przykleimy zranione miejsce plasterkiem.O gorszych
sytuacjach wspominać nie będę..Prawda jest taka,że musielibyśmy zrobić sobie małą rozgrzeweczkę,ćwiczeniami przygotować swoje ciało,ale przecież nikt nie ma czasu na takie działania..


Więc wytrwałości życzę;-)W codzienności,w zawirowaniach poniedziałkowych,środowych,sobotnich;-)reszta dni też oczywiście w pakiecie została uwzględniona.Chyba warto się ze swoją karuzelą zaprzyjaźnić..



P.S.na zdjęciu:równowaga dla myśli rozbieganych,chroni przed kaftanem bezpieczeństwa;-))





  Komentarze (1)   |   Oceń (4.8)   |   Skomentuj  


2008-09-01 01:52:56
wiklinowy zamęt

Znowu coś mnie podkusiło..i robiąc to oczywiście wbrew sobie,poszłam w tłum.Dokładniej-pojechałam,tzn.żeby nie było niedomówień-nikogo nie rozjechałam, nikomu krzywdy nie zrobiłam…echh..(żeby już nie mieszać w zeznaniach-do pewnego momentu dojechałam,a później-aby strat w ludziach nie spowodować,użyłam swoich nóg,aby znaleźć się w centrum wydarzeń :-).

I tam..zakręciło mi się w głowie od ilości(czytaj:nadmiaru)
osób przypadających na metr kwadratowy powierzchni-szczególnie w punktach gastronomicznych..i znowu przeżyłam deja vu,bo po raz kolejny poczułam się jak w latach dzieciństwa mego,kiedy to trzeba było odstać swoje,aby otrzymać upragniony produkt,jednak wczoraj z tą małą różnicą-bo właściwie miałam pewność,iż oczekując na ożywczego loda o smaku waniliowo-czekoladowym,nie otrzymam w zamian paczki rajstop..choć z drugiej strony..nigdy nic nie wiadomo... :p

A gdzie to wszystko?Już mówię..piszę..w Nowym Tomyślu,miejscowości wiklinowo-zakręconej.Ostatni weekend sierpnia w tym mieście właśnie należał do wikliniarzy,ich talentu,wyplatanych bibelotów: koszyków, koszyczków, krzesełek, stoliczków, pudełeczek, półeczek, rowerów, prosiaczków, krzaczków, doniczek, ryb i wózków dziecięcych-uff..a wszystko to z wikliny of course.Czegóż tam nie było!Cuda wianki na kiju!..nawet na
wiklinowego muminka się natknęłam!A to wszystko było okraszone regionalnymi przysmakami,dzwoniącymi dzwonkami,koralami (zupełnie awiklinowymi)nawet afrykańskimi cudeńkami!i już sama nie wiem,co jeszcze mogłabym wymieniać...
Ludzie tłumnie wylegli na ulice,piękne kobiety,kobiety w sukienkach..spódniczkach,kobiety bez spódniczek..a może w szerokich paskach 'zamiast'?BO jak nazwać skrawek materiału,który zaczynając się właśnie się kończył..;)?
(Po prostu miałam wrażenie,że natknęłam się na znajome Pani Elstery Kubiak;)Nie zabrakło też przystojnych mężczyzn;ślicznych,czasem wrzeszczących dzieci (domagających się od swoich rodziców kolejnych słodkości)
Ja się wcale nie dziwię,że tatusiowie targowali się ze swoimi latoroślami o kolejną porcję lodów-gdyż po ten przysmak ustawiały się zakręcone kolejki.Byli też panowie przypalający baloniki..taaak..bo niektórzy z nich,stając cierpliwie w ogonku zaczynali popalać papieroski,dymiąc jak lokomotywy.Pewien jegomość tak zaangażował się w kontakcie 'sam na sam z papierosem',że niepostrzeżenie spowodował wybuch.Tak właśnie!Przypalił papierosem balonika małemu chłopcu,a malec był tak osłupiony nagłym wybuchem żółtej kuli,że zapomniał się popłakać.
Nie zabrakło też panów bardzo skąpo odzianych-w ręcznikach kąpielowych się pojawili (ale to nie byli regularni mieszkańcy)ale członkowie kabaretu 'Łowcy.B',którzy próbowali wczuć się w klimat nowotomyskiego święta:)Swoim występem z "The Kleszczers" wprawili ludzi w dobry nastrój
..zresztą,chyba wszyscy dobre humory mieli.Podejrzewam,że spowodowała to mieszanka wybuchowa w składzie:

1.tumany kurzu
2.dym z rusztu
3.hałas
4.piękna pogoda:)

Ja długodystansowcem nie jestem,więc w miarę prędko opuściłam rozbawiony tłum.Wróciłam do domu z bólem głowy,dymem w oczach,szumem w uszach,brudnymi stopami i zakopiańskim aniołkiem:-)
Ból głowy coraz większy,ale nie zażywam żadnych domowych specyfików,cierpliwie czekam na 'Tabletkę z krzyżykiem'pana Marka Zgaińskiego(czas oczekiwania:siedem i pół godziny;)
…ona zdziała cuda!

Dobrego tygodnia!:-))

  Komentarze (0)   |   Oceń (4.8)   |   Skomentuj  


2008-08-22 11:19:54
po NADużyciu...

Szanowni Koledzy i Koleżanki!

Po wczorajszym wpisie BabyJ.(i późniejszej bardzo zaciekłej
telefonicznej rozmowie z Nią na tenże temat;-)zmartwiłam się Jej stanem-to po pierwsze,a po drugie-jak zwykle ciekawość babska wzięła górę...i zaczęłam się rozczytywać w dostępnych mi źródłach [czytaj;internet] na temat KACA..Ojjj,ja kaca nie miewam, bo po prostu nie pijam alkoholu, ale jeśli o wiedzę TEORETYCZNĄ chodzi, to przecież od przybytku głowa jeszcze nikogo nie rozbolała!
I oczywiście wiemy, że ile kaców (...no na ten przykład kac alkoholowy, kac moralny, kac pourlopowy...i takie tam)tyle sposobów na ich zwalczanie..
Ale ja oczywiście nie będę tutaj wymieniać jakie są TRADYCYJNE sposoby walki z kociokwikiem, bo przecież ten temat na pewno został już niejednokrotnie przewałkowany w społeczeństwie,ALE chciałam się skupić na BARDZO niespotykanych (u nas) sposobach walki z tym niewdzięcznym stanem...w innych zakątkach świata. Informacje na ten temat zaczerpnęłam oczywiście z internetowej 'studni',któraż to studnia pęka w szwach od ilości przedziwnych informacji.

Do czegóż to BaboJago człowieka potrafisz zmobilizować..;-))
Posłuchajcie.....

1.Pierwszych na tapetę biorę Purytan,budowniczych Ameryki-
którzy swoim sposobem na pewno skutecznie wybiliby alkohol z głowy wielu jego fanom,bo cóż można pomyśleć,kiedy:'w kieliszku należy wymieszać mocne wino z solą, pieprzem, sosem myśliwskim oraz jądrem byka’..taaak właśnie napisali!
'(ewentualnie zastępowane przez wegetarian żółtkiem kurzego jaja)'.ALE Jeśli to przyprawia to kogokolwiek o odruchy wymiotne,mocniejsza będzie metoda 'starych kowbojów:czyli herbata,której podstawą są zajęcze odchody'

2.A może to Tajowie są lepsi w konkurencji..oto co stworzyli
są to tzw. 'jaja zięcia'-nie wiem skąd się wzięła ta iście wielkanocna nazwa bo (szczęśliwie dla zięciów )są to po prostu ugotowane na twardo kurze jaja podane w sosie chilli.'

4.Australijczyk za to jest przy wcześniejszych metodach na wskroś normalny i ludzki;)po prostu zjada PRZED wypiciem trunków wysokoprocentowych 'miskę zimnego mleka z płatkami owsianymi' potem całą pomarańczę' posiłek kończy 'zjedzeniem dużego talerza mocno posolonych ziemniaków polanych masłem i śmietaną.' Proste,prawda;-)?jeśli natomiast ta metoda nie pomaga, 'kładzie wiadro przy łóżku, wyłącza telefon i zaciąga zasłony.' Zupełnie europejskie!!Są baaaardzo tradycyjni i ujmujący w swej prostocie.

5.Puerto Rico..bardzo oryginalne w zwalczaniu bólu głowy, podobno pomaga im tzw.'metoda cytrynowa.'Biorą połówki cytryn 'wkładając je sobie pod pachy'-zupełnie jak termometr;) na 5,10,30 minut? Nniiee..na dzień cały;-) oprócz tego,że ból głowy znika jak niepyszny,walory zapachowe...na pewno są!silne..powalające wręcz;)

6.Ekwadorczycy,hmm..odwaga bije po oczach!:leczą dolegliwości potrawą o dźwięcznej nazwie 'caldo de manguera'
..czyli 'nafaszerowane ryżem świńskie wnętrzności-koniecznie
polane krwią.’Każdy ze składników podobno działa piorunująco na 'nadwątlony organizm'..

7.Marokańczycy są równie nietypowi jak poprzednicy:'Znajdują starą wielorybią kość, aby później zetrzeć ją na proszek,by palić ją w małym tygielku, wdychając dym..'

Może te metody nawet na kaca moralnego pomogą;)

Długaaaśne wyszło...ale cóż poradzę:(nie myślałam po prostu,
że ten temat...jest jak rrzzeekkkaa...głęboka,szeroka i rwąca..po tych przykładach natomiast,nie rwałabym się do alkoholu za granicami państwa...no chyba że,będzie pod ręką tradycyjna aspiryna,albo duża ilość ożywczego kiwi,ale najlepszym chyba rozwiązaniem jest..odpowiednia ilość ROZSĄDKU..o każdej porze dnia i nocy;-)

A tak poza tym..to..Smacznego:D

P.S. wszystkie słowa w 'cudzym słowie' zakleszczone oczywiście swoje źródło w Internecie mają
a zdjęcie..to po prostu sąsiad misia..kot polarny:)

  Komentarze (3)   |   Oceń (4.8)   |   Skomentuj  


2008-08-19 02:12:57
======> w serce

Spać nie mogę..jeść nie mogę...ach! z jedzeniem nigdy problemu nie miałam..ale co tam jedzenie! Ciągle o NIM myślę,a właściwie o NIEJ..

Nie wierzyłam nigdy w miłość od 'pierwszego wejrzenia'..a może nie chciałam wierzyć,broniąc się przed błyskawiczną,
aczkolwiek ostrą strzałą Amora..Ale w końcu i Ona mnie dopadła,znienacka zupełnie,zaatakowała zza krzaków,chowając się wcześniej pośród zieleni lasu.A może jednak przypadkowo strzała Amorowi wystrzeliła [podobno każda broń raz do roku...;-)] echh..nie wiem,nie będę się zastanawiać nad tym zbyt długo, bo i tak moją głowę zaprząta ON..ONA..zakochałam się i już!na zabój!I czuję,że ta miłość będzie odwzajemniona!

I oczywiście zmieniłam zdanie natychmiast,i już wiem,że TAKA miłość jest możliwa.I na dodatek,powala z nóg skuteczniej,
niż niektóre trunki:)Ale o tym zapewne już wiecie.Kiedy GO
zobaczyłam,zamarłam.I byłam tylko ON i JA..ekhm..ONA i JA i cisza dookoła(no dooobra..może coś tam w krzakach się ruszało;)I tak trwaliśmy w tym milczeniu.Podchodziłam ostrożnie,żeby GO nie spłoszyć.Wiedziałam,że nie śnię,że jednym nieostrożnym ruchem mogę wywołać nieoczekiwane
reakcje.Nie zastanawiałam się,co o mnie myśli (to jest zupełnie nieistotne zresztą).Patrzyłam w JEGO ogromne oczy i czułam,że wpadam po uszy,po czubeczek głowy.Zwariowałam!Ot co!Kiedy dotknęłam szyi(tak,odważyłam się już przy PIERWSZYM
spotkaniu)wiedziałam,że TO nie będzie ostatni raz.Że chcę więcej!Jeszcze teraz rozpływam się na myśl o tamtej chwili.
Echh..mogłabym długo jeszcze tak,ale już sami widzicie,że plączę się w zeznaniach ONA-ON..ale to wszystko prawda!Nie mam rozdwojenia jaźni,schizofrenia mnie JESZCZE nie dopadła
(choć nie wiadomo,co jest za zakrętem;)

Ale!Najlepsze jeszcze przede mną..spotkania sam na sam.
Troszkę łżę,ale kapeńkę tylko!Może tak nie do końca sam na sam od razu,bo na początku MUSI być INSTRUKTOR obok,taakk..
Taka randka we troje..ale to tylko profilaktycznie,żeby nas nie poniosło w siną dal,bo wtedy byłabym w niezłych tarapatach..A przecież nie mogę wychodzić z randki z siniakami,bo jakże to?Co sobie ludzie pomyślą?Więc wytrzymam te spotkania z przyzwoitką,nie mam innego wyjścia...


P.S.na zdjęciu SPRAWCA sercowego zamieszania..zresztą,już się nie dziwię,że w takim tempie je zdobył(a),w końcu imię zobowiązuje;-)Przedstawiam Etnę;-))

  Komentarze (4)   |   Oceń (4.8)   |   Skomentuj  


2008-08-12 09:29:36
Posiedzenie nadzwyczajne KGiGWiM-'ECHO AZJI na rowerze'

Mimo wakacyjnej przerwy w pracach nad różnymi projektami, mimo rozleniwienia letniego, Koło Gospodyń i Gospodarzy Wiejskich i Miejskich ( to samo,które obradowało dnia 20.05.2008 )w trybie natychmiastowym podjęło decyzję o nadzwyczajnym spotkaniu, związanym z wyczynem jakiego dokonał ECHO AZJI.
Mistrz dwóch kółek,człowiek ambicji niespotykanej,który jest sprawcą 'pozytywnego zamieszania'na polskich drogach,
jakie wywołał wśród kierowców samochodów i spotkanych obserwatorów w dniach 8-9 sierpnia 2008 pokonując rowerem samotnie trasę 450 km w ciągu 23 h.

Atmosfera tego spotkania była gorąca, ale temperamenty gospodarzy (a w szczególności gospodyń) dało się uspokoić wodą mineralną w spryskiwaczach do kwiatów.
Dochodząc po schłodzeniu do wniosków odpowiednich, zapisujemy w punktach co następuje:


1.ECHO AZJI został jednogłośnie okrzyknięty Mistrzem Polskich Szos [biorąc pod uwagę stan polskich dróg wszelkiego rodzaju] i w związku z powyższym otrzymuje pamiątkową tablicę z napisem POZNAŃ i z płaskorzeźbą przedstawiającą Jego podobiznę.

2.Wyczyn Mistrza wprowadził Prezesa Koła w stan takiego osłupienia, iż sam osłupiony postanowił natychmiast oddać swą posadę Przemysławowi B.

3.Koło uzyskało powszechny dostęp do jednej z większych firm zajmujących się produkcją batonów gatunku wszelakiego, a co za tym idzie – Nowy Prezes Koła- Przemysław B. ma nieograniczony dostęp do zasobów tejże firmy (włączając w to także innych członków rodziny, ze szczególnym uwzględnieniem tych, którzy z zapałem na siodełko rowerowe wsiadają.)

4.Pierwszą Nagrodą Główną jest pobyt nad polskim morzem,z udostępnieniem pustej plaży (której strzec będą wyposażeni odpowiednio rowerzyści;-).

