OCENA: 5 O dzieciach, troszkę  
  Kategorie:  O dzieciach, troszkę | Po co pisać bloga? | Skomentowane | Z archiwum pamięci |

2010-06-14 13:23:00
Retoryka dziecięca

Coraz częściej myślę sobie, że wychowywanie dzieci to iście syzyfowa praca.

Ustalasz zasady i jesteś jedyną osobą, która ich przestrzega, bo cała reszta otaczającej Cię ludzkości ma swój pogląd na wychowywanie Twoich własnych dzieci.

W rezultacie, o ile dobrze pójdzie stajesz się "pozytywnym wojownikie, który na ringu pozostaje sam", ale mnie to jakoś nie pociesza. Zwłaszcza, że przymiotnik "pozytywny" pozostaje tylko chcąc pozostać wiernym słowom piosenki.

Jedną ze świętych zasad wpajanych moim dzieciom, jest w miarę poprawna polszczyzna. Czytam, puszczam wartościowe bajeczki czytane przez świetnych aktorów, poprawiam, pokazuję wzorce, proszę, błagam, namawiam, rwę siwe włosy z głowy, a dziecię przynosi mi z przedszkola taki oto wytwór:

Wpadła bomba do chałupy
Rozwaliła dzieciom pupy
A dziad myślał, że to smalec
I do pupy wsadził palec

Możesz sobie oczywiście wyobrazić, że ze słowem "pupa" to oficjalna wersja dla dorosłych.

Ręce opadają!

  Komentarze (8)   |   Oceń (5)   |   Skomentuj  


2010-06-13 12:06:07
Stary Donald

- Stary Donald faurme miał, iaia o! - zaintonowała młodsza.

- Farmę - sprostował ojciec.

- Farbę? - zdziwiło się powokacyjnie dziecko.

- Farmę! - ojciec powtórzył dobitniej.

Młodsza pomyślała, posapała, do łazienki poczłapała. Po chwili wychynęła z niej ze szczoteczką do zębów w buzi z pytaniem, któro pozwoliło białej cieczy wydostać się na zewnątrz razem ze słowami:

- Tata ...... Co miał stary Donald?

- Wrzody - odpowiedział zniecierpliwiony znawca słynnego farmera.

  Komentarze (10)   |   Oceń (5)   |   Skomentuj  


2010-06-08 18:50:58
Duma

- A ja już nie płaczę w przedszkolu, prawda mamo - chwali się przed starszą młodsza.

- Prawda, bo jesteś dzielnym zuchem - chwalę ją.

- I wiem, że przyjdziesz po mnie o 14:00 - dodaje dumnie.

- Oo, a skąd wiesz, że o 14:00? - dopytuje starsza.

- Pewnie pani jej powiedziała - podpowiadam widząc szczwaną minkę malucha.

- Taaak - śmieje się zadowolona, ale dopiero po chwili dowiaduję się dlaczego. Jesteś baardzo bystra - dodaje.

A ja pęcznieję z dumy! No dobra, tak naprawdę żołądek mnie boli, ale co będę dziecku przyjemność z komplementu psuć.

  Komentarze (0)   |   Oceń (5)   |   Skomentuj  


2010-06-07 12:26:19
Kaktus

Budzę się rano skoro świt o dziesiątej, patrzę, a w moim łóżku pasażer na gapę.

Starsza, zwinąwszy się w kłębek, udawała, że jej tam w ogóle nie ma.

Wtuliłam się w jej plecki i zaczynam poranną serię łaskotek, mizianek i przytulanek.

Mała chichocze w poduszkę, bo przecież jej tu nie ma i nie może jawnie.

Ujawnia się dopiero po chwili, kiedy łapię ją w gardę, zaplatając wokół niej lewą nogę. Tego już jest za wiele, więc słyszę zniecierpliwione:

- Weź tę kakusową nogę, bo mnie całą podrapiesz.

Noo, wiecie państwo!

  Komentarze (0)   |   Oceń (5)   |   Skomentuj  


2010-05-31 20:12:37
Ze słodyczy najlepszy śledź

- Lubisz owocki - przypominam młodszej. Lubisz przecież jabłuszka, bananki, cytrynki, arbuzy, .....

- I jeszcze kiwi lubię i truskawki - przypomina sobie. Ale warzyw nie lubię.

- Lubisz, lubisz - indoktrynuję - a kukurydzę, ...? - nie zdążyłam z dalszą wyliczanką, bo młodsza wpadła mi w słowo:

- i mięsko, i rybkę, i kanapeczkę, i kakao ze słomką, ......

  Komentarze (0)   |   Oceń (5)   |   Skomentuj  


2010-05-31 10:40:11
Obiad

Młodsza po długim grzebaniu w talerzu, wreszcie go zmęczyła (obiad nie talerz, choć myślę, że i on miał dość; tak samo jak ja i mój mąż), starsza natomiast nabrała ochoty na figle.

Zaczepiała młodszą, wierciła się przy stole i kładła na kanapie, że nie wspomnę o słowotoku, którego dostała.

Z rozpędu nawet ułożyła jeden wers piosenki, który, mimo już dość wysokiego poziomu wkurzenia, przyjęliśmy spontanicznym rechotem:

- Taataa i jego pyzata facjata! - zaintonowało dziecię i na tyle mu weny starczyło, ale rozbawiła nas tym do łez.

Kiedy ostatnio słyszałeś słowo "facjata"??

  Komentarze (0)   |   Oceń (5)   |   Skomentuj  


2010-05-17 09:40:51
Poznawanie świata

Dzieci poznają świat nawet bez konieczności opuszczania domu. Wszędzie ich pełno, wszędzie wśibiają swoje małe zadziorne noski i do wszystkiego wkładają paluchy, często z niechcianym skutkiem, jako efekt końcowy.

To bywa niezmiernie irytujące, zwłaszcza kiedy próbujesz ustalić granice mówiąc: to moje - nie rusz, to twoje - ja nie ruszam, a potem i tak widzisz przeryte szuflady, powyciąganą biżuterię i swoje majtki w szufladach na bieliznę dziecięcą.

O jakiejkolwiek intymności możesz zapomnieć. Dzieciaki widzą i słyszą wszystko bez supernowoczesnego sprzętu. Inwigilacja na najwyższym poziomie.