5.W zawirowaniach obrad ustalono także Drugą Nagrodę Główną,którą jest'quad rodzinny'wyposażony w klimatyzację i stolik barowy;)

6.Zważywszy na fakt,iż posiedzenie przebiegało w ogólnym chaosie,w którym ogromną rolę odgrywały niezliczone ilości telefonów od fanów ECHA AZJI,wielbiciele jednogłośnie ustanowili Trzecią Nagrodę Główną,którą jest pięĆdziesiąt procent udziałów w piekarni,specjalizującej się w wypiekach ciast drożdzowych.

7.Pięć minut przed planowanym zamknięciem obrad, na teren posesji KGiGWiM wdarła siłą kobieta z zapasem kaszAnki
(pokrętnie coś tłumacząc)jej wtargnięcie spowodowało jednak,
że od razu ustalony został punkt siódmy,powiększający worek
nagród(kaszAneczka;-)Prezes Przemysław proszony jest pilnie o odebranie mięsiwa, gdyż biorąc pod uwagę warunki pogodowe członkowie obawiają się o trwałość niespodziewankowej nagrody ;)


8.Bracia Wyczynowca-Rajdowca (Brat Radiowiec i Brat Myśliciel)zostali jednogłośnie okrzyknięci honorowymi członkami KGiGWiM-medale i dyplomy prześlemy pocztą;-)

9.Oklaski i uroczyście odśpiewane 1000 lat wszystkim NAGRODZONYM zostaną przesłane w formacie MP3 listem poleconym.


W imieniu KGiGWiM -członkini zarządu skołowanych - koleżanka k.to ;-)




P.S.pppssyt...Przemku Drogi,(to ja-kasia) wyrywając się ukradkiem z chaosu zebraniowego,pozwolę sobie na małe pe es..na odrobinę prywaty ;-) JESTEŚ WIELKI,Twój upór i silny
charakter jest godny podziwu.Kłaniam się nisko i nie proszę
o więcej,bo mnie Twoja Rodzina znajdzie i quadem rozjedzie;-)Mężczyźni w Polsce,Europie,i na Świecie Całym powinni brać z Ciebie przykład...Mistrzu,czapki z głów!! :D



  Komentarze (7)   |   Oceń (4.8)   |   Skomentuj  


2008-08-05 22:45:50
Do W.

Szanowny Panie Wietrze!

Zacznę bez wstępów zbędnych.Piszę do Ciebie pierwszy raz i powiem Tobie,że jestem na Ciebie-delikatnie mówiąc-zła!Nie wiem czy zdołasz mnie udobruchać za dwa dni jakimś delikatnym zefirkiem..

Czegóż Ty chcesz od moich porzeczek? Hmm? Czego od innych, młodych i słabych drzewek? Cóż Ci one zrobiły złego,czym zawiniły,że targasz je swoimi rozhasanymi paluchami?
Rzucać się na słabszego i na dodatek bezbronnego-też mi sztuka walki! Powinieneś się wstydzić!Patrzysz na nas z góry i myślisz, że wszystko Ci wolno? Hulanki i swawole..kiedyś powodowały niewolę...więc uważaj Paniczu,bo ktoś w końcu złapie Cię na lasso!

Mówią, że potrafisz być bezlitosny, że Twoja potęga potrafi przyprawić o łzy..Szkoda,że swoją siłę wykorzystujesz w tak niecny sposób. Potrafisz ciężary ogromne przenosić,w ciągu sekund kilku przeczesywać swoimi palcami kilometry czarnej ziemi,normalne życie zamieniać w męczarnię..I później śpisz ze spokojnym sumieniem?

Mam do Ciebie ogromną prośbę:zrób raz COŚ DOBREGO!Powymiataj
swoją mocą to co złe,a przygnaj tak potrzebne pogodne myśli.
Potrafisz tak? Zrób taką 'pozytywną zawieruchę'..przecież
zawieje i zamiecie to Twoja specjalność. Zatańcz tam gdzie trzeba (Ty już najlepiej wiesz gdzie!),aby poznikały z głów chytre plany, niecne zamiary.Przynieś ze sobą pozytywną energię,słoneczne myśli i to,co przesiąknięte dobrocią..
Przeczyść nam uszy, abyśmy w końcu USŁYSZELI..Pokaż,co Twoje
płuca potrafią!

I proszę Cię, przestań w końcu wiać w oczy tym, którzy cały czas mają ‘pod górkę’.Zlituj się nad nimi..i zmień kierunek,
a najlepiej będzie,kiedy będziesz hulał sobie nocą po pustych polach…tylko bez szkód! Proszę..

Z poważaniem

k.

  Komentarze (0)   |   Oceń (4.8)   |   Skomentuj  


2008-07-30 02:09:16
..okno..

"Nie płacz w liście,

nie pisz,że los Ciebie kopnął

nie ma sytuacji na ziemi bez wyjścia,

kiedy Bóg drzwi zamyka-

otwiera okno."

-ks.J.Twardowski-


I czasami siedzimy przy tych drzwiach,z uporem maniaka próbując znaleźć sposób na TE właśnie,TE jedyne,wybrane..
Szarpiemy klamkę,łamiemy w złości klucze..o wyważaniu nie wspominając.Dusimy w sobie złość niecierpliwca..wzrokiem
miażdżymy odpowiedź: "Droga zamknięta,zakaz wstępu"

A potem musi minąć jasny dzień...i noc ciemna, i jeszcze jeden poranek i nocka następna..

Aby na nowo otworzyć oczy i zobaczyć,że niedaleko tych drzwi jest OKNO,duże jasne.Heej..przestrzenne bardzo...Wystarczy się dowiedzieć,jak je otworzyć!Ale już po chwili okazuje się,że musimy tylko delikatnie dotknąć tafli szkła..i naszym oczom ukazuje się....???....

Już każdy z nas wie najlepiej, co jest po drugiej stronie:-))

  Komentarze (2)   |   Oceń (4.8)   |   Skomentuj  


2008-07-27 13:34:05
bananowo-bakaliowy czas..

Pogoda jaka jest,każdy widzi;-)nie trzeba jej'odczarowywać',
zaklęcia magiczne możemy schować do kuferka i cieszyć się błękitnym dachem nad głowami..ALE (bo przecież zawsze musi być jakieś ALE:)..dobry nastrój można jeszcze sobie poprawić jakimś słodkim specyfikiem. I pomyślałam sobie..właściwie to nie mogłam się powstrzymać przed tym,żeby się podzielić 'małym co nieco',takim tycim:)które Tygryski lubią najbardziej;)

krok pierwszy: do pucharków wkładamy lody..waniliowe,
czekoladowe,bakaliowe..albo jakie tylko znajdą się w najbliższej lodówce ;-)

krok drugi: dodajemy pyszniutkie banany pokrojone w talarki
[żadne proporcje nie obowiązują]

krok trzeci:dorzucamy smakowite bakalie: pokrojone orzechy,rodzynki,migdały i inne drobiazgi

krok czwarty: całą mieszaninę polewamy domowym sosem czekoladowym [śmietankę kremówkę wlewamy do garnuszka i dokładamy jedną czekoladę mleczną i jedną gorzką,mieszając rytmicznie w prawo i lewo,do zagotowania i jeszcze troszkę..aż sos będzie miał konsystencję zawiesiny]

kropka:)

I nawet przez myśl mi nie przejdzie,aby zastanawiać się ile to ma kalorii..tylko ze smakiem zjadam;))

Spróbujcie,warto:)
Słodkiej i smacznej chwilki życzę:)

k.

P.S zapomniałabym dodać,że zdjęcie pożyczone,bananowo przystrojone i słońcem przyprawione ;-)))

  Komentarze (0)   |   Oceń (4.8)   |   Skomentuj  


2008-07-27 01:12:43
wsi [nie]spokojna....

Sobota - 17:10 -

Leżę jak ten placek na kocyku, a moim kompanem jest krem z filtrem nr...ee..lepiej nie będę się przyznawać jaki numer,
bo okaże się że jestem blada jak pyza;) Nawet pszczoły gdzieś się pochowały...a pojedyncze chmury leniwie
przesuwają się po niebieskiej tafli.Nadal leżę..błoga cisza (przez 2 minuty i jakieś 45 sekund) Pies szczeka.Przestał.
Cisza..aż 5 minut! Sąsiad zawtórował swoim śmiechem(choć tego nie będę opisywać-bo zajęłoby to więcej czasu niż przerwa na ciszę).Cisza..3 minuty.I to byłoby na tyle.
KONIEC BŁOGIEGO STANU.I kropka.

Trrr..trrr..brum..brum...taaak...za płotem pojawił się niespodziewany gość-ogromny..rudy (na szczęście nie Rudy 102;)Wielka wakacyjna machineria,Kombajn mu było na imię:)
Głośny był nieprzyzwoicie i nagle poczułam się,jakbym sąsiadowała z autobusem szkolnym,który zaczyna generalną próbę przed 1-wszym września(a przecież do września jeszcze 31+4=35:) dni!!).Przywitałam się z daleka z buczącym jegomościem,gdyż bałam się,że w swej wylewności sprawi,iż utonę w jego szerokich ramionach i będą mnie szukać wśród ziarenek...Cisza nie przywitała się wcale,czmychnęła z kremem do opalania i tyle ją widziałam..I musiałam się podzielić przestrzenią z tą maszyną,w walce nie miałabym żadnych szans;-)Ja w swojej pozycji byłam niewzruszona- horyzontalna królowała,ON nie przepraszał za uciążliwe tony jakie wydawał-choć przecież cisza nocna jeszcze nie obowiązywała.Regularne odgłosy 'autobusowe' wprowadzały powietrze w charakterystyczne drżenie,a biedne kłosy kłaniały się nisko przed oprawcą...Specyficzny pył unoszący się nad polem przypominał pustynną mini-burzę.Echh..na pustyni to mają dobrze..cicho wszędzie,pusto wszędzie:))
ALE!Podobno jednostajny dźwięk działa kojąco na dzieci;-)
hhmm..może coś w tym jest..bo zasnęłam.Sama nie wiem jak i kiedy.

P.S.I skąd teoria,że wieś spokojna jest..?Echh..za długo z nią obcuję,żeby się z tym zgodzić;-))Noo..może ewentualnie po 21:00-ale wtedy krzaki wyruszają na wieczorne spacery,
doprowadzając mieszkańców do stanu przedzawałowego..


A teraz powtórka ze snu;-)))
Spokojnej niedzieli życzę.

k.

  Komentarze (0)   |   Oceń (4.8)   |   Skomentuj  


2008-07-20 23:47:31
ciemno wszędzie....

Noc powoli zbliżała się do drzwi..w szarej sukience przemierzała pola,szurała stopami po kłosach zboża..(Taki bury kolor odstrasza,wprowadza niepokój albo NAWET niekontrolowane zamieszanie.)I stało się!Nagle tę szarą harmonię zakłóciła czarna plama...taaak,plama to była.Wdarła się jak nieproszony gość.Niekształtna,duża,do złudzenia przypominała..przypominała..sarnę? jelenia? nnieee!raczej człowieka!Tak! To chyba człowiek!Zaraz zaraz..to COŚ się poruszyło,wyraźnie idzie w moim kierunku.Ruchy może nie są zbyt intensywne,ale przecież widzę wyraźnie!Zmierza w moją stronę.Do oceny sytuacji zaangażowałam Rodzicielkę,która spanikowała po czterech sekundach. Męska część rodziny była nieobecna,a może być powinna,żeby na babskie głowy wylać po garze zimnej wody!Echh..z powodu ich absencji trzeba sobie jakoś poradzić!Dzielnie pozamykałyśmy drzwi na cztery spusty (a może i nawet na pięć) i działania obserwacyjne przeniosły się za szybę.Zza tej tafli szkła postać poruszała się jeszcze szybciej,powodując palpitacje serca i chwilowy wzrost ciśnienia.I pewnie jeszcze długo stałybyśmy w pozycji 'prawie na Małysza' (dziękujemy panie Adamie!!za wszystko..)
i wymyślały pod jaki numer dzwonić (ale to już pomysły Mamy były) gdyby nie fakt,że panowie w końcu stawili się na posterunku,wprowadzając spokój i przywracając równowagę psychiczną rozdygotanym mieszkańcom:)

****

Noc była cicha,psy nie szczekały,gwiazdy nie zmieniały pozycji na niebie(chyba) a w okolicy nie było słychać o żadnym włamaniu..SPRAWCY NIE BYłO:)..bo rankiem,dnia następnego,okazało się,że P O S T A Ć wyłaniająca się ze zbóż..tooo krzak, taki normalny,polski krzak.
Może trochę bujny w swych kształtach,ale nieszkodliwy.A ja doprawiłam mu głowę,nogi,ręce.Mało tego! Dopisałam zbrodniczą przeszłość i niecne zamiary wobec mieszkańców...
Przepraszam Cię bujna roślino! Rośnij sobie zdrowo,na chwałę polskim łąkom,tylko błagam Cię,nie urządzaj sobie spacerów po 21.00!

P.S I tylko cały czas zastanawiam się,skąd u mnie skłonności do ożywiania roślin..może to zmęczenie fizyczne po ostatnich eskapadach dało o sobie znać?

Czy może wyobraźnia zaczęła pracować na najwyższych obrotach,po tym jak kolega A. poinformował mnie łaskawie,że na terenie grasuje jakiś 'nożownik'?

P.S.2-I smsy spać spokojnie nie dają:bo jak zareagować,jeśli treść ich zaskakuje takimi oto słowami:'Moje karty wskazały zagrożenie w Twoim otoczeniu.Muszę Cię ostrzec,dlatego proszę o kontakt.Wyślij sms KARTY na 7****,aby porozmawiać prywatnie (4.88 z Vat:)'-nie dość że straszą płochliwego obywatela,to jeszcze sobie płacić za to każą!Luuudziieee..
Co za kraj!!

  Komentarze (1)   |   Oceń (4.8)   |   Skomentuj  


2008-07-07 02:09:03
Róża Ogrodnika

Nie będzie to historia o krasnoludkach, księżniczkach,
zaklętych pałacach i czarownicach[BabęJagę znamy i lubimy:)]
Główną rolę w tej 'opowieści' otrzymał Ogrodnik.Ów człowiek nie mieszkał za siedmioma górami, ani za dziesięcioma morzami-ale zupełnie niedaleko Ciebie..może nawet znasz go osobiście:)

Ogrodnik ten miał ogromny ogród,swoje zielone miejsce,
które kochał i pielęgnował.Jego kwiaty mieniły się barwami tęczy,na wszystkich potrafił skupić swoją uwagę,troszczył się o nie-ALE(bo przecież zawsze musi być jakieś ALE) cały czas chłopina twierdził,że jeszcze nie wyhodował tej jedynej,wyjątkowej Rośliny.Dnia pewnego,idąc ze wzrokiem wbitym w ziemię,zauważył piękną Różę.Rosła samotnie w miejscu rzadko odwiedzanym przez ludzi.Jej karminowe płatki olśniewały swoją urodą,a szmaragdowe liście dodawały niezwykłego uroku..

-Dlaczego jeszcze nikt Jej nie znalazł?Jest TA-KA WY-JĄ-TKO-WA...-szeptał mężczyzna do siebie zrywając Kwiat.

Pospiesznie oddalił się do domu, ponieważ bał się,że ktoś może go zauważyć. Włożył Piękność do wazonu i postawił w ciemnym pokoju.