Dłubiesz w nosie - zaraz lecą i grożą palcem, puścisz bąka -musisz przepraszać wielokrotnie i bić się w piersi, jeśli tego nie zrobiłeś wcześniej lub składać pisemne odwołanie od jawnych oszczerstw.

Nawet choroba któregoś z członków rodziny nie gasi w moich babuchach - wścibuchach chęci poznania. I mają przewagę, bo człowiek ledwo żywy, powalony wirusem żołądkowym nijak bronić się nie może.

Jedyny zryw, na jaki go stać, to zryw w jedynym słusznym kierunku. Potem już tylko zgon.

A dzieciaki, jak te muchy, nie dają się odgonić od atrakcji i z wielką żarliwością w cienkich głosikach proszą:

- Tati, mogę popatrzeć, jak wymiotujesz?

A kiedy ledwo widzialny gest odganiający nie przynosi skutku, a żołądek robi sobie jaja, słyszysz kolejne zaciekawione pytanie:

- Już zwymiotowanie ci idzie? Chcę zobaczyć!

Taaak. Dzieci, ach dzieci! Nawet pochorować godnie nie dadzą.

  Komentarze (1)   |   Oceń (5)   |   Skomentuj  


2010-05-16 15:20:23
Umiejętność

Młodsza pokazała dziś sztukę, którą opanowała w przedszkolu.

I nie była to zaintonowana przy obiedzie kolenda "Przybieżeli do Betlejem", tylko pozycja prosto z jogi.

Pokazała nam, że posiadła sztukę siadania z nogami na kokardkę!

I co, zatkało ruskie kakao?!

  Komentarze (0)   |   Oceń (5)   |   Skomentuj  


2010-05-11 12:27:07
Skarga

I znowu ta szara rzeczywistość, ech. A nie, nie, co ja gadam, jaka tam szara. Z moimi dzieciakami kolorowo jest na każdym kroku. Od rana do wieczora. Nie nadążam z notowaniem, tyle się dzieje w ich małym wielkim świecie.

Dziś na ten przykład, starsza przyszła z setną tego dnia skargą. Setna skarga, a dzień dopiero się zaczął, dasz wiarę?

- Maaaamooooo, a młodsza powiedziała, że jestem desperofufak!!!

No, i bądź tu mądry. Może to nie inwektywa? Wolałam się nie mieszać na wszelki wypadek.

Hmmmm, co myślisz, dobrze zrobiłam desperofufaku?

  Komentarze (0)   |   Oceń (5)   |   Skomentuj  


2010-05-10 12:20:58
Spacer

Rodzinka w trakcie przygotowań do spaceru to nic innego tylko chaos. Każesz założyć dziecku buty, a ono w tym czasie musi:

- siusiu,
- piciu,
- zabrać zabawkę,
- rozmyśla się i pędzi po inną, niestety nienadającą się do piaskownicy, więc
- pędzi po kolejną, demolując w poszukiwaniu pół pokoju, a w międzyczasie
- ryczy, bo nie pozwoliłeś mu zabrać tej przyniesionej wcześniej
- ...

Kiedy wreszcie ten problem zostaje zalatwiony, dziecko wzięło,co chciało i zaczyna ubieranie drugie przypomina sobie, że też chce:

a) siusiu
b) piciu
c) że zabawka wzięta przez to pierwsze jest jego
d) walczy o swoje
e) ryczy, jeśli nie wygra
f) pędzi, po swoją, demolując drugie pół pokoju, najlepiej po siostrzanych nogach

To jest oczywiście scenariusz wyjścia na spacer z tatusiem. Mamusia ordynuje spacer na zasadzie zabawy w wojsko: baczność - do wyjścia na spacer biegiem marsz! i dzieciarnia z prawym butem na lewej nodze, z lewym na prawej, ale gotowa i zwarta po pięciu minutach melduje
gotowość do wyjścia :)

Przygotowania z tatusiem kończą się żałosnym pytaniem:

- Co mi się tu tak wykładasz, jak przedmiot na politechnice?? - kiedy młodsza kładąc się na plecach i podnosząc nogę do góry, prosi o założenie butków.

  Komentarze (0)   |   Oceń (5)   |   Skomentuj  


2010-05-01 17:15:17
Skromna i dumna

Starsza była wczoraj bardzo z siebie dumna. A, że jest przy tym niezwykle skromna nie obnosiła się z tym faktem zbyt natarczywie.

Bez większych emocji poinformowała mnie, niby mimochodem, że umyła baaardzo szybko zęby i udało się jej ich nie potargać!

Widziałeś?! Ty też tak potrafisz?

  Komentarze (0)   |   Oceń (5)   |   Skomentuj  


2010-05-01 17:04:02
Młynek kawowy

Słysząc zajawkę programu Ilony Szwajcer, w którym miał być poruszany poruszający temat niedoli braci młodszych, moje wrażliwe pociechy wyjątkowo zamilkły na ten czas.

Po chwili nienaturalnej ciszy, starsza z grozą, przerażeniem i współczuciem zwróciła się do młodszej tymi słowy:

- Słyszałaś? Kolejny zamordowany pies został zabity.

  Komentarze (0)   |   Oceń (5)   |   Skomentuj  


2010-04-22 10:19:02
Procedura

Każdorazowo kiedy młodszą dręczą koszmarki nocne lub ogarnia ją wielka potrzeba bliskości rodziców lub jedno i drugie, zaplątana w śpiworkowy kokon, człapie z całym inwentarzem do naszego pokoju.

A słychać to mniej więcej tak:

Szu szu szu szu szu szu szu - cisza (w której młodsza wyłuskuje wszelkie przyniesione dobro, którym po kolei rzuca, w miejsce rychłego spoczynku) - buch (przeleciał piesek) - buch (przeleciał prosiaczek) - buch (przeleciał miś) - cisza (w której młodsza zastanawia się czy ciepnąć też kocykiem, czy to jeszcze nie czas).

Najczęściej stwierdza jeszcze jakiś brak, więc ciągnąc za sobą nieodłączny kocyk, wraca po cośtam.

Szu szu szu szu szu szu i za chwilę powrót szu szu szu szu szu. To "szu" to szuranie śpiworka o podłogę, w którym młodsza drobi niby wytrawna gejsza.