-Nikt nie może Jej zobaczyć,dopóki nie stanie się najbardziej niezwykłym Kwiatem na świecie.Wszystkich zaskoczę!

Wstawał ze wschodem słońca i całe dnie przesiadywał w domu,
obmyślając co zrobić,aby Kwiat oczarował ludzi.Zaczął swoją Różę ozdabiać, dekorować. Przypinał diamentowe guziczki i przyklejał wymyślne kokardy.Róża znosiła te zabiegi upiększające cierpliwie, choć za każdym razem,kiedy zbliżał się Ogrodnik ogarniał ją smutek,bo wcale z Nią nie rozmawiał,nie patrzył na Nią z miłością,tylko tarmosił za delikatne płatki..wyrywał niepotrzebne listki,aby ich miejsce zajmowały kolejne 'klejnoty'..

-To wszystko dla Ciebie,żaden Kwiat Tobie nie dorówna!
..mruczał zaaferowany..

Róża coraz mniej przypominała Roślinę sprzed kilku tygodni,
natomiast coraz bardziej kojarzyła się z Bożonarodzeniowym drzewkiem...świecidełko na świecidełku.Zapomniałam dodać,
że Ogrodnik zakonserwował kwiat,aby karminowy kolor płatków pozostał niezmienny.

-Teraz jesteś I-DE-AL-NA!-myślał głośno mężczyzna. W końcu mogę Cię wszystkim pokazać..Jestem genialnym Ogrodnikiem!


****kropka****



Ogrodnik nie zauważył w ferworze swych prac,że zapomniał o czynności najbardziej podstawowej:wazon,do którego włożył Roślinę był bez wody..(o pielęgnacji nie wspominając).
Całe BYCIE z Różą zamieniło się w proces sztucznego udoskonalania.A Ona cierpiała,chowając pod stertą wymyślnych świecidełek swe zniszczone zabiegami płatki..


P.S. Jak blisko Was mieszka Ogrodnik?
A może znacie Różę? :)


:* dobrego tygodnia

  Komentarze (3)   |   Oceń (4.8)   |   Skomentuj  


2008-07-02 09:26:09
rozmowy niekontrolowane

Wczorajszy dzień minął pod znakiem poruszania się środkami komunikacji miejskiej, czytaj: tramwaj...( BaboJago!Pozdrawiam z tramwaju numer czternaście!! )Skłamałabym okrutnie,mówiąc że tęsknię za tym środkiem lokomocji,
szczególnie w okresie upałów,że z rozkoszą wpadam w objęcia
drzwi tramwajowych..ALE...jak mus to mus:)

Już wchodząc do pojazdu,dotarł do mnie wyjątkowo GŁOŚNY dźwięk..KTO to?CO to? DZIECKO?Echh..skrzywienie zawodowe:( a przecie wakacje są..!no!!
Do moich uszu (mytych dnia każdego) dotarły słowa kolędy
..tak Proszę Państwa..czerwcowe upały nie przeszkadzają nawet przedwczesnemu szlifowaniu tych pieśni..bo przecież Jasełka zbliżają się m a l u t k i m i kroczkami:)

śpiewak:Chwaaała na wySZokości,chwaaała na wySZokości
A pokój na ziemi...
(linia melodyczna zachowana,rytm w normie:)

Hmm...energia wróciła..słuch wytężony.Oj!Niiee,nie żebym podsłuchiwała,i tak musiałam stanąć tuż obok śpiewającego podróżnego,bo kasownik,który miał wbić swoje zębiska w mój bilet,był tak leniwy,że musiałam pójść do kolegi obok..

Ale chłopiec skończył właśnie na refrenie..ojj..nie pocieszył mnie tym.Zaczął się punkt drugi programu: ZADAWANIE PYTAŃ swojej mamie...wyczuwałam rosnące napięcie u współtowarzyszy podróży..co teraz zmajstruje malec?Bomba
wybuchła,kiedy do nich dosiadł się młody chłopak,chyba chciał zabłysnąć przed Maluchem..i tu wywiązał się dialog,
który moje uszy skrzętnie zakodowały:

Obcy: A dokąd jedzie ten autobus?

śpiewak: to nie jeSZt autobuSZ!

Obcy :(z zaciekawieniem) A dokąd jedzie ten samolot?

śpiewak: (z nutką niecierpliwości w głosie)
to nie jeSZt SZamolot!!

Obcy: (drążył temat uparcie,jak robak czerwcową czereśnię)
A dokąd jedzie ten statek?

śpiewak:(cierpliwość wystawiona na próbę plus temperatura
otoczenia;)spowodowały nieoczekiwaną reakcję)
MaSZ jeSZcze oSZtatnią SZanSZe!!!

Obcy się zreflektował,zauważył,że nazbierał sobie u Malucha
minusów więcej niż ustawa przewiduje,więc szybko wskoczył na właściwy tor..

Obcy: To znaczy,że jest to tramwaj?

śpiewak: Noo! Masz rację!I SZtawiasz kolację:))

Hmm..prawdę powiedział,pora na kolację idealna była..ale członkowie TERCETU EGZOTYCZNEGO wysiedli razem na kolejnym przystanku,dlatego nie wiem,jak potoczyły się losy pani kolacji,pana śpiewaka i jego fana...



P.S. A zima uśpiona...jak ten kotek na plaży, jeszcze zdążymy kolęd śpiewanie ćwiczyć;))

  Komentarze (2)   |   Oceń (4.8)   |   Skomentuj  


2008-07-01 09:23:33
nalewka z urzędu

Istnieje opinia,że urzędy,banki-to miejsca,gdzie tracimy dużo cierpliwości,gdzie przybywa siwych włosów na skroniach,że urzędnicy są bezduszni..
ALE! Ja się z tą opinią nie zgodzę!
Bo..oto dnia pamiętnego,czerwcowego[30.06.2008]
kilka chwil-nawet dłuższych-spędziłam w towarzystwie Pań urzędniczek..doprawdy byłam zachwycona:))I bedę dzielnie broniła wszystkich urzędników,jeśli ktoś wysunie krzywdzący
osąd;)))

Bo jakże myśleć inaczej,kiedy:już od progu uśmiechnięty
pan szeroko otwiera drzwi (uupss..przepraszam,to klient)
Noo..może właśnie dostał pozwolenie [na ten przykład na budowę garażu]
Oto co zastałam,czego moje zmysły doznały:
1.zero stresu,zamotania,pytającego spojrzenia
2.system informacyjny-doskonały-nie było pytań bez odpowiedzi:)
3.klima:)
4.uśmiechy rozsyłane na prawo i lewo..jasne,radosne
5.co prawda musiałam 'chwilę' poczekać na swoją kolejkę...[ale dla dziecka 'kolejkowego systemu',które pamięta ścisk w spożywczych,kiedy czekało się w ogonku 'po kawę' a dostawało cukier] to była wręcz d r o b n o s t k a :)

Aczkolwiek,oczekiwanie nie było wyczerpujące,nie zaznałam nudy i zniecierpliwonego czekaniem znużenia.Klimatyzacja działała pełną parą,a miła atmosfera i ożywcze powietrze (chyba) skłoniło panie-obsługującą i klientkę- do szczerej rozmowy na temat..JAK ZROBIĆ NALEWKĘ..I żeby nikt nie pomyślał sobie,że podsłuchiwałam:)! Bo panie swoje doświadczenie w tej DZIEDZINIE ujawniały baardzo głośno, bez skrępowania,prowokując kolejną białogłowę do włączenia się w ciekawy dialog , rozwijający się w tempie błyskawicznym.Brylowały wśród wiśni i porzeczek (równie sprawnie,jak wśród papierów i paragrafów)..nawet morele wmieszały się w owocowy tłum,uroku dodawały dumne gąsiory,
prężące swe smukłe szyje w okiennych szybach (w myślach pań tylko;)i żałuję,że nie zdążyłam tego wszystkiego zerejestrować,zapamiętać,(zawsze mogłabym tutaj zaserwować
..przepis oczywiście:)ale to pewnie dlatego,że głowy do alkoholu nie mam zuuupeeełnie,ani w teorii..o praktyce nie wspominając;)
Noo nie!


P.S zdjęcie pożyczyłam...od jednej z pań;))

  Komentarze (4)   |   Oceń (4.8)   |   Skomentuj  


2008-06-30 11:27:38
sposób na...

W trosce o zdrowie i dobre samopoczucie Miłych Radiowców [i nie tylko] wrzuciłam w google hasło 'nadwątlenie wirusowe' i choć moim oczom ukazały się pojęcia dziwne nieco,postanowiłam inną drogą sprawdzić,jak wzmocnić i postawić na nogi 'nadwątlone infekcją mechanizmy obronne organizmu'..

Zdrowe społeczeństwo to podstawa!Musimy o siebie dbać!

-Unikać gwałtownych zmian temperatur [aura musi się uspokoić natentychmiast-bo się w końcu wykończymy...tylko z tym...do kogo?]
-Pamiętać o ochronie głowy. Nakrycie głowy powinno osłaniać
także szyję[i tutaj kask jest bardzo dobrym rozwiązaniem:)zawsze można dobrać stosowny szal..otulający]
-Pić dużo płynów - organizm powinien być dobrze nawilżony, [a ruchliwe rzęski wygonią nieproszonych gości]
-Często wypoczywać, nie zapominać o relaksie![nawet w pracy]!
-Często myć ręce:)eee...o tym nikomu nie trzeba przypominać..
-Należy unikać przegrzania[czy na rowerze dochodzi do przegrzania organizmu? hmm?]
-Jeść lekko strawne potrawy i pić soki owocowe, a także warzywa i owoce zawierające dużo witaminy C [truskawki, czarne i czerwone porzeczki, cytryny, pomarańcze, paprykę, natkę pietruszki]jakby nie było owocowo wokół nas sie zrobiło,porzeczki mogę ewentualnie dostarczyć poszkodowanym przez wirusy:)]
-Unikać ostrych przypraw.
-Miód i sok z malin osłodzą walkę z intruzami
-Przyjacielem w walce jest CZOSNEK i CEBULA,zaleca się także herbatę lipową i malinową-lipę też mogę przytaszczyć;)a rumianek świetnie nadaje się do inhalacji[miska na stół,ręcznik na głowę..tylko czy zmieści się tam mikrofon?]natomiast napar z jagód czarnego bzu zmniejsza gorączkę[gdy do takowej dojdzie]a napar z liści przyda się do płukania jamy ustnej i gardła...


Hmm...po wstępnej, analizie..częściowo organoleptycznej,mogę tylko dodać SMACZNEGO!
DUŻO ZDRÓWKA WSZYSTKIM NADWĄTLONYM I DO PRZODU:)

P.S.1-nawet temu Panu,który zniecierpliwiony MUSIAŁ znowu dotknąć mojego lusterka..ale tutaj już chyba konieczna wizyta u specjalisty:)

P.S.2-na zdjęciu...porzeczka zeszłoroczna...mam nadzieję,że w tym roku bardziej obrodzi..


  Komentarze (4)   |   Oceń (4.8)   |   Skomentuj  


2008-06-27 09:59:04
Oo! cierpliwości...

Przystojny Toadie,poczciwy ogr z bajki o Gumisiach..echh..
oddany podwładny wrednego Ightorna.Ten,który przy swoim
Księciuniu drżał i kłaniał się niżej niż poziom podłogi przewiduje.Ten Toadie właśnie,często wypowiadał znamienne słowa'trochę cierpliwości Wasza Niecierpliwość'..czasami przydałoby mi się słowa te nagrać na jakimś odpowiednim urządzeniu i odtwarzać kiedy okoliczności tego wymagają lub powtarzać jak mantrę..Boo..no właśnie!Niecierpliwus pospolitus ze mnie czasami,ot co!I często,kiedy chcę żeby było JUŻ to wtedy właśnie owego JUŻ ani widu ani słychu,
bo albo gdzieś utknie w połowie drogi,idzie swoim własnym,
niewymuszonym tempem,albo ktoś je zatrzymuje na przydługawą
pogawędkę..i JUŻ przytupta po czasie zmęczone,wyczerpane..
albo.. nadchodzi niespodziewanie z innej strony,wręcz zaskakuje..kiedy jego miejsce wygodnie zajęło PO:)
i te pe i te de..echh..uczę się cierpliwości,choć trudna to sztuka...

****

P.S.1-Zdjęcie pożyczyłam..Toadie też chyba miał czasami gorsze dni..
P.S.2- I korzystając z okazji,że jestem w transie,
chciałabym zwrócić się do PANA,który regularnie wyrywa lusterka przy moim biednym samochodzie! Panie Drogi!Dajże Pan spokój,nie wiesz Pan,że kobieta musi mieć komplet lusterek? hęę? Mam dla Pana propozycję nie do odrzucenia!
Jeśli będzie Pan na tyle odważny,żeby mi spojrzeć prosto w oczy [zamiast nocnego okradania!!]to chętnie się z Panem podzielę swoimi zwierciadełkami!
Mam kilka w zapasie...mniejszych,kształtnych,odpowiednich.
Będzie Pan miał prawo wyboru!! TE NA PEWNO SIĘ PANU ZMIESZCZĄ DO TOREBKI!Czekam na kontakt!

pa
k.

  Komentarze (2)   |   Oceń (4.8)   |   Skomentuj  


2008-06-26 14:12:51
antystresol

Powszechnie wiadomo,że dla równowagi psychicznej,poprawy
nastroju,dla zdrowia ogólnego,żeby nie zwaryjować:)relaks
jest potrzebny.Mistrzem relaksacji to ja nigdy nie bedę,
ale chciałabym podać jeden z możliwych sposobów na to,aby
odprężenie dało o sobie znać..aby nas dopadło i z siłą wodospadu wypłukało z nas negatywne emocje,rozdrażnienie
psychiczne i huśtawkę nastrojów uspokoiło:)

Będę mówić wooolno,bo działanie dnia wczorajszego
wprowadziło mnie w stan delikatnego wyciszenia..

Po pierwsze: dobrać odpowiednie towarzystwo,wystarczy jedna
osoba,może być lekko poddenerwowana działaniami swojego szefa..albo innej persony stojącej 'nad'

po drugie:wybrać cel główny-(bo odprężenie to skutek:)w przypadku,który opisuję,celem było zaskoczenie płci rodzaju
męskiego możliwościami płci rodzaju żeńskiego

Następnie kupić należy akcesoria odpowiednie:pędzle,wałki,
gąbki do mycia czegokolwiek,taśmę[ale oczywiście nie używamy jej do zaklejania ust-tylko innych 'elementów'-ale o tym później]i koniecznie farbę,nie sugeruję tutaj koloru,
choć w wyżej opisanym przypadku dominującymi barwami był
łososiowy i czerwień flamenco:)a czerwień wyzwala energię..
o tak!