Po kolejnych odgłosach, możemy wywnioskować czego zapomniała. Jeśli następuje "bum", wiadomo, że to kolejny pluszak, jeśli "gul gul gul" - wiadomo, że napój poniekąd wyskokowy (bo właśnie po niego wyskoczyła z wyrka).

Po całej feerii dźwięków, młoda rzucając kocykiem nad naszymi głowami, a następnie poprzez splątany gaj rąk i nóg, pełznąc próbuje przedrzeć się na upatrzoną wcześniej pozycję.

I kokosząc się wygodnie na rodzicielskich plecach ..... nie nie, nie zasypia, coś ty, to by było zbyt piękne.

Drapie swój kocyk z drapionką. I nie wnikaj o co chodzi. Nie o to chodzi!

  Komentarze (0)   |   Oceń (5)   |   Skomentuj  


2010-04-20 15:01:55
Lekcja wyobraźni

dla Ciebie, oczywiście. Bo moje dzieciaki mają nieograniczoną.

Wyobraź więc sobie, że siedzisz przy kominku, przy drinku, z książką, gazetą, albo i z niczym, ale pogrążasz się we własnych albo cudzych myślach, albo, albo, albo, ...

I nagle z tego Twojego świata wyrywa Cię informacja, przyniesiona przez starsze dziecko o poczynaniach Twojej młodszej pociechy, wyrażona bez żadnych emocji, a jednak mogąca zmrozić krew w żyłach.

No, bo co byś sobie pomyślał słysząc taki oto komunikat?

- Mamo, młodsza wlazła do kaczki. Topnieje i blednieje tam.

No, co?

  Komentarze (0)   |   Oceń (5)   |   Skomentuj  


2010-04-07 09:59:38
Ogłoszenie

Twoje dzieci wyrosły z ubranek? Pozbądź się ich! :D

  Komentarze (0)   |   Oceń (5)   |   Skomentuj  


2010-04-05 21:16:30
Saute

- Ja jestem Kleopatra! - władczo, jak na królową przystało, oznajmiła starsza.

- A ja cesarz. - zawtórowała młodsza. Kocham cię Kleopatro! - wyznała swą miłość.

- Masz jakieś głupie myśli? - zganiła ją natychmiast starsza nie zważając na szczerość wypowiedzianego uczucia.

  Komentarze (0)   |   Oceń (5)   |   Skomentuj  


2010-04-05 19:58:59
Językołamacze

- Powiedz: Szedł Sasza suchą szosą! - mówię do starszej, chcąc ją nakłonić do językowej zabawy.

- Szedł Sacha suchą sochą. Dobrze?

- Sasza szosą. Szedł Sasza suchą SZOSĄ - powtarzam powoli i wyraźnie.

- Szedł Sasza szusą sochą? Chachachacha! Dobrze?

- Chachacha. Nie. Jeszcze raz. - i wyjątkowo cierpliwie powtarzam kwestię.

- Eeee. Nie wiem jak - zniechęciła się starsza. Może mi to napiszesz?

- Chętnie - przytakuję raźno. Ale jak to przeczytasz? Przecież jeszcze nie umiesz.

- Faktycznie - przyznaje zatroskany szkrab i powraca do ćwiczenia paszczowego.

  Komentarze (0)   |   Oceń (5)   |   Skomentuj  


2010-04-05 19:49:40
W co się bawić?

Od jakiegoś czasu starsza z młodszą znajdują wspólny język i konspirują w swoim pokoju. Oczywiście za zamkniętymi drzwiami. I oczywiście im tam ciszej, tym większą obawą ta ich zabawa mnie napawa. O, może będzie wierszem?

Chociaż z tym "wspólnym językiem" to w sumie różnie bywa, bo mimo, że mówią tym samym, czasami ich tok rozumowania biegnie innym torem.

I tak, przykładowo, na ten przykład :) ostatnio ustalając wspólną zabawę, nie mogły się porozumieć:

- Bawimy się w małą dzidzię - zakomenderowała starsza. Okej? - i nie czekając na aprobatę, uzupełniła: Będziesz Anią.

- Anioł? - ucieszyła się młodsza i już w nic innego bawić się nie chciała.

  Komentarze (0)   |   Oceń (5)   |   Skomentuj  


2010-04-05 17:19:19
Tok & tok

Starsza dostała słowotoku. Tokowała, tokowała, a ja dla świętego spokoju potakiwałam głową albo pomrukiem.

W momencie, w którym właśnie zapadałam się w błogi trans, usłyszałam wyrywające mnie z niego pytanie:

- Mama, pójdziemy na polanę, gdzie rzucaliście z tatą wieszakiem?

- Buachachacha! - wyrwało mi się spontanicznie. Bumerangiem, miśku. - poprawiłam nadal szczerze rozbawiona.

- Właśnie. Bumerałem. To co? Pójdziemy?

  Komentarze (0)   |   Oceń (5)   |   Skomentuj  


2010-03-30 12:15:53
"...zabawek mamy tutaj w bród"

Oj, żebyś się nie zdziwił. Bierzemy oczywiście pod lupę przypadek (nie koniecznie kliniczny), że masz dziecko w przedszkolu, za które płacisz horrendalną stawkę.

I co się okazuje? Że dyrektor owegoż jest fanem lalek barbie. I to, żeby jeszcze oryginalnych! Niee. Zadowala się marną podróbą za siedem złotych.

Siedem zeta, a jaka wartość edukacyjna! Starsza wie już, że to co kobiety mają pod bluzką to "cycki". Jestem w stanie zrozumieć, że Ciebie to akurat nie oburza, bo nawet pani ordynator w szpitalu zwróciła się kiedyś w ten sposób do mojego dziecka, ale mnie to bulwersuje i mierzi.

Reszta zabawek, to równie bezużyteczne śmieci made in China. Im tańsze - tym lepsze. Tylko nie wiem dla kogo ma być to dobre.

Ale czy Ciebie - zapracowany rodzicu, w ogóle to obchodzi?

Czy dajesz się nabijać w butelkę, byle tylko mieć święty spokój?

Bo, jak widzisz, Twoje pieniądze nie idą na Twoje dziecko.

A w każdym razie nie w takiej wysokości, jakbyś sobie tego życzył.

A zastanawiałeś się na co idzie wpisowe? Mnie wciskano kit, że m.in. na wycieczki. Tymczasem ukazało się ogłoszenie informujące nas - tępych łosi, że do muzeum, w którym inne przedszkolaki świetnie się bawiły, nasze dzieci nie pojadą ze względu na "niedostosowany program". A teraz uważaj, będzie najlepsze: W zamian, dzieci były w ubiegłym miesiącu w kinie!!!


  Komentarze (0)   |   Oceń (5)   |   Skomentuj  


2010-03-29 20:03:17
"W przedszkolu naszym nie jest źle ..."

Masz dziecko w przedszkou? Płacisz za pobyt niewyobrażalne pieniądze i myślisz, że skoro tak, to nie musisz się o nie martwić?

No, to wyprowadzę Cię z błędu. Chyba, że chcesz nadal tkwić w tej swojej bezpiecznej niewiedzy. To nie czytaj. Przymusu nie ma.

W przedszkolu mojej pociechy pojawiło się ogłoszenie następującej treści

Hmm, hmmm, cytuję:

"Przedszkole zawiadamia Rodziców o chorobie dziecka i odseparowuje je od innych dzieci, jeżeli w jego oczach lub nosie zaobserwowano zielonkawą lub żółtawą wydzielinę, jeśli dziecko kaszle flegmą, ....."

Powiem Ci, że dało mi to do myślenia, bo jako żyję nigdy nie widziałam, żeby człowiek toczył z oczu zielonkawą lub żółtawą wydzielinę.

I czy to panie się tam czymś odurzają, ż takie rzeczy widzą, czy dzieciom naszym coś podają, czego skutkiem ubocznym jest opisane obrzydliwstwo, nie wiem.

Ale miejcie się na baczności! Może się zdarzyć, że zaprowadzicie ślicznego aniołeczka a odbierzecie monstrum w zielonym kisielu.

  Komentarze (2)   |   Oceń (5)   |   Skomentuj  


2010-03-29 09:47:02
Prezent

Młodza dostała od wujka kostkę Rubika. Na mój sceptyczny wyraz twarzy, co do trafności zakupu usłyszałam, że:

- W Chinach już trzyletnie dzieci układają takie zabawki.

Jak się okazało po miesiącu, wybór faktycznie był udany. Młodsza zaczaiła o co biega! I rachu - ciachu, kostka ułożona.

Zdolna bestia, co? Po mamusi ;)

W celu osiągnięcia celu, dziecię najpierw wielokrotnie rzuca układanką z impetem o ziemię. Kiedy już wszystkie elementy wypadną - składa je z powrotem.

Po czym z wielką radością wykrzykuje:

- Mamusiu, zobacz! Udało się! Udało się! Już umiem układać kostkę! Cha, cha, cha!

  Komentarze (0)   |   Oceń (5)   |   Skomentuj  


2010-03-28 14:27:29
Oferta

- Kto chce jabłuszko? - wykrzyknęłam z wielkim entuzjazmem, zachęcając dzieci do schrupania witaminek.

- Taata, młodsza i starsza! - odpowiedział na apel nie ten członek rodziny, co miał.

- To sobie weźcie! - zakończyłam radośnie i uciekłam z kuchni w te pędy.

  Komentarze (0)   |   Oceń (5)   |   Skomentuj  


2010-03-25 12:45:03
Mam chusteczkę haftowaną ...

Znacie tę popularną piosenkę? I wiecie, że owa chusteczka jest posiadaczem czterech rogów.

I ja mam podobnie. Bo moje dzieciaki mają po dwa, czyli suma summarum - ja mam cztery.

A mimo to, ani we mnie, ani w chusteczkę młodzsza wycierała dziś swój zakatarzony nochal.

Pędziła za starszą i dmuchając na odległość, zraszała wszystko po drodze, oczyszczając nozdrza.

Na moję ostre pytanie, co ona właściwie wyczynia, o dziwo, z odsieczą przyszła jej starsza:

- Ona po prostu myślała, że jestem chusteczką, bo jestem cała bialuśka.

No, i masz ci los!

  Komentarze (0)   |   Oceń (5)   |   Skomentuj  


2010-03-23 11:16:41
Kto poczuł ....

- Mamusiu, to ten piesek puścił bąka - poinformowała mnie z niewinną miną młodsza, prezentując rzekomego (plastikowego!) winowajcę.

Już myślałam w swej naiwości, że to taka zabawa: piesek zrobił to, piesek zrobił tamto, ale zapach, jaki nachalnie dopadł moich nozdrzy, był ewidentnym dowodem na jawne scedowanie winy.

Podejrzana ewidentnie składała fałszywe zeznania. No i ten plastik. Sprawa naprawdę śmierdząca. Ale nie dla mnie - z takimi rzezimieszkami radzę sobie w try miga i to bez Watsona.

Detektyw Agata poleca swoje usługi!

  Komentarze (0)   |   Oceń (5)   |   Skomentuj  


2010-03-13 10:46:44
Podszyte grozą

Podczas przygotowań do wyjścia na spacer (wiecie: jeden sweterek, drugi sweterek, trzeci sweterek,...), starsza poinformowała nas o swoich nowych tajemniczych znajomych.

Z pozoru niewinne ksywki od razu wzbudziły w nas podejrzenia, że typki niechybnie pochodzą z jakiejś podrzędnej, ale zawsze - grupy przestępczej.

A Wy, co byście pomyśleli, gdyby Wasze dziecko oznajmiło,że ma nowych przyjaciół z takimi imionami??

Zaintrygowana aż wybiegłam z pokoju obok.

- Mamusiu, popatrz, to moi nowi przyjaciele - Marchewka i Dewolaj - dokonała ponownej prezentacji, wskazując na ozdobne guziki przy kurtce.

Cholera! Za dużo kryminałów!

A z drugiej strony, czy to dobrze, że dziecko zaznajamia się z guzikami własnej kurtki?

Żeby z tego nie było tylko jakichś kłopotów.

  Komentarze (2)   |   Oceń (5)   |   Skomentuj  


2010-03-09 10:50:07
Temperówka

Myślałam, że moje dzieci nie są w stanie już mnie zaskoczyć, ale chyba powinnam przestać myśleć.Najlepiej w ogóle. Bo, naprawdę, dajcie spokój!