W tle podkład muzyczny:powracająca (na wszystkich możliwych
kanałach muzycznych) jak bumerang Britney Spears...albo rozgrzewająca i zagrzewająca do walki z pędzlem publiczność
narodu niemieckiego lub tureckiego [mniejszości narodowe wmieszane w tłum-mile widziane]

W rytmie powalających utworów POPularnej piosernkarki i przyśpiewek sportowych zainteresowane osoby zaczynają gimnastykę z akcesoriami malarskimi,dokonując wyczynów akrobatycznych,ruchami nieskoordynowanymi,bliżej nieokreślonymi,wykorzystując jednocześnie obie kończyny
górne-dolne też mogą pomóc:)malujemy dowolnie wybrany przedmiot[MY wybrałyśmy ścianę].Nie zapominamy przy tym o głębokim,równomiernym oddechu,aby cały organizm odczuł..
jak wlewamy w niego dawkę spokoju i energii pozytywnej.Po czterech godzinach takich ćwiczeń,jesteśmy odprężeni,
uspokojeni-rzekłabym wręcz wyciszeni [i to wcale nie bliska obecność farby powoduje delikatne przymulenie]

Polecam znerwicowanym,zabieganym,zapracowanym,jednym słowem..efekt murowany;))

P.S.1-na załączonym obrazku: stan ducha po wczorajszej
'akcji'
P.S.2-[ważne dla pań] po takim seansie wizytę u kosmetyczki można odłożyć nawet na jesień roku przyszłego,
bo manicure jest baardzo solidny,rzekłabym wręcz permanentny;)

  Komentarze (0)   |   Oceń (4.8)   |   Skomentuj  


2008-06-22 23:26:18
spotkanie z Latem

A Lato tego roku...

Promienne,czerwcowe,świeże,ledwo co przytuptało do nas na paluszkach,a już następnego dnia rozgościło się w każdym zakątku,nawet wsiadło na rower..

W polnych sukniach makowych, w spódniczkach chabrowych nas przywitało, w łąkach zalanych słońcem, w szmaragdowych lasach szeptało dzień dobry..:)nawet pole z ostem w roli głównej jakieś łagodne było i lawendowe..

W uśmiechniętych ludziach, w serdecznych spojrzeniach..
wszędzie widziałam lato,jego aromat unosił sie nad głowami,przyroda oddychała letnim, spokojnym rytmem, a ludzie pięknie się temu ożywczemu oddechowi poddali..


P.S.1..bo klimatu dzisiejszego rajdu Radiomerkurowego nie potrafię opisać innymi słowami,a lato delikatnie dotykało nas swoimi ciepłymi palcami..wypełniało przestrzeń.
Spotkanie ze Słonecznymi Ludźmi..eechhh..mówię Wam!

P.S.2-na zdjęciu radiowiec i rajdowiec w jednej osobie,w trakcie wyrównywania poziomu płynów..baaardzo Słoneczny Człowiek:))

  Komentarze (18)   |   Oceń (4.8)   |   Skomentuj  


2008-06-22 00:29:14
Kruk i Łoś

Kruk: Najpierw trzeba szeroko rozpostrzeć skrzydła, potem pomachać ze trzy razy na próbę,żeby sprawdzić,czy wszystko w porządku,a potem...

-Ale ja nie mam skrzydeł... - przerwał mu Łoś

-Aha.. -odrzekł zmieszany swoją nieuwagą Kruk

-Ale mam bogatą wyobraźnię. Może wystarczy,jak sobie wyobrażę,
że mam skrzydła - dodał Łoś bez kompleksów..

('Joanna Haręża "Kruk między innymi")


****

Kto sprawia, że rosną nam skrzydła..

Ile mamy w sobie Kruka..?

Ile w nas 'bogatego' Łosia..?

Jak wiele wysiłku potrzeba, żeby odbić się od ziemi...
i poszybować...







  Komentarze (0)   |   Oceń (4.8)   |   Skomentuj  


2008-06-16 11:42:47
dzieci widzą..wiele..

Szczęście ma różne oblicza..i jego różne odcienie wzbudzają podziw.
Niektórych zachwycają delikatne,pastelowe kolory,inni sycą się jego intensywnymi barwami.
Przychodzi do nas przez różne drzwi..szerokie,ogromne,
czasami z daleka widać..że KTOŚ się przepycha..bo nawet krzyczy,śmieje się głośno:)a czasami cichutko przeciśnie się przez szczelinę..albo miniaturowej wielkości dziurkę od klucza.

Dnia pewnego,słonecznego,zapytałam sześciolatka,co to znaczy 'być szczęśliwym',bez zastanowienia odpowiedział:

'Szczęście może być sztuczne albo prawdziwe. Sztuczne szczęście to podwyżka w pracy, ale to nie jest ważne:),bo prawdziwe szczęście to takie, kiedy ludzie potrafią sobie coś dać,ale to nie ja muszę dostać,bo najważniejsze jest,kiedy ja mogę komuś pomóc..wtedy jest człowiek szczęśliwy'

Łukasz niedługo pójdzie do pierwszej klasy...chciałabym spotkać go za kilka lat..Wielki Mały Człowiek:)


P.S. wypowiedź ta,uwierzcie..w oryginale:)Życzę DUUUŻŻOO szczęścia każdego dnia..tego najprawdziwszego szczególnie..choć sztuczne i pewnie też by się czasami na coś przydało :D



  Komentarze (1)   |   Oceń (4.8)   |   Skomentuj  


2008-06-12 14:21:39
piasek na dłoni

On: Połóż piasek na dłoni..co dzieje się z nim,kiedy dłoń
zaczniesz zaciskać?

Ona:Drobne ziarenka zaczną przeslizgiwać się między
palcami,bedą uciekać wszelkimi możliwymi szczelinami..

On: Spróbuj włożyć piasek na dłoń ale zostaw ją otwartą..
nie zamykaj jej..

Ona:Drobinki zostaną na ręce...


Już nie pamiętam,od kogo usłyszałam to porównanie,ale bardzo często przypominam sobie o nim..bo świetnie obrazuje relacje między ludźmi..

Bo to MY jesteśmy tymi drobinkami piasku..

Kiedy człowiek staje się zaborczy,kiedy chce mieć kogoś TYLKO dla siebie,otacza go 'szczelnym murem',tak nieprzenikliwym, że zaczyna brakować tchu, wtedy ten przyparty do ściany zaczyna uciekać,znajdować sobie szczeliny..wolną przestrzeń,żeby zaczerpnąć ożywczego powietrza...Jeśli pozwolimy sobie nawzajem na swobodny,
głęboki oddech,nieskrępowane ruchy,jeśli będziemy potrafili być obok siebie...ale jednocześnie razem...
Kiedy będziemy ochraniać,ale nie zniewalać..
Wtedy piasek rozbłyśnie w słonecznym świetle..może zobaczymy,jak mieni się tysiącami kolorów..

A kiedy pojawi się wiatr...

  Komentarze (2)   |   Oceń (4.8)   |   Skomentuj  


2008-06-06 13:19:10
ś w i a t ł o..

'Uśmiech kosztuje znacznie mniej aniżeli prąd,
a daje więcej światła' -przysłowie szkockie-


Nie oszczędzać tego światła..

Nie chować pod maską chłodu

Dnia każdego rozdawać

Bo swoją mocą poraża

Rozgrzewa serca

Rozkrusza mury

Przerywa milczenie

Przynosi słoneczne myśli

Nie zna pojęcia 'za daleko'..

Dociera wszędzie..

Zawsze.


P.S.
Pięknego uśmiechu :D
k.

  Komentarze (1)   |   Oceń (4.8)   |   Skomentuj  


2008-06-05 11:29:57
kakofonia niekontrolowana

To miało być zupełnie normalne spotkanie,przy herbatce
-z lodem;)[kawy nie pijam :))].Pogaduchy koleżeńskie,
najzwyczajniejsze w świecie,relaksująco-rozleniwiające.
Że nietypowe będzie,wiedziałam już,kiedy próg przestąpiłam,
gdyż wchodząc do bloku uderzył mnie prosto w twarz zapach szpitalny nieco [bo ktoś remont robił] Ałć!Zabolało.Echhh..
nos zwinęłam w trąbkę i poszłam dalej,piętro wyżej ma się rozumieć.Zapach podreptał za mną.Przekroczyłam próg znanego przeze mnie mieszkania,z nadzieją,że zapach pójdzie
sobie w krzaki-ale nieproszony wepchnął się jeszcze przede
mną!Spotkanie to straciło swą 'normalność'już po pięciu minutach bo prędko zmieniło się w koncert specyficzny,
kakofonią raczej nazwany,źle wpływającą na samopoczucie.
[Powszechnie wiadomo,że muzyka łagodzi obyczaje taa..]
Oto nadpobudliwy sąsiad rozkręcił regulator swojego HI-FI,
maksymalnie chyba!Podejrzewam nawet,że guzik z napisem
'volume' upadł z impetem na podłogę[biedaczek:(]
-to nie koniec składu muzycznego,gdyż towarzyszyły mu odgłosy włączonego popularnego komunikatora internetowego [przypominające bulgot zupy w fazie bardzo zaawansowanej]ale żeby
skład muzykantów nie poczuł się osamotniony,dołączyła do niego pani wiertarka,rozpruwająca flaczki ścianom zimnym
i natentychmiast towarzystwa dotrzymywać zaczął czwarty instrument wspomagający-młotkiem popularnie nazwany.
Siedziałyśmy tak z koleżanką J. w milczeniu,gdyż słowa zbędne były..mogłyby zakłócic harmonię tego kwartetu
..herbata straciła smak,nawet'przyjaciel'zapach wystrzelił
jak z procy..w siną dal i tyle go 'widziałyśmy'
Noo..kto to wytrzyma?;)

P.S. ta muzyka złagodziła pewien 'obyczaj'-głośny sąsiad przestał się wydzierać z drugiego piętra na kolegów palących pod blokiem papieroski:) Dużo zdrowia!:))

P.S. numer dwa-następne spotkanie z J. w lesie lub na łące..komary są spokojniejsze;)

  Komentarze (2)   |   Oceń (4.8)   |   Skomentuj  


2008-06-02 09:37:33
o s t r z e ż e n i e

Uwaga!Szanowni Państwo! Mieszkańcy Poznania i okolicznych miejscowości,
przyjezdni ze stron dalekich,wczasowicze,którzy chcecie na tym terenie odpocząć i sił nabrać..do WSZYSTKICH od lat 5 do 105,szczęśliwych posiadaczy jakiegokolwiek środka lokomocji,którzy dbają o swój sprzęt i nie chcą się go pozbyć w nadzwyczajnych okolicznościach.W okolicach Targów Poznańskich [szczególnie na krzyżówce,na MOŚCIE DWORCOWYM]dziwnych akrobacji dokonuje pewien podejrzany jegomość..

Rysopis:

1.wzrost: wysoki

2.wiek: wszystko wskazywało na to,że raczej emerytalny,
choć zupełnie skołowana działaniami stwierdzam,że...
..z energią raczej zbuntowanego nastolatka

3.kolor oczu: nie dojrzałam, bo mój samochód z nerwów
zaczął się cofać na zielonym..

4.strój: uzależniony od pory roku:) aktualnie ciemne
spodnie i jasna koszula [nie dopytujcie o szczegóły,
bo mój samochód-wiem to NA PEWNO-wstrząśnięty akcją,
nie podjechałby na odległość mniejszą niż długość
największego poznańskiego tramwaju..

5.znak szczególny: laska-słusznej budowy:)znaczy
narzędzie wspomagające..mam na myśli
[z wrażenia zapomniałam jakiego koloru była]

Zaraz się gromy posypią,czego ja chcę od miłego starszego pana...ja nic nie chcę,nawet nie będę próbowała z nim pertraktować-w razie zjazdu w prawo od ulicy Głogowskiej,
tylko grzecznie przeczekam,aż 'kamikadze' dokona swego wyczynu. Tak! Ów człowiek,dziarsko potrafi wtargnąć na ulicę ,przebiegając przez całą ogromną krzyżówkę,wymachując przy tym swoją laską!Ja nie wiem,czy to były tylko ćwiczenia,czy może nieświadomy był tego co robi,ruszając na środek ruchliwego skrzyżowania..Żeby nie było nieporozumień!
-on nie wymachuje tym narzędziem w celu wspomagania swoich mięśni w trakcie tego maratońskiego wyczynu[kto wie,może zza krzaków KTOŚ odmierza mu czas..] ale wygraża wszystkim kierowcom,którzy zakłócają rytm jego działania.Przynajmniej tak było w piątek w godzinach południowych:)Nie wiem też,czy nie zostawił śladów na nieskazitelnych karoseriach!TAK!
Ostrzegam więc wszystkich,pilnujcie swoich samochodów i innych środków lokomocji, chyba że chcecie wracać do domu pieszkom..:)W razie ZIELONEGO ŚWIATŁA,bądźcie absolutnie niepewni,rozglądając się na prawo i lewo..w ostateczności miejcie się na baczności,jeśli w zasięgu waszego wzroku pojawi się wyżej opisany..

Ostrzegam...bo kto wie,kiedy znowu zaatakuje..a jeśli przybędzie z nowym narzędziem..?

szerokiej drogi:*

  Komentarze (2)   |   Oceń (4.8)   |   Skomentuj  


2008-05-29 12:19:22
oczami dziecka

Chyba nikt nie zaskakuje mnie tak bardzo jak dzieci,nikt też nie wzbudza tak szerokiej gamy uczuć.Dostarczają emocji pozytywnych,pokolorowanych przez tych małych malarzy ich sprawnymi łapkami,gdzie kolory zmieniają się jak w kalejdoskopie,z częstotliwością ogromną [czasami wręcz z prędkością światła:)].
Mali artyści zbijają z pantałyku swoimi przemyśleniami największych twardzieli,często doprowadzając też rozmówców
do łez..od śmiechu. Kiedy zadałam pytania dotyczące ich mam,posypały się odpowiedzi standardowe zupełnie,swoją normą zaskakując wręcz,ale też były słowa niespodziewane,
którymi podzielić się należy,bo przecież po raz kolejny daje to dowód na istnienie..no właśnie..cudnego świata:)dziecięcego..


1.'moja mama ma oczy koloru piwowego-jak wszyscy w
rodzinie zresztą'

2.najbardziej luuubi truskawki z malin...

3.'ulubiona sukienka?...eee..czarna,krótka ,taka galowa
albo taka czarna na wodę[do pływania]'..nie dziwić się..
to tylko strój kąpielowy:)

4.ulubiony owoc? mama je tylko zielone,np..kapustę

5.nie mogę powiedzieć jakie lubi słodycze,bo dużo lubi,
ale się odchudza i nie mogę określić

6.bardzo się denerwuje,kiedy czubek nabierki wpada jej do
zupy i nie lubi kiedy tata się kiwa na fotelu:)

7.'a moja się wkurza,kiedy ktoś z rodziny jest niegrzeczny
na przykład kiedy tata wyżera rybki z akwarium'
[sprawę muszę dokładniej zbadać]

8.w wolnym czasie najbardziej lubi przytulać się do taty:)

9.moja mama proszę pani bardzo jest zmęczona moim
rodzeństwem,bo tylko cały czas nas wychowyje
i wychowuje...głos kolegi :Antek, a nie macie lokaja,
żeby to robił?? [ ecchh..No nie, nie mają:)]

Po szybkiej analizie stwierdzam,że koniecznie należy zaopatrzyć się i w szafie mieć w pogotowiu sukienki na wodę:)[czuję oddech lata na szyi] i delikatnie sugeruję żeby..panowie,fotele zamienili na inny mebel:) jesli problem kiwania w rodzinie się pojawił..Nawet lokaja można nabyć..:)

P.S. słowa autorów nie uległy modyfikacji,wszystko to..
szczera..prawda:)


  Komentarze (1)   |   Oceń (4.8)   |   Skomentuj  


2008-05-26 17:13:11
Miłość Matki

"Miłość Matki nie potrzebuje
tyle snu co inni.