Młodsza wprawiła mnie niedawno w osłupienie, niewinnym pytaniem.

Siedziałam sobie właśnie niczego nieświadoma nad książką, gdy skradając się na paluszkach, wyrosła nagle przede mną mała dziecięca postać, a wraz z nią dopadło mnie kolejne zdziwienie.

- Natemperujesz mi uszy?

Automatycznie chciałam udzielić najczęstszej odpowiedzi, wydobywającej się ze mnie w takich przypadkach, czyli "yhy", ale mnie tym razem przystopowało.

Nawet oderwałam się od lektury, bo wizja temperowania dziecku uszu była silniejsza od akcji toczącej się na łamach książki.

W myślach robiłam przegląd odpowiednich temperówek i wyobrażałam sobie, jakby mogły wyglądać takie natemperowane uszy, kiedy z zamyślenia wyrwał mnie głosik zniecierpliwionej już młodszej.

- No, natemperujesz?! - spytała ponownie wymierzając we mnie i dźgając powietrze patyczkiem do czyszczenia uszu.

  Komentarze (0)   |   Oceń (5)   |   Skomentuj  


2010-03-08 11:08:28
Poczucie humoru pięciolatka

Wiozę rozbawione, (powiększone o jednego przedstawiciela płci przeciwnej) towarzystwo do przedszkola.

Wśród śmichów i chichów nie słyszę własnych myśli, a ich przepychanki trzęsą niebezpiecznie całym samochodem. "Ocho ho, przechyły i przechyły" chciałoby się ryknąć, ale to tylko pogorszyłoby sytuację, więc tylko trzymam mocniej kierownicę i zagryzam zęby.

- Zgadnij co dziś wzięłam? - zagaja starsza swojego towarzysza mojej niedoli.

- Chyba kupę w majtach! - rechocze tamten, zakrywając się nogami i rozchlapując błoto z butów po całym samochodzie.

Urocze. Doprawdy urocze. Tylko nie dać się zwariować. Adin, dwa, tri, ......


  Komentarze (0)   |   Oceń (5)   |   Skomentuj  


2010-01-25 12:25:39
Muzyka klepana

Bang, baung, baung! Młodsza zapamiętale waliła starszą balonem po głowie który odbijał głucho. A może ten odgłos wydobywał się z uderzanej części ciała?

"Nie wiem. Nie znam się. Zarobiona jestem."

Nie wiedziałam też, w jakim celu młodsza uprawiała tę młóckę.

Po chwili cierpliwego wyczekiwania ze strony nas wszystkich, wyjaśniła nam zjawisko:

- To jest muzyka klepana, więc jak gra, to trzeba klepać.

I na potwierdzenie swoich słów, ponownie zamachnęła się balonem.

Starszej argument nie przekonał i ukróciła zabawę.

Na szczęście ofiar w ludziach tym razem nie było.

  Komentarze (0)   |   Oceń (5)   |   Skomentuj  


2010-01-20 12:11:29
Literatura dziecięca

No, nie wiem, nie wiem. No nie wiem, nie wiem. Aaa, bo wy też nie wiecie, czego ja nie wiem. Wyjaśniam, że chodzi o dzieci. Znowu.

Dwa lata temu, a może to już trzy? W każdym razie wtedy, kiedy starsza była młodsza, wzięła w podróż dookoła Polski książkę.

I bardzo mnie to ucieszyło, bo dobra książka jest dobra, zwłaszcza w podróży. Ale ...... Właśnie. Inne dzieci sięgają raczej po "Kubusia Puchatka", "Muminki", no, dobra, może nawet po "Świnkę Peppę", ale na Boga nie po "Dwudziestu prezydentów Francji"!!

Nie rozstawała się z tą lekturą jeszcze miesiąc po podróży i byłabym o tym incydencie zapomniała, gdyby nie to, że dziecię zainteresowała kolejna nietypowa pozycja.

Bo widział kto pięciolatka z "Wyznaniami hochsztaplera Feliksa Krulla"??

Zaczynam się poważnie niepokoić. A może nie powinnam? Nie wiem, nie wiem. Włosy z głowy rwę, paznokcie obgryzam, moczę się w nocy (wybaczcie szczerość), ale boję się, że niedługo sięgnie po FREDRĘ!

Dlaczego? Dlaczego?! Jeszcze się pytacie?! No, tak, bo dla was Fredro to "Paweł i Gaweł", "Zemsta", "Śluby panieńskie". A (tu zniżam głos do ledwie słyszalnego szeptu) "Sztuka obłapiania"?? Taż to, eufemistycznie mówiąc, baardzo swawolne jest.

Moje rozterki obniżają trochę loty (i wtedy włosów mam więcej i paznokcie całe, no i prześcieradło .... no, sami wiecie), kiedy uświadamiam sobie, że na szczęście starsza nie umie jeszcze czytać. Uff

  Komentarze (0)   |   Oceń (5)   |   Skomentuj  


2010-01-18 10:54:32
Niepokój moralny

- "O, Roman, Roman, w czym lepsza była ona? Nie powiesz mi już tego, ale cóż, ostatnią kulę ci wpakowałam w mózg, mózg, mózg!" - moje przedszkolaki wyjątkowo zgodnym chórkiem wykonały utwór z repertuaru Kabaretu Moralnego Niepokoju, z lubością wymawiając słowo "mózg".

Myślicie, że powinnam zacząć się niepokoić?

Halo?! Czy na sali jest psycholog?

  Komentarze (0)   |   Oceń (5)   |   Skomentuj  


2010-01-15 10:17:14
Damcia

- Koci - koci łapci, hulajnogę babci - młodsza zaintonowała wyjątkowo nieudaną piosenkę z "Pimpusia Sadełko"

- Nie "babci", tylko "dam ci" - skorygowałam, podając właściwe słowa.

- A co to jest właściwie ta "DAMCIA"?? - zainteresowała się dociekliwa starsza

  Komentarze (1)   |   Oceń (5)   |   Skomentuj  


2010-01-04 10:12:55
Stopklatka

- Czekaj, nie ruszaj się chwilę - proszę młodszą, chcąc ją złapać w kadr.