* * *

Miłość Matki sprawia,
że ludzie potrafią robić
rzeczy niemożliwe

* * *

Miłość Matki nie dba o to,
jak wyglądasz.
I tak uważa Cię za piękną

* * *

Miłość Matki jest jak powietrze.
Jest tak powszednia,
że nawet jej nie zauważasz.
do momentu,gdy dopływ zostaje odcięty..."

-Pam Brown-


P.S
Cudnej Miłości Wszystkim Mamom i ich Dzieciom:)

  Komentarze (1)   |   Oceń (4.8)   |   Skomentuj  


2008-05-23 11:06:28
wariacje wiosenne

Nauczyciele zabierają się za strajk, niech się buntują…może wyjdzie im to na dobre.Ale!!O planach oświaty dowiedziały się moje szare przestrzenie iii…zwariowały! Bez pozwolenia skorzystały z przedwczesnych wakacji, prośby i groźby z mojej strony nie pomagają,szaleju się głupie najadły czy co…? A może jakiegoś destylatu spróbowały…tajemniczego.Któż to wie..Zwoje się jakoś tak rozleniwiły,porozciągały się w tych swoich komórach na leżaczkach i pracować nie chcą. A ja powinnam je wyciągnąć za kołnierze w kierunku słowników i innych akcesoriów naukowych, żeby pracować sumiennie zaczęły,regularnością swoją zadziwiając mnie dnia każdego! Egzamin czeka i nikt za nie tej czarnej roboty nie zrobi,
książki w kącie leżą i ich nieśmiały szept już zamienił się w szloch,że porzucone i że z szarą otuliną z kurzu wcale nie jest im do twarzy:(( A szarości komórkowe jak te osły uparte…

Potraktuję je tą samą Bronią!Zobaczymy kto dłużej wytrzyma:)
I buntuję się przeciwko buntowi jaki urządzili ostatnio ci nieposłuszni szregowi! Uroczyście oświadczam,że od dziś nie przygotowuję dla nich śniadań, obiadów i kolacji[o innych ambrozjach zapomnieć mogą zupełnie!]A jeśli się nie poprawią,krany zablokuję i basta!(To są rady Broni;)

Tymczasem..idę podpiłować nóżki leżaczkom..
pa.


  Komentarze (1)   |   Oceń (4.8)   |   Skomentuj  


2008-05-20 02:14:03
Posiedzenie KGiGWiM w sprawie...

ECHO!!Szanowny kolarzu,znawco dróg gminnych i powiatowych oraz innych nawierzchni użytkowych,pocieszycielu odrapanych i posiniaczonych,jakże Ci się odwdzięczyMY [???],ci którzy
z niepewnością dziecka kręcimy ósemki na pobliskich parkingach,należycie rozgrzewając się przed kolejnym spotkaniem trzeciego stopnia z chodnikiem,krawężnikiem,
betonem(czy innym przedmiotem nieczułym na NASZE wdzięki.)My,którzy z wdziękiem otyłego słonia walczymy
z machinerią ospałą,która za nas decyduje,kiedy polec
na dowolnie wybranym fragmencie w celach
rekreacyjno-wypoczynkowych..Ocalasz nasze ciała przed zniszczeniem,błotniki przed okaleczeniem,kierownice przed skrętami niekontrolowanymi,a kieszenie przed katastrofą finansową:)Wdzięczni,za Twoje nieocenione porady i ufni,
że każda z nich, CO DO JOTY sprawdzi się w kontakcie MY-ROWEROWA RZECZYWISTOŚĆ,z troską o swoje zdrowie (fizyczne,a szczególnie psychiczne)-PYTAMY:
1.czy punkt pierwszy dotyczy także destylatu nestora
Twojego rodu
2.czy punkt numer dwa odnosi się do każdego rodzaju
butów z obcasem,czy w grę naszą wchodzą tylko szpilki dwunastocentymetrowe(prosząc jednocześnie o DODATKOWĄ
instrukcję obsługi,jak w czymś TAKIM wsiąść na rower
-gdyż ten punkt programu spędza żeńskiej części
zgromadzenia sen z powiek-i gdzie kupić można odpowiednie
-w kolorze i we wzorze-do obuwia rękawiczki...)
3.jakie ruchy zastosować,przy spotkaniu z obcokrajowcem..
(gdyż brak zorientowania w polskich praktykach może
stać się powodem ich rozczarowania w wypadku nagłego,
aczkolwiek nieumyślnego ataku ze strony wytrawnych rowerzystów)
4.Z pokorą prosimy o adresy szpitali,gdzie chirurgia
stoi na wysokim poziomie,w obawie przed późniejszymi
problemami natury estetycznej(ze smutkiem w oczach
i żalem w sercach stwierdzając,że nie stać nas na
operacje plastyczne po ewentualnym kontakcie z lekarzem
w stanie wskazującym na...*******)
5.Z powagą pytamy,czy mimo wszystko,baterie jednak
nie za bardzo ingerują w środowisko naturalne,proponując
w zamian korzystanie ze świeczek przykrywanych glinianym wazonikiem o rozmiarach 10.9 x 2.1 x7.3 cm
6.Pytanie zasadnicze:spowiadamy się przed wyprawą,
czy tuż po-szczególnie w wypadku większych obrażeń ciała
i uszczerbków na zdrowiu psychicznym..przypadkowo napotkanych przez nas ludzi?

Z poważaniem(w imieniu laików rowerowych,ciap okolicznych
i poszkodowanych w starciach)

członkini zarządu skołowanych,koleżanka k.to.

P.S.Petycja została wystosowana po uprzednio przeprowadzonej analizie problemów oraz tajnym głosowaniu na posiedzeniu Koła Gospodyń i Gospodarzy Wiejskich i Miejskich,które
to zgromadzenie ma w swoim herbie koło(jakie?każdy wie!)

  Komentarze (1)   |   Oceń (4.8)   |   Skomentuj  


2008-05-18 19:09:45
Tour de Hetmańska

Jechałam zupełnie 'PO LUDZKU',prosto nawet ,bez skrętów i zakrętów,spokojnie,na pewno nie przekroczyłam dozwolonej w mieście prędkości 50 km/h...nie mogłam..no nie!Jechałam rowerem...i nic nie zapowiadało,że jazda ta zakończy się tak boleśnie,żadnych znaków na niebie..chyba nawet chmur nie było;)
Kiedy znalazłam się na rondzie,przeprowadziłam rower przez pierwsze pasy,ale przy drugich chyba miałam lenia(przyznaję bez bicia),bo pamiętam(!)że podjechałam(z rozwagą:)pod krawężnik i kiedy znalazłam się na środku wysepki,nagle,jak ten nieporadny zwierzak,runęłam jak dłuuuuga na beton(jakim cudem,naprawdę NIE WIEM,może krasnoludek wykręcił kierownicę..albo meszki giganty wpadły między szprychy?nie pamiętam..)Leżałam i jęczałam,pierwsza myśl jaka przeszła mi przez głowę..'beznadziejna gapa'...druga:'maatkoo..jestem na środku skrzyżowania'.Rower chyba ważył w tym momencie tonę,bo podnieść się nie mogłam,dysząc i sapiąc walczyłam z machiną..w końcu udało mi się spod niego wygramolić.Zdołałam tylko zauważyć rozwalony łokieć i piękny wzór z kamyków i piachu na moich spodniach.
Dziarsko(jak na moje możliwości)wstałam i ruszyłam w kierunku kolejnego przejścia dla pieszych..ale dziiiiwny ten świat..w głowie zaczęło dzwonić i szumieć:( Wszystko dookoła rozmywało się i rozpływało..obraz zrobił się zamazany,jakbym patrzyła przez porządnie zabrudzone okno,momentalnie zaczęłam opadać z sił,zrobiłam kilka kroków,ulica zaczęła wirować i dziwny szmer zalał moje uszy..Strach zmieszał się z gorącym powietrzem,zdążyłam oprzeć rower o drzewo i wyciągnąć telefon..wybrałam numer..połączenie,ale mój organizm odmawiał posłuszeństwa, brakowało sił,żeby mówić,o logice i składności zapominając.
-Już dzwonię na pogotowie!usłyszałam w słuchawce..osunęłam się na chodnik.
Staram się nie panikować(ale tutaj strach wziął górę)bo odporna na ból nie jestem zupełnie..siedziałam sama przy drzewie i musiałam wyglądać jak pajac porzucony w kącie przez niegrzeczne dziecko..w mojej głowie tłukło się tysiąc pięćset siedemdziesiąt dziewięć myśli
-Co się ze mną dzieje?hhalo....tu ziemia..tu ziemia..
Głowa ciężka,przy każdym ruchu miałam wrażenie,że siedzę na karuzeli i zaraz...
..telefon:
-Musisz sama zadzwonić na pogotowie,oni chcą wiedzieć
co ci jest i gdzie dokładnie jesteś
Co mi jest..:(?właśnie..co mi jest...
dzwonię:
-Imię i nazwisko? Gdzie pani jest?
-Na rondzie,na skrzyżowaniu Głogowskiej z Hetmańską...
eeee...to nie jest Głogowska i tutaj zaczęły się pokrętne tłumaczenia,przerywane głębokimi westchnieniami(z obu stron słuchawki;)moja zdolność orientacji została wystawiona na próbę,opisałam najdokładniej jak mogłam okoliczne ulice i punkty charakterystyczne,a pan po drugiej stronie słuchawki stwierdził,że to Dolna Wilda jednak:)Czekam..cierpliwie,
obraz zaczął powoli wracać do normy..
Nagle pojawił się pan..z rowerem:) Czy coś się stało?
Co się dzieje?
-Nie wiem co się dzieje,nie mam zupełnie sił,ręka boli
Zaraz przyjedzie karetka..
-Musi sobie pani zmierzyć ciśnienie!!
-(??)Chyba jeszcze miałam kapeńkę zapasowych sił..bo pan zauważył moje zdziwienie.
-Może pan mierzyć co chce..przecież ja i tak nic nie wyczuwam...stwierdziłam zrezygnowana.Po fachowej obsłudze mojego nadgarstka przemiły mężczyzna stwierdził,że jest 'około siedemdziesięciu' i że on musi do pracy:)
Nie wiem ile minut jeszcze w samotności kontemplowałam swój beznadziejny przypadek,ale w końcu usłyszałam dźwięk nadjeżdżającej karetki..
Służba medyczna pierwsza klasa:)sprawdzili co trzeba,
zbadali jak należy,ciśnienie wzorcowe 120/80(dawno takiego idealnego nie miałam;)ciamajdę pocieszyli,papiery uzupełniać zaczęli..nazwisko? Gamoń..niee..Gamoniowa..tak będzie lepiej-pomyślałam ze wstydem,choć posłusznie podałam prawdziwe dane.
Transport do domu już czekał.Kochana koleżanka przerwała praktyki,żeby rowerową akrobatkę wyratować z opresji..
Pojawił się tylko mały problem,jak wpakować rower
w Cinquecento??W ciągu dwóch sekund wyrósł przed nami słusznej budowy,młody mężczyzna,który stwierdził,że po prostu,najzwyczajniej w świecie,za kilka chwil rower będzie w samochodzie..(?)miał rację,znalazł się,tylko na zakrętach fotel pasażera trochę za bardzo odchylał się do przodu,ale do domu było blisko,więc już bez rewelacji dotarłyśmy do upragnionego celu.Tego dnia grzecznie odpoczywałam,a rower zerkał na mnie z politowaniem;)

efekty : Rower cały,ja też,tylko stłuczony łokieć nabrał obcych kolorów(z przewagą barw wojennych),a na nogach pojawiły się piękne siniaki,jeden kształtem do złudzenia przypomina Australię,a trzy pozostałe jakieś większe wyspy..mam lenia,nie chce mi się sprawdzać w atlasie,co to może być..;))

  Komentarze (2)   |   Oceń (4.8)   |   Skomentuj  


2008-05-15 10:47:43
zamieszanie w szarych szeregach

Nie lubię być zaskakiwana,bombardowana w 'ciemnościach'
...zresztą,kto to lubi? Szaro robi mi się przed oczami,
a szarości przede mną rozrzedzają jakieś śmigające stworzenia(nie,to nie meszki;)Kiedy nagle,niepostrzeżenie,
z impetem dopada mnie nowa (oj,niech się tylko okaże niewygodna czy zła dla mnie)wiadomość..działając z siłą piły mechanicznej czy innego tępego narzędzia tnącego..
powoduje drgania całego ciała przy zbliżeniu,
nie wspominając o szczególnych efektach ubocznych przy spotkaniu twarzą w twarz..
Gorzej gdy wieść taka wpadnie z całą swoją mocą
w samiuteńki środek mojej głowy,w której i tak wiele
już skumulowanych 'cudownych informacji'..wtedy mam ochotę zafundować temu 'koledze'rundę na ringu..Wióry lecą,zęby zgrzytają i choć szare komóry i wszelkie łącza na linii się buntują...i tak muszą przejść po raz kolejny proces oswajania z 'obcym' w swoich szeregach..
Z daleka go obserwują,wymieniając między sobą szeptem
poglądy na jego temat..później zaczynają się podchody
i pierwsze podrywy..i nagle okazuje się,że 'obcy',
w odbiorze numer dwa nawet jest możliwy do strawienia,
można z nim uciąć dialog ciekawy..wnioski wyciągając odpowiednie,a po czasie (niekiedy) okazuje się być NAWET moim sprzymierzeńcem..

Tak mam..poproszę tylko o strzykawkę
z dawką'cierpliwości'..

  Komentarze (5)   |   Oceń (4.8)   |   Skomentuj  


2008-05-13 10:21:11
d z i e c k o

"Dzisiejsze nieśmiałe dziecko, to to,
z którego wczoraj się śmialiśmy.

Dzisiejsze okrutne dziecko, to to,
które wczoraj biliśmy.

Dzisiejsze dziecko, które oszukuje, to to,
w które jeszcze wczoraj nie wierzyliśmy.

Dzisiejsze zbuntowane dziecko, to to,
nad którym się wczoraj znęcaliśmy.

Dzisiejsze zakochane dziecko, to to,
które wczoraj pieściliśmy.

Dzisiejsze roztropne dziecko, to to,
któremu wczoraj dodawaliśmy otuchy.

Dzisiejsze serdeczne dziecko, to to,
któremu wczoraj okazywaliśmy miłość.

Dzisiejsze mądre dziecko, to to,
które wczoraj wychowaliśmy.

Dzisiejsze wyrozumiałe dziecko, to to,
któremu wczoraj przebaczyliśmy.

Dzisiejszy człowiek, który żyje miłością
i pięknem, to dziecko, które wczoraj
żyło radością."

-Ronald Russell-


P.S.
bo każdy dzień ma dwadzieścia cztery godziny...
i ten czas nigdy się nie powtórzy...

  Komentarze (2)   |   Oceń (4.8)   |   Skomentuj  


2008-05-11 16:36:18
dojrzeć i usłyszeć..

Każdy kolejny dzień to nowe relacje..nowi ludzie..nowe sytuacje,wyzwania.Nasze oczy są najlepszym aparatem fotograficznym,z możliwością zapamiętywania niezwykłych obrazów.Wpatrujemy się w siebie,poznajemy się.
Uszy to genialny dyktafon,doskonale zarejestrują dźwięki,
wychwytując każdą nutę..Wysłuchujemy i sami jesteśmy wysłuchiwani.Nasze życie to niekończąca się rozmowa..
Przeplatają się dialogi pełne goryczy i wyrzutów,smutków
i cierpienia z dialogami bogatymi w radość i słoneczne myśli,owiane błękitnymi wstążkami wspomnień i sentymentów..
Nasze słowa mogą wprowadzić w stan euforii i przygnębienia.
Co jest równie silne..?

Życzmy sobie, aby nasze oczy zawsze patrzyły na innych
z miłością,wypatrywały cierpliwie tego,co dostrzec czasami najtrudniej..aby nasze uszy były otwarte i z uwagą wsłuchiwały się nawet w nieśmiałe szepty, a nasze usta były jak brzeg studni, w której jest krystalicznie czysta woda..

.

pięknego dnia:)

  Komentarze (1)   |   Oceń (4.8)   |   Skomentuj  


2008-05-08 12:52:03
tabletka z krzyżykiem

Zażyta przeze mnie wczoraj tabletka pana Marka Zgaińskiego,doprowadziła moją głowę do porządnych zawrotów,lekkich drgawek [od śmiechu] i ogólnego osłabienia organizmu...ale co tam!Siła rażenia tej pigułki plus babska ciekawość sprawiły,że zajrzałam na strony www,aby się dowiedzieć więcej na temat tego SZCZEGÓLNEGO DNIA jakim jest Pierwsza Komunia Święta.
Chciałam i mam,dobiłam się,poległam w majakach.
Nie wiedziałam,że internet oferuje tak szerokie wachlarz porad w zakresie przygotowań np. menu(to jeszcze przełknę)ale...kiedy zaczęłam czytać porady dotyczące MODY KOMUNIJNEJ,otrząsnąć się nie mogłam..nockę zarwałam,mój stan się utrzymuje do teraz,dlatego muszę to z siebie w y r z u c i ć...
Czy wiecie,że w tym roku obowiązują (według znawców) suknie długie,drapowane,stylizowane na XIX-wieczną krynolinę(?)nie wspominając o klejonych haftach:) cała stylizacja skłania się(podobno;)ku wzorom ślubnym,jak zwykle zresztą..ACZKOLWIEK -i tutaj sugestia- należy pamiętać o tym,aby nie przesadzać z przepychem...
Rozważania na temat fryzur,wianków,butów,odzieży POkomunijnej dla małej damy czy młodego dżentelmena iii...dodatkowych dodatków..już nie na moją głowę,bo ręce mi drżą..nie wiem,czy ze śmiechu,czy może dlatego,że moje ciśnienie spadło i z impetem uderzyło o podłogę:(
Przy tym wszystkim drobne prezenciki,czytaj:piękny zestaw biurowy(z nożem w komplecie...podobno do papieru) czy aktówka..(dla aktywnych zawodowo) to pryszcz przy polisach ubezpieczeniowych czy lokatach w banku..


P.S.1 Dawka normalności tego dnia wskazana,na szczęście JEST,bo przecież nie wszyscy dadzą sie ogłupić wszędobylskimi reklamami,poradami i delikatnymi sugestiami..ale i od śmiechu zmarszczki pojawią się niepostrzeżenie..i będzie trzeba COŚ z nimi zrobić;)
Wtedy należy skorzystać z operacji plastycznych! kółko się zamyka.

P.S.2 Idę pogadać z moim ciśnieniem..wczołgało się pod łóżko.

  Komentarze (8)   |   Oceń (4.8)   |   Skomentuj  


2008-05-08 10:05:24
k a l e n d a r z

Lubię swój kalendarz..każdego dnia ma dla mnie nowe przysłowie,częstuje mnie nową myślą.I przyznaję,że niekiedy szybko odczytuję zdanie, ale też bardzo często przy takiej myśli zatrzymuję się na dłużej..

na dziś: Wada rośnie,kiedy miłość maleje.
-przysłowie chińskie-

Prawda.
Na szczęście możemy wiele,bo na pewno posiadamy zdolność zmiany takiego stanu:)Tylko chcieć..


dobrego dnia:-))

  Komentarze (3)   |   Oceń (4.8)   |   Skomentuj  


2008-05-05 01:25:56
para buch,koła w ruch..

Pogoda łaskawa była,
nawet przed wyjściem w teren nie musiałam
po raz kolejny;)sałatki"antydeszczowej" przygotowywać,
czarów odprawiać i wierszyków z rymami częstochowskimi powtarzać...
Postanowiłam w tym roku od zasad swoich odstąpić
(aby w tłum zbytnio się nie mieszać) i powędrowałam
-po raz pierwszy-tam gdzie większość ludzi na tym
terenie,o tej porze roku zmierzała,czyli do parowozowni..
Współtowarzyszka wyprawy stwierdziła,że nie będziemy
wciskały swoich cielsk w tłum największych fanatyków,
a znajdziemy miejsce bardziej ustronne.
Kobieca zdolność orientacji w terenie sprawiła,
że dwukrotnie przemierzyłyśmy tę samą drogę,zapominając
o utrudnieniach komunikacyjnych i tym sposobem zanim dotarłyśmy,musiałyśmy szerokim łukiem (dosłownie i w przenośni)ominąć miasto,żeby dobić TAM bez zbędnego wyczekiwania w nagrzanych samochodach
(nie wiem,czy cierpliwości brakowało tym czterokołowym
maszynom..czy może temperatura im się podnosiła,bo obrażone były,że oto nie one są dziś w centrum uwagi)?
Dzikich tłumów w naszym punkcie obserwacyjnym nie było,
ale musiałabym skłamać,mówiąc,
że było to obcowanie z przyrodą 'sam na sam'...
Biegłyśmy na złamanie karku,słysząc świsty i gwizdy tuż
pod nosem (a raczej uchem)i nagle moim oczom ukazała się potężnych rozmiarów machineria...czarna,spocona,
dysząca i gwiżdżąca ..
Trawa układała się w piękny kocyk,a że przywędrowałyśmy
ze śpiworem,rozłożyłyśmy się po królewsku..
Obserwowałam pociągi,piękne,dostojne.Przypomniało mi się dzieciństwo,kiedy w pobliżu torowisk szukało się jeżyn.
Lokomotywy paradowały niczym modelki na wybiegu,równo stawiając swoje bardzo zaokrąglone nogi na błyszczących szynach.Obserwowałam ludzi,którzy niecierpliwie wyczekiwali następnego przejazdu,pokrzykując czasami na kogoś,kto odważył się wejść w kadr.Podziwiam ich za siłę charakteru
i pojemność płuc,bo kiedy stali na moście,a lokomotywy przejeżdżały,regularnie karmiły osiłków sporą dawką grafitowo-czarnego dymu(oczywiście inni obserwatorzy
też zostali poczęstowani tym ciuchciowym specyfikiem).

Spokojną obserwację przerywały nam tylko mrówki,które
z zapałem wpychały się nieproszone na NASZ mięciutki śpiwór,doprowadzając koleżankę A. do szewskiej pasji...
Ja im się nie dziwię..słońce,błogi spokój(pomijając
wyjące maszyny)obezwładniający dym,luz majowy..
niech się pracowite stworzenia nacieszą:) kto jak kto,
ale przecież ONE mają prawo do dłuuugiego weekendu...

P.S. na zdjęciu: królowa polskich szos:)egzemplarz
majowo-szynowy..

  Komentarze (2)   |   Oceń (4.8)   |   Skomentuj  


2008-05-02 02:16:12
z dedykacją...

Kochana BaboJago!!

Widząc Twoją bezradność,spowodowaną sytuacją osłabiającą nawet konia:)więc tym bardziej działającą na piękną kobietę!)a także niemożnością wykonania czynności relaksacyjno-odstresowujących,spowodowaną niedogodnościami technicznymi(w postaci braku właściwego oświetlenia)..
Z całego serca,pragnę zadedykować Tobie ten tekst,ufając,że ukoi choć w stopniu minimalnym Twoje skołatane serce i uspokoi rozedrgane dłonie,abyś mogła nadal należycie wykonywać obowiązki powierzone Ci przez szefa. Wszakże teraz trudno o dobrą robotę ,a w dniu wczorajszym PREZES rozdał wszystkie etaty RadioMerkurowe i na nowe pozostało nam czekać przynajmniej do następnego 1-go maja...

W trosce o Twoją równowagę:)

Miejsce zdarzenia: Apteka

Atmosfera: gęstniejąca z minuty na minutę,klienci nerwowo przestępują z nogi na nogę..

Wystepują:
PaniCH, magister farmacji [mgrF], przygodni
obserwatorzy(nieme kino)

mgrF:(podając małe pudełeczko) To jest pani lekarstwo.

PaniCH: Ale ja muszę coś sprawdzić..czy w środku jest
ulotka

mgrF: ?!

PaniCH:No..bo ostatnio nie było ulotki (zaglądając do
opakowania..0ooOoo..NIE MA!

mgrF:Proszę pani, widocznie producent tego leku nie
produkuje ulotek

PaniCH: Ale powinna być..ostatnio też nie było:(

mgrF: (głos się zmienia na bardziej zdecydowany)
PRODUCENT NIE PRODUKUJE

PaniCH: ALE ja nie wiem później jak to brać..

mgrF: TO jest lekarstwo dla pani męża, tak?

PaniCH: Tak,zawsze to bierze

mgrF: I to jest lekarstwo na..(i tutaj mgrF wymienia rodzaj
dolegliwości,ale nie chcąc skłamać-pominę to
milczeniem- bo z nadmiaru informacji o konieczności
produkowania ulotek nazwa wypadła mi z głowy)

PaniCH: No tak,ale ja później nie wiem jak to brać

mgrF: Więc pani mówię JAK TO BRAĆ!

PaniCH: Ale ulotka powinna być,bo ja nie wiem co to za lek.

mgrF: (głosem raczej stonowanym,choć lekko ochrypniętym)
Mówiłam,że producent nie ....

PaniCH: ale ulotka powinna BYĆ,bo człowiek nie wie co mu
dają..czy jakieś narkotyki czy co....

mgrF:(chyba skapitulowała,bo usłyszałam świst opadających
z bezradności ramion)grzecznie podała kwotę do
zapłaty)

PaniCH: wychodząc z apteki..mruczała pod nosem: Ale te
ulotki powinny być..

* * *

Nie zdążyłam sprawdzić,czy w tej aptece technika
(odpowiednie lampy)nadąża za nastrojami ludzi,
bo byłam za bardzo zaaferowana sprawdzaniem,
czy w opakowaniu mojego leku jest ulotka..

P.S. BaboJago:) po wcześniejszych konsultacjach z Tobą
i tak cała drżę..w załączniku wysyłam: źródło wody(dla ochłody)-takie ciśnienie pomaga w sytuacjach patowych:)

  Komentarze (4)   |   Oceń (4.8)   |   Skomentuj  


2008-05-01 10:16:02
* * *

Ktoś,gdzieś,kiedyś powiedział że Przyjaciel to taka osoba,przy której można głośno myśleć...

Wypowiadać swoje myśli bez skrępowania..te słoneczne
i te gorzkie..pretensje do tego świata,wyrzucać z siebie
z prędkością światła,mówić o każdym swoim kolejnym kroku,
małych i wielkich marzeniach,wątpliwościach.
Krzyczeć,śmiać się,płakać...i znowu krzyczeć,śmiać się
i płakać..i..mieć świadomość że On to wytrzyma,że ZAWSZE będzie czekał,że cierpliwie będzie znosił moje humory i nigdy nie odtrąci,bo akceptuje mnie,ze wszystkimi moimi słabościami i wariactwami...


JEST.

  Komentarze (1)   |   Oceń (4.8)   |   Skomentuj  


2008-04-30 12:00:10
drzwi

Stałam przed drzwiami,tylko zgrzyt klucza w zamku dzielił mnie od wejścia,klucz wzorcowo został przekręcony w lewo-dwa razy chyba:)a drzwi zaklęte jakieś,to pewnie drugi zamek blokuje!Ponowna próba,drzwi milczą,a ja uprawiam monolog wewnętrzny..Seria dzwonków rozpoczęta!
Ciągłych,przerywanych,skocznych i głośnych..
podwójnych,pojedynczych,niektóre układają się nawet
w proste melodie,a drzwi ani drgną,na pewno KTOŚ jest po drugiej stronie..śpi?co się wydarzyło?Ten dzwonek jest tak przeraźliwie głośny,że sąsiadka zdążyła wyjść,ukradkiem sprawdzając co się dzieje..Panika w oczach,czarne scenariusze nawet w taką pogodę ładują się do mojej głowy..Drzwi swoją posturą w milczeniu przypominały,że są cięższe,większe.Popatrzyłam z politowaniem na swoje rachityczne nadgarstki:(w pojedynku siłaczy zero procent na zwycięstwo..skurczyłam się ze złości,stałam tak dobrych kilka minut,nie poddam się,musi być przecież jakieś rozwiązanie!Czwarte piętro..hmm..już kiedyś drabina uratowała sytuację..ale tak dluuugiej aktualnie przy sobie nie posiadam.
Kiedy zrezygnowana zastanawiałam się,czy nie zacząć dzwonić pod numery alarmowe,po raz kolejny nacisnęłam klamkę,pewnie,śmiało..drzwi ustąpiły,weszłam do mieszkania..błoga cisza,wszystko na swoim miejscu,poszkodowanych brak,ciśnienie wraca do normy:)

TYLKO sił zabrakło żeby mocniej nacisnąć klamkę...
Ile razy zapominamy o 'klamce',bo czasami trzeba z wiekszą energią zadziałać,wejść pewniej,a czarne scenariusze odłożyć na półkę..echh..

  Komentarze (2)   |   Oceń (4.8)   |   Skomentuj  


2008-04-29 11:58:59
drzewo i ogrodnik

"Drzewo miłości rośnie jedynie na ziemi pokory"
<św.Katarzyna ze Sieny>

Rośnie,bez względu na to,na jaką ziemię drzewo trafiło ..
Żyzną,urodzajną,czy może piaszczystą i słabą..
bo jeśli ogrodnik wie,jaka to gleba..wie jak ją pielęgnować
i wzmacniać, kiedy osłaniać roślinę od wiatru,jak nawozić,chronić przed szkodnikami..i co zrobić,
żeby zakwitły piękne kwiaty,ubierając drzewo
w delikatną,powiewną suknię..

I zawsze z niecierpliwością czeka na owoce..

A kiedy ogrodnik trafi na skały..i grube,powykręcane korzenie...

.



P.S.każdemu ogrodnikowi życzę pięknego Drzewa

  Komentarze (1)   |   Oceń (4.8)   |   Skomentuj  


2008-04-24 22:39:51
Rozdział XYZ

Rodzi się człowiek
Otwiera się nowa księga..
strony białe,gładkie,niezapisane..
Bez zbędnych zagięć i 'rogów'
Z czułością ich dotykamy..
Ale natychmiast dostajemy pióro,bez pytania o zgodę.
Zaczynamy pisać.

Notatki,akapity,przypisy,wyjaśnienia...setki skreśleń
i odnośników..Wszystko musi mieć jakiś kształt...musi.
Ile rozdziałów juz za nami? Skończonych..albo bez finału..
(do niektórych z nich wracam z rozrzewnieniem, o niektórych chciałabym zapomnieć...wiem,nierealne)
Bohaterów wielu,ale sami też u innych dostaliśmy role..
U wielu z nich mamy swoje stałe miejsce i wersety.
A może jednak ktoś roli nas pozbawił..?
Zajęcie bez wytchnienia,nie ma czasu na przerwę..bo tutaj przerw NIE MA,tylko bezustannie zastanawiam się,co o tym wszystkim sądzi Główny Recenzent..[?]