- Puszczaj już! - mówi zniecierpliwiony maluch, próbując przecisnąć się jakoś "na wolność".

- Poczekaj jeszcze chwileczkę. Jak się przez moment nie będziesz ruszać, to zrobię zdjęcie i sobie pójdziesz - tłumaczę, jak komu dorosłemu, zatrzymując przeciskającego się dzieciaka na odległość wyciągniętej ręki.

- Puszszczaj! - wywinęła się zwinnie, nie zważając na moje potrzeby artystyczne. - Chorera jasssna! - dodała pod nosem, kiedy już mnie wyminęła.

  Komentarze (0)   |   Oceń (5)   |   Skomentuj  


2009-12-02 09:43:31
Ja - kwoka?

Proszę pana, pewna kwoka
Traktowała świat z wysoka
I mówiła z przekonaniem:
"Grunt to dobre wychowanie!"

Takoż i ja staram się zakorzenić w swoich pociechach kindersztubę i kurczę, czasami wychodzę na tę brzechwową kwokę :/

Kiwnęliśmy sobie powitalnie głowami zza szyb samochodów, które parkowaliśmy właśnie na osiedlowym parkingu.

Sąsiad akurat zajeżdżał, ja z dziećmi wysiadałam i kiedy my już otwierałyśmy drzwi klatki schodowej, on był jeszcze w samochodzie.

Człapałyśmy właśnie na górę, kiedy w okolicy pierwszego piętra sąsiad nas dogonił.

Przesunęłam młodzszą, żeby ustąpić mu miejsca i ściskając jej rączkę, pytam z wyrzutem, akurat w momencie, kiedy mnie wyminął:

- No i co się mówi?

- Dzień dobry! - odparł grzecznie mężczyzna, przeskakując po dwa stopnie.

  Komentarze (2)   |   Oceń (5)   |   Skomentuj  


2009-11-30 09:47:27
Siła wizualizacji

Młodsza z rozbieganym wzrokiem chłonęła sklepowe zabawki, nie mogąc się zdecydować, która fajniejsza.

Chwilowo przystanęła przy rozłożonym domku dla lalek i obserwując jego pomieszczenia pytała:

- Tata, to kuchnia?

- Tak, to kuchnia - odpowiedział rzeczowo ojciec, dumny z wiedzy potomkini.

- A to? Łazienka?

- Tak, to ...... Agataaa! Wychodzimy!! - wrzasnął z drugiego końca sklepu, niosąc przed sobą na wyprostowanych rękach zasikanego szkraba.

  Komentarze (0)   |   Oceń (5)   |   Skomentuj  


2009-11-20 09:04:22
Urlop od urlopu

- Ojojoj, nic się nie stało! – pocieszam mokrą młodszą, przeciekającą niczym beatlesowska yellow submarine w czasie poobiedniej drzemki.

Teraz na dodatek, przeciekała górą, roniąc krokodyle łzy i zraszając nimi drogę z pokoju do łazienki.

- Zaraz zmienimy gaciorki i rajstopki – mówię łagodnie, żeby nie stresować malucha jeszcze bardziej i ocierając pot ze zmęczonego czoła i dziecku zasikany tyłek, wrzucam gacie prosto do muszli klozetowej.

- Mamusiu, czemu wrzuciłaś majty do sedesu? – spytało skonfundowane małe.

- Ech! – westchnęłam tylko i wypisałam wniosek o urlop.

Odrzucono. Z przyczyn wiadomych.

"Rodzina, rodzina, rodzina, ach rodzina.
Rodzina nie cieszy, nie cieszy, gdy jest,
Lecz kiedy jej nima
Samotnyś jak pies."

  Komentarze (0)   |   Oceń (5)   |   Skomentuj  


2009-11-18 09:38:19
Zaskoczeni

Po tegorocznych wakacjach, pełnych krzyku i histerii wywołanej każdorazową próbą wejścia do wody, postanowiliśmy posłać dzieciarnię na naukę pływania.

No mercy! Niech się drą instruktorowi. Kolejne wakacje chcemy mieć spokojne, bez konieczności znoszenia pełnych potępienia spojrzeń ludzkich.

Młodza początkowo wykazywała większe predyspozycje do opanowania żywiołu, niestety szybko jej minęły i całą lekcję przewisiała instruktorowi na szyi, robiąc za glonojada. Właściwie, słuszniejsza nazwa to glutojad, bo wisiała, ryczała, a smarki lecące strumieniem, którch nie połknęła, zespajały ją coraz bardziej z katem.

Starsza - histeryczka nie lada - zadziwiła mnie tym razem chęcią zjechania z kręconej zjeżdżalni.

Ochoczo wdrapała się po drabinie, a ja trwałam w oczekianiu na show.

I oto, proszę państwa, nadjeżdża mistrzyni zjazdu stylem na "rozjechaną żabę", z wytrzeszczem przerażenia. Ach, cóż to za piękny styl! Do tego poruszający i przerażający okrzyk grozy. I .... wpadła! Wpaaaaadła!!! Z wielkim "plum" zniknęła w odmętach brodzika.

W napięciu czekamy na wynurzenie. Czekamy. Czekamy. Oj, będzie gorąco, będzie foch, będzie ryk, będzie ....

Ale, co to, proszę państwa?! Właśnie wynurza się z wody zapluta buźka, rozgląda się nieprzytomnie, zdziwiona, że żyje i wydaje z siebie długooczekiwany okrzyk:

- Jeeeeeszszczeee!!!

O, tego się akurat nie spodziewałam. Po minie instruktora wnioskuję, że i on nie.

  Komentarze (0)   |   Oceń (5)   |   Skomentuj  


2009-11-16 14:31:17
Japonka o niebieskich oczach

Korzystając z pięknych okoliczności przyrody, rodzinka udała się na zakupy.

Wolny od tupotu małych nóżek czas, mogłam przeznaczyć na swoje ulubione (he he) czynności: odkurzanie, przecieranie, ustawianie, przestawianie i tym podobne syzyfowe zajęcia, mające doprowadzić mieszkanie do stanu zadowolenia męża (co z niewiadomej przyczyny, nigdy się nie udaje).

Rodzinka wróciła zbyt szybko, jak na moje potrzeby, ale jakże odmieniona!