  Komentarze (1)   |   Oceń (4.8)   |   Skomentuj  


2008-04-23 02:37:36
lot..linie prywatne


"Każdy z nas jest aniołem z jednym skrzydłem,
kiedy chcemy pofrunąć,musimy się mocno objąć..."

Kiedyś..gdzieś..przeczytałam ten tekst,został w moje głowie..

Jeśli dwie osoby obrały ten sam czas i kierunek lotu..może być pięknie,ogrom wrażeń gwarantowany,tylko czasami jedno ciągnie drugie za bardzo ku ziemi..albo podrywa zbyt wcześnie lub zbyt wysoko do lotu...i pozostaje sprawa reklamacji..
(nie wspominając o lądowaniu..)

.

  Komentarze (3)   |   Oceń (4.8)   |   Skomentuj  


2008-04-21 00:56:14
przepis na DOBRĄ pogodę


Wchodząc do sklepu, wiedziałam,że wyjdę stamtąd z pełną siatą akcesoriów zielonych,czerwonych i nie tylko,a co za tym idzie,uboższa o kilkanaście złotych polskich...
ALE!nie spodziewałam się,ze z przepisem na LEPSZĄ pogodę:)
Raczej do skrytych,zamkniętych w sobie i zachłannych
[o skromności-wybacz!]nie należę,więc podzielę się tym przepisem..[wszystko dzięki uprzejmości i bystrości pana w sklepie,który stwierdził,ze TO WłAśNIE zimowo-jesienną aurę zagoni w kozi róg,żeby później w kosmos wystrzelić:)
Potrzebne oprzyrządowanie:
1.garnek- jeden egzemplarz[chyba że w trakcie gotowania,
uporczywy zapach spalenizny zacznie nawoływać,żeby natentychmiast z gara tegoż maltretowane zielone biedactwo wyciągać-można przygotować zapasowy]
2.deskę do krojenia [długość,szerokość i grubość według uznania-nie ma to wpływu na intensywność pogodowych-pozytywnych! doznań]
3.nóż lub noże[ w zależności,od ilości..osób zaangażowanych w przywoływanie tej milszej pory roku]
aa...i przyrządy mieszające-cokolwiek to znaczy:)

Produkty właściwe:
-brokuły [które należy Ugotować- NIE ROZgotowując przy tym:)
-pomidory [czerwone]
-paprykę świeżą-pomidorki i paprykę pięknie pokroić,absolutnie nie muszą być to równe kwadraty,chyba że ktoś bardzo lubi[ł] matematykę albo miarę ma 'w oku'
-ser mozarella- delikatnie potraktowany nożem,inaczej się zbuntuje i rozgnieciony do innej sałatki powędruje
-ser żółty-[nie jest konieczny-ale smaczku doda-je]
-szynka-od wyboru do..koloru-tylko żeby w barwy wojenne nie wchodziła-bo poźniej z żołądkiem będzie trzeba wojować
-sól, pieprz, majonez [od wersji dietetycznej,do bardzo kalorycznej]dodawane-jak to moja mama sugeruje-'na oko' choć ja 'na oko' nigdy nie próbowałam...może dlatego,że szkoda mi pieniędzy na pokulinarną wizytę u okulisty..

Produkty pokrojone [uprzednio umyte],włożone do miski[raczej wysokiej]-jeśli cokolwiek wypadnie z niej w czasie procesu mieszania,eksperyment się nie uda:( przyprawy dodawać cierpliwie, uśmiechając się co 12 sekund,recytując pod nosem

"znikaj plucho,mam cię dość,
mam ochotę dać ci w kość,
wiosny czas nastanie już,
kiedy w brokuł wbijam nóż.
nie zniechęcisz nas,o nie!
danie to przegoni cię!"

Jeść koniecznie w towarzystwie..szybszy efekt!

Do mistrza kuchni daleko mi,rzekłabym nawet,że nie wyszłam jeszcze z podstawówki;)przepis ten nadzwyczajny nie jest,może nawet często produkty takie wędrują do jednej michy..ale,zrobiłam,zjadłam i...pogoda poprawia się z dnia na dzień!..dlatego zatroskana o losy naszego kraju i nastroje społeczne,dzielę się z WAMI tym małym 'co nieco':)
Smacznego!
:-))

  Komentarze (6)   |   Oceń (4.8)   |   Skomentuj  


2008-04-18 13:08:57
motyl i skafander

M amy swoje marzenia
O które walczymy,z którymi budujemy nasz świat
T ylko życie często nie liczy się z naszymi planami
[w]Y bierając dla nas trudny scenariusz
L udzkie cierpienie
I akceptacja tego stanu
S iła miłości
K tóra potrafi zdziałać cuda
A kceptacja nowej sytuacji w otoczeniu
F runąć jak motyl...?
A le tylko oko tak potrafi
N ie przegrać w tej walce
D o końca być..
E fekt zamknięcia-życie w ciele,które staje się klatką
R ejestrowany świat tylko lewą powieką

P.S. film wywarł na mnie ogromne wrażenie,pokazując niewyobrażalne możliwości człowieka,polecam każdemu,kto jeszcze do niego nie dotarł..

  Komentarze (2)   |   Oceń (4.8)   |   Skomentuj  


2008-04-17 11:41:50
Jedenaście

Kiedy po szkole średniej wybrałam studia w Poznaniu,zupełnie nie zdawałam sobie sprawy z tego,co mnie czeka,w co się pakuję..Początek był trudny,oj cięzko było,chodziłam ulicami i ryczałam,wściekła na cały świat,że 'muszę siedzieć w tym glupim mieście
(a przecież nic nie musiałam),ze bliskich jak na
lekarstwo(albo jeszcze mniej),ze wszędzie daleko,ze ten durny(podobno roslinożerny) pies musiał pogryźć własnie mnie..że...że...
Przyjeżdzałam w poniedziałki krótko przed zajęciami,a w środowe wieczory juz spakowana z niecierpliwośćią czekałam na czwartek,żeby zwiewać po zajęciach na pierwszy mozliwy pociąg..
Ale na szczęście tylko początek był upiorny..bo nie siedziałam pod stołem,zamknięta na cztery spusty:)obserwowałam...próbowałam..nie zamykałam się na ludzi
(tych przecież potrzebowałam najbardziej).
Poznań zaczął zmieniać swoją twarz,koszmar zaczął się zamieniać w przyjemny sen..znalazłam tutaj swoje miejsce,spotkałam i spotykam wyjątkowych ludzi,oczywiście żeby za słodko nie było kopniaki od przyjaciela o imieniu 'Życie'tez regularnie i z pokorą przyjmowałam i przyjmuję..ale te kuksańce są tak naturalne jak oddech:)Osoby,które się pojawiły,któe są obok,zaczarowały to miasto,zakochałam się w nim,stało się dla mnie miejscem do którego cały czas wracam,już jedenaście lat trwa ten pokręcony'związek'..i nie zamierzam tego zmieniać,nie wspominając o zdradzie:)


  Komentarze (1)   |   Oceń (4.8)   |   Skomentuj  


2008-04-16 02:37:57
m e l o d i a

Dzień w biegu..każdy to doskonale zna,oto niespodziewanie,
w centrum tegoż dzionka wszystko co wydaje nieznośne dźwięki umilkło,hałas codzienności został zagłuszony szumem drzew..warczenie,szmery i bajery wydawane przez wszelkiego rodzaju machinerię zamieniły się w muzykę uroczą,miłą dla wygłodniałych uszu,takiego śpiewu ptaków jak dziś[poniedziałek:)]dawno moje ucho nie zarejestrowało,
nie mam pojęcia ilu śpiewaków liczył chór.. i choć wiem,że każdy grał swoje przedstawienie,w piękną całość się to komponowało
..brawa dla Kompozytora:)
A ja stałam tylko na skraju lasu,trwaj melodio..trwaj..


P.S.zapraszam wszystkich na TAKI koncert:)każdego dnia,najlepsze miejsca[wybór ogromny],wstęp wolny..
wrażeń nie można zatrzymać w klatce:)


  Komentarze (3)   |   Oceń (4.8)   |   Skomentuj  


2008-04-15 00:35:13
jak powietrze...

Bardzo często przychodzi jak najmniej spodziewany gość..wkracza śmiało w nasze życie,nokautując największych twardzieli,przewracając świat do góry nogami..
Ale czasami ma inny plan:stuka cichutko,cierpliwie nadsłuchując kiedy otworzą się drzwi i będzie mogła wejść..

Nie złamie Jej żadna pogoda,mróz,roztopy,plucha jesienna czy obezwładniające upały..przychodzi do każdego o innej porze dnia,wybiera inną godzinę,miejsce..
Kiedy już JEST, należy Ją z czułością pielęgnować,walczyć o Nią,wsłuchiwać się w Nią..i codziennie uczyć się Jej na nowo..

Miłość ma wiele imion..
Otworzyć się na Nią,dawać i czerpać..uczę się tego każdego dnia...

  Komentarze (5)   |   Oceń (4.8)   |   Skomentuj  


2008-04-14 10:17:12
niespodziewanka

Noc była krótka..pewnie od nadmiaru wrażeń:) pięć i pół godziny snu po wczorajszym dniu to chyba trochę mało...
ALE!otworzyłam prawe oko,lewe nawet też,pierwsza myśl"czy mogę ruszyć nogami:)"hmm...mogę!!co więcej, nie mam zakwasów,wcale..nic a nic...to jest niemożliwe wręcz! bo w czasie drogi powrotnej byłam przekonana,że organizm po takiej dawce wysiłku odpłaci się pięknym za nadobne.A tu niespodziewanka!Może tylko moje siedzenie troszkę jakby przyciężkawe(ale przecież grawitacja działa cały czas;)I boli lewa dłoń..ale to tylko wynik otwierania upartych butelek,BUTELKA-rodzaj żeński:)..więc opór to tylko część naturalnych zachowań:)

Wiem,że gdyby nie pomoc pewnych osób...droga do domu mogłaby wyglądać zupełnie inaczej...OGROMNE DZIĘKI KOCHANI!Dawno nie czułam się tak dobrze po wysiłku fizycznym...to na pewno magia wczorajszego dnia i obecność wyjątkowych osób stała się najlepszym balsamem i promieniuje nawet w odległości kilkudziesięciu kilometrów od Poznania;)

P.S tylko zdjęć z rajdu dodać nie mogę:(..komputer się buntuje,wymysla...cóż,facet tez ma prawo:)muszę znaleźć na niego sposób..

  Komentarze (4)   |   Oceń (4.8)   |   Skomentuj  


2008-04-13 23:56:26
R jak...radość

I ja tam byłam,wOdę i miód wypiłam..
Piszę siedząc:)a w tym momencie najbardziej boli mnie podniebienie...

Niebo uraczyło nas wszystkim po trochu,najpierw słońce nieśmiało dawało o sobie znać,żeby potem pokazać się w pięknej złotej sukience,choć deszczyk(niech mu będzie ze wiosenny:)też nie pozwolił o sobie zapomnieć...tor był z najprawdziwszymi przeszkodami,od dziur w drogach:)po ogromne, błotne kałuże.Nie ułatwiało to takiemu "rowerzyście" jak ja trasy..ale dziury muszą być!jako równowaga dla terenów wyższych:)
Liście w promieniach słonecznych w zawrotnym:)tempie rozwijały swoje schowane,zielone pąki..ptaki niespokojnym krzykiem(szczególnie w drodze powrotnej)dawały o sobie znać..a drzewa w pięknym ukłonie witały nadjeżdżających.
Obcowanie z przyrodą,poznawanie nowych terenów, to niezapomniane przeżycie...ale jaką magię ma w sobie zgłębianie tajemniczych zakątków,które tkwią w nas samych,poznawanie siebie samego dzięki bliźniemu..
Taki czarowny i "miodny" dzień mam za sobą..czas niezwykłych spotkań,wsłuchiwania się w drugiego człowieka..pokonywanie własnych słabości,ograniczeń,ułomności...nie ma mnie bez drugiej osoby...Dziękuję za WSZYSTKICH,których dziś spotkałam na swojej wyboistej drodze..

P.S.'Przewodniku' Najmilszy..ukłony głębokie..reszta niech pozostanie milczeniem..

  Komentarze (0)   |   Oceń (4.8)   |   Skomentuj  


2008-04-12 21:50:38
środki Loko[e]mocji

Powtarzać się będę,bo nie mam innego wyjścia;)ale co tam! potwierdzę tylko swoją teorię..tylko nogi są niezawodne:)

Piątek-szczyt komunikacyjny ,radiowcy uprzejmie informowali,trąbili..ale ja niewzruszona[ale blondynki-i to na dodatek ciemne-podobno tak mają..]wyjechałam w teren czterema kółkami,po dwóch kilometrach,samochód zaczął się dusić,prychać,kichać-był najedzony...więc o co mu chodzi? W myślach prosiłam go,żeby tylko dojechać do upragnionego celu,ale kto baby będzie słuchał[?]-przy targach stanął jak ten muł uparty..[podziwiam cierpliwość współtowarzyszy drogi-ale NIKT nie zatrąbił]Po krótkiej rozmowie "sam na sam"[jakże wymownej]dał się przekonać,choć z oporami dojechał do celu..droga powrotna,choć spokojniejsza,usłana znowu dzikimi korkami..nie wiedziałam ze to dopiero początek
loko[e]mocji..

..bo za chwil kilka..wsiadając do tramwaju numer czternaście,z lenistwa[chyba]skasowałam od razu dwa bilety..15+15=30:) dojadę,pomyślałam..ale tak szybko jak pomyślałam,tak szybko zostałam wyprowadzona z błędu "ten bilet jest ważny tylko na piętnaście minut-powiedział już na kolejnym przystanku z zawadiackim uśmiechem kontroler ..nie wolno kasować dwóch biletów jednocześnie"-masz babo durna placek!!:(nie wiedziałam!naprawdę nie wiedziałam..Ale nie byłam w najgorszej sytuacji,bo obok mnie stały osoby,które musiały się zdecydować,kto z nich jest szczęśliwym posiadaczem biletu,a kto poda swoje jakże cenne dane,ale chyba w końcu wersja została ustalona:)bogatsza w informacje wybiegłam z pojazdu,żeby kupić kolejny zielony papier..biegiem marsz,przez torowisko,do kiosku,wolne okienko,bilet kupiony,w tył zwrot.."mój" tramwaj właśnie odjechał..a za nim i kolejny w tym samym kierunku.Nie wiem do jakich parametrów w takich sytuacjach skacze moje ciśnienie,ale bardzo mnie mobilizuje,bo zaczął się wyścig z maszynami,zdążę?nie zdążę?Przejścia dla pieszych:(czerwone?zielone? czerwone? zielone!!!lotem błyskawicy;)w zimowej kondycji,pokonałam 3 przejścia i wsiadłam do..tramwaju numer czternaście:)

tylko w sobotę..samochód mój po nocnych przemyśleniach,[osioł!kapryśny bardziej niż pogoda]obraził się chyba na mnie..może dlatego,ze wsiadałam do niego jako kierowca od strony pasażera?A może dlatego,ze przez noc prawie utonąć mu pozwoliłam? Hmm...po pięciu kilometrach jazdy i godzinnym postoju uraczył mnie widokiem cudnym:)[dla mnie zgubnym] flaak...a jak! Potrafi gość dobić...

Nogi,cudne nogi,czym by bez nich był ten świat..jutro wsiadam na rower...