Wyszło troje Polaków, wróciło dwoje z Japonką.

Starsza w tym krótkim czasie poddała się radykalnej metamorfozie, przybierając obcobrzmiące imię:

TAKOZA MUSISIKU

  Komentarze (0)   |   Oceń (5)   |   Skomentuj  


2009-11-14 19:59:05
Ewakuacja!

Jak tylko mąż ze starszą przekroczyli próg jednej z poznańskich galerii handlowych, z głośnika rozległ się apel o natychmiastowe opuszczenie sklepu ze względu na poważne niebezpieczeństwo.

Ej, no dobra, ja rozumiem obawę kierownictwa o ogólnopojęte dobro klienta. Ale, żeby tak zaraz wpadać w histerię i zamykać cały sklep przez jedno dziecko z ospą??

To już gruba przesada. Nie uważacie?

  Komentarze (0)   |   Oceń (5)   |   Skomentuj  


2009-11-10 09:42:25
Kto? Gdzie?

- Ja jestem malutkim podstołkiem, bo urodziłam się pod stołem - poinformowała młodsza, włażąc demonstracyjnie pod stół.

- Nie!! Ty się urodziłaś pod szafą! - wnerwiła się starsza, wykurzając brutalnie siostrę. W końcu to ona wymyśliła, że jest podstołkiem i nie życzy sobie naśladowców.

  Komentarze (1)   |   Oceń (5)   |   Skomentuj  


2009-11-10 09:16:53
Kołysanka – rozbudzanka

- Mamusiu, zaśpiewasz nam kołysankę? Wtedy na pewno zaśniemy – podpuszczają maluchy.

- Dobra, możemy zaryzykować – mówię i zaczynam spokojny, wieczorny repertuar.

- Aaa, kotki dwa, szarobure obydwa ……… Idzie niebo ciemną nocą, ma w fartuszku pełno gwiaaaazd ……………. Na Wojtusia z popielnika Iskiereeeczka mruuuga ……… – ciągnę jednym tchem, bez robienia niepotrzebnych przerw.

Chyba śpią? Nasłuchuję. Żadnego ruchu – chyba jednak śpią – sprawdzam wizualnie nie przerywając śpiewania. Ech, jeszcze jedna – na wszelki wypadek – i dam spokój.

Oj, jakiś ruch pod kołdrą – zauważam – to jeszcze raz muszę i już bez zmiany, ale dla pewności powtarzam w koło macieju tę samą kołysankę.

A co tam, niech stracę - jeszcze raz. Żeby się „robota” nie zmarnowała. Zaraz sama zasnę, łaaaaaa.

Przy próbie ostatecznej postanowiłam zaśpiewać niekonwencjonalną zwrotkę popularnej kołysanki:

Ach śpij kochanie
Jakiś robak łazi ci po ścianie
A ja zaraz wezmę trep
I przyłożę mu przez łeb
I przyłożę mu przez łeeeb

Cisza, jak makiem zasiał. Śpią. Ciiiiii. Błogi uśmiech zadowolenia.

- Pchichichi – słyszę stłumiony chichot pod kołdrą. A za chwilę już śmiech dwóch czuwających szkrabów.

- Jeszcze, jeszcze!

- Głupia baba! A tak dobrze szło – podsumował mąż, narzucając sobie poduszkę na głowę.

  Komentarze (1)   |   Oceń (5)   |   Skomentuj  


2009-11-09 11:20:10
Skutek indoktrynacji?

- Pobłogosław mnie! - zarządała starsza od młodszej, biegającej z butelką z wodą do żelazka.

Starsza imaginowała sobie bowiem, że błogosławieństwo przebiega przez polanie wodą; najlepiej gorącą.

  Komentarze (0)   |   Oceń (5)   |   Skomentuj  


2009-11-09 09:45:20
Dobre złego początki?

- Powiedz, jaka to pani, bo zrobię ci konia – słyszę dobiegające z pokoju dziecięcego próby szantażu.

- Hej! – wrzeszczę z oddali – Żebym ja tobie nie zrobiła konia!! – odgrażam się starszej, zupełnie nie mając pojęcia jak by to miało wyglądać.

Moje rozterki przerwało głośne trzaśnięcie drzwiami, oznaczające chyba „NIE PODSŁUCHUJ”.

Rodzi się pytanie, co będzie dalej, kiedy moje słodkie dziecinki wejdą w wiek dojrzewania? Nasza powierzchnia życiowa kurczy się z miesiąca na miesiąc.

  Komentarze (2)   |   Oceń (5)   |   Skomentuj  


2009-11-06 20:25:15
Zanik pamięci

- Mama, kiedy przyjdzie ten, co miał przyjść, co mówiłaś? – zainteresowała się młodsza.

- Po obiedzie.

- A jak on się nazywa? – dopytuje dalej.

- No, jak? Przecież wiesz. – próbuję skłonić dziecko do odświeżenia pamięci.

- Ospa? – pyta niepewnie.

- Josė

  Komentarze (0)   |   Oceń (5)   |   Skomentuj  


2009-11-06 15:06:28
Nietypowe menu

- Ooo, pierogi z truskawkami! – ucieszyła się starsza, łakomie zaglądając do garnka.

- Nie. Ziemniaki. – rujnuję dziecku chwilę szczęścia.

- Ziemniaki? – niedowierza – Z truskawkami??

  Komentarze (0)   |   Oceń (5)   |   Skomentuj  


2009-11-05 09:19:41
Pod dyktando

Scenka I

Starsza:- Powiedz: "co pani robi?"
Młodsza: - Co pani robi?
Starsza: - Nie wiem.



scenka II

Starsza: -Powiedz: "co pani trzyma?"
Młodsza: - Co pani trzyma?
Starsza: - Nie pani sprawa!!!

  Komentarze (0)   |   Oceń (5)   |   Skomentuj  


2009-10-30 11:20:19
Higienistka

- Mama, palec brudny – młodsza z palcem niemal wbitym w moje oko, pokazywała „ogrom” zabrudzenia ciałka.

- Daj, wytrę – mówię, jednocześnie oczyszczając dziecko własną, spracowaną dłonią.

- A co to? – automatycznie zadaję pytanie.