  Komentarze (0)   |   Oceń (4.8)   |   Skomentuj  


2008-04-10 21:55:37
kolory dzieciństwa

Echh...po tych "jabłoniach kwitnących" jakoś tak się sentymentalnie na sercu zrobiło,myślami powędrowałam do czasów dzieciństwa..kolorowe było i smaczne takie:)

..nieprzyzwoicie zielono-wrzosowe,bo często witałam się z lasem,choć nikt tam mnie za karę nie zostawił:)

..żółte,bo kaczeńce zasłaniały łąki swymi słonecznymi sukienkami

..krystaliczno-przezroczyste..bo woda z babcinej studni smakowała najbardziej na świecie,choć dziś studnia osamotniona jakaś

..złote od zboża,które rosło tuż za płotem i zapraszało nas swoim szumem

..wierzbowe..bo miałam 'swoją' wierzbę ulubioną,na którą wdrapywałam się z koleżankami regularnie,dziś drzewa juz nie ma..

Mnogość barw ogromna,wyraźnych,niepowtarzalnych.Teraz też mam swoje kolory,wiele się zmieniło,bo czas niekiedy zmienia odcienie,niektóre wyblakły,inne nabrały intensywności..ale każdego dnia życie wręcza mi pędzel..dziękuję i proszę o więcej:)

  Komentarze (2)   |   Oceń (4.8)   |   Skomentuj  


2008-04-10 11:42:16
rozBawiona wyobraźnia

"Humor na wagę złota"...okazuje się,ze nawet w pracy:)
Czytając dziś o tym,w oko moje 'wpadł' ciekawy akapit,informujący zagonione spoleczenstwo,ze pracownicy firmy "Google"[jednej z najlepszych firm w USA]mają genialne rozrywki odstresowujące...w wolnym czasie mogą grać w piłkarzyki, odpoczywają w hotelach..upss..przepraszam..fotelach:), grają w hokeja,a niektórzy...budują wielkiego dinozaura:)
Pomysły piękne:)nastrój zapewne poprawiają, ilość adrenaliny może też trochę podnoszą,uwalniają pokłady energii pozytywnej...hmm...wyobraźnia moja pobudzona tym tekstem,działać zaczęła i obraz w głowie natychmiast namalowała:
-policjanci..budujący z klocków ZOO przy drodze [na ten przykład miedzy pięćdziesiątym a sześćdziesiątym mandacikiem]
-nauczyciele..na przerwach-krótkich,grający w hokeja z uczniami
-politycy...hotele..fotele;)?
-sprzedawcy..może krótka przerwa taneczna
-kierowcy..piłkarzyki na parkingach?
-urzędnicy..[im zdecydowanie przydałyby się masaże!]

Byłoby pięknie..może należałoby pójść wyżej,zastukać do polityków i zasugerować,żeby TAKIE rozrywki w pracy stały się obowiązkiem,moze uchwałe jakąś sporządzić by mozna..

P.S.ciekawe jak odstresowują się w pracy nasi kochani radiowcy:)))??
P.S. numer dwa-pozdrowienia dla wszystkich pracujących i leniuchujących[z własnej woli czy też tych przymuszonych okolicznościami przyrody:)]

  Komentarze (3)   |   Oceń (4.8)   |   Skomentuj  


2008-04-09 01:56:52
bolid kontra moździerz

Kubica gna jak szalony, nikt za nim nie nadąża...nikt
i nic...nawet słowniki nie przewidziały nagłego zwrotu akcji
i skoncentrowania się nad słowem 'bolid'.. cóż,można westchnąć głęboko,słownikom otuchy dodać..zawsze można stworzyć nowe wydanie,uzupełnić braki...a język, jako stwór żywotny bardzo,tak czy siak pójdzie swoją ścieżką i znów nas zaskoczy..

I tutaj ciąg dalszy [o języku]- cudacznych "potyczek słownych"...
Dawno temu to było..a może nie tak dawno,o szkole podstawowej tu mowa,jak już ustalę datę,dookreeślę:)]znałam ludzi,którzy potrafili nadać słowom nowe znaczenie,wierząc, ze ich własna teoria jak najbardziej odpowiada rzeczywistości..

Sprawa wyglądała następująco:
Lekcja języka polskiego, omawialiśmy niezrozumiałe słowa [nasza klasa była społecznością wyjątkowych talentów- nauczycielka regularnie wypisywała "poetyckie teksty " do szkolnej gazetki]
Padło pytanie-moi drodzy, kto mi powie,co to takiego "moździerz"?
Do odpowiedzi natychmiast wyrwał się kolega,który zazwyczaj robił na lekcji wszystko,żeby podnieść komukolwiek..ciśnienie..
-"Ja wiem!pszepaniii..."-krzyknął
-Hmm..taaaaaak? słucham odpowiedzi..-nauczycielka była wielce zdziwiona jego postawą
-Skupienie malowało się na jego twarzy"-Bo nasz pan dyrektor zawsze na apelu mówi do nas :DROGA MOŹDZIERZY"....
Łatwo można sobie wyobrazić reakcje kobiety.. uczniowskiej nie wspominając..Ale! prawdą jest fakt,ze ten kolega "prawie" miał rację,bo nasz kochany pan dyrektor mówił wyjątkowo niedbale,z "kluchą w gardle",a przy ówczesnej jakości mirofonów,echh..szkoda gadać..
W ten oto nieskomplikowany sposób moździerz zyskał na popularności..szczególnie w pokoju nauczycielskim...

I jak tu nadążyć za językiem...?

  Komentarze (0)   |   Oceń (4.8)   |   Skomentuj  


2008-04-08 02:21:22
M.

M oże wiele,mimo swej niemocy
A nioła łagodność na twarzy
G dy patrzy..niewinność spojrzenia rozbraja..
D obre,małe dłonie...
A z jej oczu zawsze bije ciepłe światło
L ubi spacery,choć nigdy sama nie przejdzie paru metrów
E ntuzjazm w każdym jej słowie
N aturalna zdolność przyciągania ludzi
A LE...no właśnie...jest jedno smutne ale...jej nieodłącznym kompanem jest wózek inwalidzki..chyba od zawsze.Poznałam ją kilka lat temu,nasz kontakt urwał się,teraz po długim czasie spotkałyśmy się na ulicy,przypadkiem [?]..
poznała od razu
Nie zmienia się wcale,twarz jasna,promienna,
'akumulator pozytywnej energii',źródełko..z którego można czerpać..

Podobno Pan Bóg zsyła nam anioły..Ona jest jednym z nich..

  Komentarze (1)   |   Oceń (4.8)   |   Skomentuj  


2008-04-07 02:00:21
taniec na ..drodze..

Ponoć taniec popularny jest dzisiaj...na różnych nawierzchniach...

Niedzielna szosa wcale sucha nie była,wręcz przeciwnie..pogoda nie rozpieszczała wielkopolskiego nieba wcale:(regularnie częstując nas dawką deszczu"troszkę wiosennego"
Przede mną niecałe sto kilometrów do pokonania..
Entuzjastycznie,aczkolwiek!..z rozwagą-wyjechałam z parkingu,kierując się rozanielona ku cudownie roz-rytej,roz-kopanej drodze, ubogaconej w żółte....nie nie..to nie były słoneczniki-(za wcześnie na nie)-większe troszeczkę od tych pięknych kwiatów zgrabne kopareczki:)
Pierwsze trzydzieści minut upłynęło na tradycyjnej,płynnej, zmianie biegów,hamowaniu i przyspieszaniu:)niestety nie cała jazda była tak błoga..
Chyba na trzydziestym kilometrze (nie podam niestety z taką dokładnością jak to czynią dziennikarze radiowi) błogość jazdy zakłócona została bezczelnie...
Nagle z przeciwnej strony zauważyłam zbliżającego się stwora czterokołowego,pędzącego z zawrotną prędkością środeczkiem jezdni...
Myślę,że bardzo chciał towarzyszyć temu,który dokładnie jechał obok niego-tylko przepisowo prawym pasem..
Tak więc były dwa, ten 'nadprogramowy' na zakręcie zaczął dziwnie tańczyć,jak wąż po setce[choć nie wiem czy te piękne zwierzęta bywają pijane]. Już był tuż obok, już witał się ze mną...kiedy nagle wielkopolska droga obdarzyła mnie kawałeczkiem pobocza..odskoczyłam jak oparzona[to był błyskawiczny skok w bok] a "tancerz" pomknął dalej..Stałam jak wryta, zastanawiając się czy już mogę jechać dalej,czy aby nie zaatakuje mnie na "cofanego"..Przeproszę swój rower i wsiadam na niego...będę jeździć lasami!

Ja dziękuję za takie towarzystwo na drodze:(niestety,wiadomo,ze takich 'miszczów' mamy wielu.. Zastanawiam sie tylko, czy ten 'szanowny użytkownik' nie porachował komuś kości w dniu wczorajszym...może powinien zapisać się na kurs tańca..?

  Komentarze (0)   |   Oceń (4.8)   |   Skomentuj  


2008-04-04 03:02:45
ćma w skarpetach

moj zegar biologiczny trzeszczeć zaczął,nagle się zaciął i zwariował zupełnie...
do tej pory [po wykonaniu uprzednio odpowiedniej ilości testów psychoana..itd.] wszystko wskazywało na to,ze typowym ptaszyskiem nocnym jestem,co to w nocy polki i inne harce ludowe odstawia,po to żeby dzień-przynajmniej później zacząć, ale!! hmm...teraz to już nic nie rozumiem- bo nie dość,ze nadal chodzę spać o porach trudnych do nazwania 'normalnymi', to na dodatek wstaję skoro świt;)...żeby "babiego" słuchać..

uzależniłam się od WAS, opletliście mnie swoją srebrną, delikatną,babioletnią pajęczynką..
dzięki za to ,ze JESTEŚCIE:)


idę spać:) dobranoc

P.S. jedno pytanie jeszcze..co powstaje z takiego
MI[X]KOWRONKA Z SOWĄ?..jakaś..ćma w skarpetach?

  Komentarze (0)   |   Oceń (4.8)   |   Skomentuj  


2008-04-03 11:56:10
NOgi

ROWER jest genialny, podobnie jak pan Sławek,kocham ten środek LOKO[e]mocji,choć korzystam z niego "spokojniej";)
znaczy z mniejszą częstotliwością i na pewno mój rower nie "zobaczył" tyle co Sławkowy.
POCIĄG musi być...do czegokolwiek..żeby czuć prawdziwie,że się żyje:)
Ale...dla mnie osobiście, najbardziej niezawodne są NOGI
-takie,bez żadnych dodatków wspomagających,typu :gaz,hamulec i inne pedały..
Tak,nogi które zaniosą wszędzie - bo przecież rowerem wszędzie nie da się wjechać;)o każdej porze dnia i nocy nawet! Nawet jeśli mamy wrażenie,że dalej już się nie da...okazuje się że jednak można,parę kroków..dalej..

Taaa..jakoś wątek mi się skończył...bo moje nogi chcą dalej,gdzieś tam..iść,może później dokończę,składnie jakoś..

  Komentarze (1)   |   Oceń (4.8)   |   Skomentuj  


2008-04-02 19:57:22
'Nawrócony'

Hmmm...przeglądając dzisiaj zdjęcia ze szkoły podstawowej,przypomniała mi się pewna sytuacja,związana z papieżem:

Na pytanie nauczyciela:
-"Jak nazywał się św.Paweł przed nawróceniem?"wyrwany do odpowiedzi kolega (wyraźnie zdezorientowany i lekko zaspany:) bez zastanowienia chlapnął..
-noo jak?..Karol Wojtyła:)
klasa ryknęła smiechem,kolega (przebudzony)w ciągu kilku sekund zdał sobie sprawę z tego co powiedział, ale za to poznaliśmy tajemnicę przeszłości naszego kochanego papieża;)

Dziś sama często mam kontakt z większą grupą dzieci,oto [bez korekty i zbędnych opraw]co one sądzą,zapytane "kim jest papież"?

-'Papież to pan, najczęściej jest to mężczyzna i ma dziwne auto-i to nie jest limuzyna- i w rocznicach jest w Rzymie'

-'jest dla całego świata i nawet pojechał do Włoch'

nikt nie potrafi być tak spostrzegawczy jak dzieci...prawda? :-)

  Komentarze (1)   |   Oceń (4.8)   |   Skomentuj  


2008-04-02 01:18:12
WYJĄTKOWY OJCIEC

Jego oczy przypominały dwa spokojne jeziora,po brzegi wypełnione Miłością

Dłonie,choć już schorowane,...delikatnie głaskały głowy ludzi...

Jego serce biło w sercach wielu...

Twarz,jak niebo w pogodny dzień,przypominała, że jest Ktoś jeszcze,ponad tym wszystkim...

Jego słowa, choć czasami surowe,ale sprawiedliwe..jednoczyły ludzi...

Kochał ludzi miłością bezwarunkową, bo Miłość była sensem Jego życia..

taki obraz został w moim sercu..i mam nadzieję,ze czas tego obrazu nie zatrze,nie zasłoni pajęczyną niepamięci,mimo tego,że już trzeci rok mija od momentu śmierci tego Wyjątkowego Ojca..Jana Pawła II..


  Komentarze (0)   |   Oceń (4.8)   |   Skomentuj  


2008-04-01 02:27:56
nocne gadanie...

Tak..wiem, niektórzy pomyślą że spać nie mogę,nic z tych rzeczy,zaraz zanurkuję w poduchę,tylko dokończę kakao:)
Lubię czasami usiąść w nocy w cichym mieszkaniu,kiedy dom śpi...tylko wtedy tysiąc myśli plącze się po mojej głowie.....

-ile osób w tym momencie pracuje?
-ilu śpi
-ilu się kłóci...
-ile osób je śniadanie
-ile dzieci się w tym momencie rodzi
-ilu spełnia swoje najskrytsze marzenia..
-ile osób cierpi..
-ilu podejmuje najważniejsze decyzje w życiu..
-ile osób płacze
-ilu czuwa nad bezpieczeństwem innych
-ilu jest bez dachu nad głową....

mogłabym tak siedzieć i wyliczać....
czasami tak mam..siedzę i myślę..a wydawałoby się,ze cisza błoga dookoła..że nic się nie dzieje.....

  Komentarze (0)   |   Oceń (4.8)   |   Skomentuj  


2008-03-28 11:06:47
imienin ciag dalszy..

Wracając do dzisiejszych imienin...nie możemy tez zapomnieć o Gedeonie i Malkolmie:)

dużo słońca wszystkim świetującym:)

  Komentarze (0)   |   Oceń (4.8)   |   Skomentuj  


2008-03-28 10:35:17
początek....

Hmm...trudno zacząć,ale jakoś trzeba:) witam wśród radiomerkurowych blogerów,mam nadzieję,że....echh...skupic się nie mogę bo reklamy mi tu puszczają..nooo.."nie daj się zakopać w górze smieci"..i jak tu pisać;-))


  Komentarze (0)   |   Oceń (4.8)   |   Skomentuj  



autor: k.to

o mnie
kontakt
prawa autorskie

<<   Maj 2018   >>
pnwtsrczptsoni
1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31
MóJ KawAłeK nIEba

najnowsze wpisy

    błyski z dyski
    o Tobie..
    * * *
    przepis na szczęście
    auto-mani(a)ek..mańka..
    w ciszy....
    rozgrzewka
    Rajdowe stuk..puk..
    o dzbanku i mglistym poranku..
    FujArki i inne stworzenia