- A, niiic … – odpowiada maluch, a na moje ponaglające spojrzenie dodaje - … tylko kuupa.

  Komentarze (0)   |   Oceń (5)   |   Skomentuj  


2009-10-27 08:41:36
Krótka histora papieża Polaka

- Papież przeżył wojnę, zachorował, bolało go gardełko i umarł, bo przestało mu bić serce - wyrecytowała na jednym wdechu starsza. - A potem wsadzili go do trumny i stamtąd poleciał do nieba. - zakończyła swą mrożącą krew w żyłach opowieść wyniesioną prosto z przedszkolnej lekcji historii.

  Komentarze (0)   |   Oceń (5)   |   Skomentuj  


2009-10-22 12:01:55
Wybredna

- Mamaa, zrób mi kanapkę. Alee, taką jak wczoraj: z masłem i z solem.

  Komentarze (0)   |   Oceń (5)   |   Skomentuj  


2009-10-21 12:09:41
Świętoszki

- Mamo, dlaczego tu wisi krzyż? - zagadnęła starsza już w progu, kiedy nie było czasu na żadne pytania, a już na pewno nie tego typu.

- Bo, yyyyyy, wychodź już, nie mamy czasu - wybrnęłam elokwentnie, ale dziecię się nie poddawało.

- Pewnie dlatego, tłumaczyło sobie niezrażone, że mamy pamiętać, żeby być świętymi, prawda?

- Prawda, prawda – mówię na odczepnego i wyciągam dziecinę siłą z domu.

- Ale ja już jestem święta – chwali się z dumą i na poparcie dodaje: - Śpiewałam święte piosenki na festynie!

I z młodej piersi wyrywa się spontanicznie „święty” repertuar: Taki mały, taki duży, może święęętym być, …..

Młodsza przyłączyła się nieśmiało do piosenki, bo też chciała być święta, ale walnięta w łeb przez starszą, szybko ucichła.


  Komentarze (0)   |   Oceń (5)   |   Skomentuj  


2009-10-21 10:14:39
Ech, te poranki!

Najczęściej zaczynają się niestety awanturą. Dziś np. starsza z całej szuflady rajstop nie mogła wybrać ani jednej pary. Wszystkie były po prostu NIEODPOWIEDNIE!

Wkurzyłam się i wytoczyłam najcięższą artylerię: postraszyłam brakiem prezentu od Mikołaja! A cha?! Nie wpadlibyście, że mogę być aż tak bezwzględna, co?

Ale poskutkowało. Dzieciarnia się nieznacznie uspokoiła a w trakcie taka rozmowa się wywiązała:

Młodsza: - Mama a jaki jest zając? Malutki czy duży?
Ja: - No, taki, żeby mógł prezenty unieść.
Starsza: - Śreeeedni.
Młodsza: - A gdzie on mieszka?
Ja: - Chyba w jakiejś norce?
Starsza: - Niee, na Północy.
Ja: - Na Północy to Mikołaj.
Starsza: - Acha, to zając na Popołudniu

  Komentarze (0)   |   Oceń (5)   |   Skomentuj  


2009-10-20 16:51:42
Polska gościnność

- Nie lubisz mnie?

- Lubię, ale nie mogę się jus docekać, kiedy sobie pojedzies - nie przerywając zabawy, młodsza poinformowała wujka o swoim do niego stosunku.

- Naprawdę? Mam już sobie jechać?? - docieka nasz długooczekiwany gość, nieświadom bezwzględności, jaka go zaraz dopadnie.

- Tak. Mozes się jus pakować. - odpowiedziało stanowcze maleństwo, nawet nie drgnąwszy powieką.

  Komentarze (0)   |   Oceń (5)   |   Skomentuj  


2009-10-20 15:40:16
Technika

- Pani powiedziała, że jak nam ładnie wyjdą rysunki, to je wyśle na konkurs - pochwaliła się starsza.

- Ooo, a czym malowaliście? - zainteresowałam się żywo.

- Tłuszczem - odparło moje szczęście.

- Olejem, masłem i smalcem? - nie daję wiary.

- Nieee - oponuje ze śmiechem.

- Acha, to pewnie tuszem? - podpowiadam.

- No! Skąd wiedziałaś? - pyta zdumiona

  Komentarze (0)   |   Oceń (5)   |   Skomentuj  


2009-10-16 16:17:29
Dobra argumentacja ponad wszyskto

- Nie mogę założyć tych spodni! - niezadowolona młodsza śwista odzieżą przez pół pokoju.

- Uuu, to co teraz zrobimy? - pytam rozkładając bezradnie ręce i robię zmartwioną minę.

- Ty mi założysz! - obwieszcza z miną szefa.

- Ja?! A niby dlaczego?? - oburzam się nieszczerze.

- Bo tak. I koniec kropka pe el - dziecina uzupełnia swą argumentację.

  Komentarze (0)   |   Oceń (5)   |   Skomentuj  


2009-10-16 15:59:39
Veto

- Nie będę jadła tego bobra! - młodsza ostentacyjnie odsunęła talerz z bobrem.

To znaczy, tfu, co ja plotę?! Z bobem, naturalnie.

  Komentarze (1)   |   Oceń (5)   |   Skomentuj  


2009-10-16 11:18:43
Po co?

- Mamusiu, mogę jutro w przedszkolu umyć uszy? - starsza zadała niepokojące pytanie.

- A po co? - pytam, wietrząc podstęp.

- Aaa, bo wiesz, jak pani mówi, że mamy sprzątać zabawki, to ja nigdy tego nie słyszę.

  Komentarze (0)   |   Oceń (5)   |   Skomentuj  


2009-10-14 13:15:06
Kawał nosa Eskimosa

- Ja też chcę kawał nosa! - oburzyła się młodsza widząc jak ojciec próbjuje niepostrzeżenie przemycić z lodówki kabanosy, bez chęci podzielenia się z resztą rodziny.

  Komentarze (0)   |   Oceń (5)   |   Skomentuj  


2009-10-14 09:48:06
Człowiek uczy się całe życie

Wiesz mamusiu, jak była wojnaaa, to latały samolotyyyy i wypuszczały na ludzi ODCISKI! - podekscytowana starsza dzieliła się najświeższymi wieściami przyniesionymi z przedszkola.

  Komentarze (0)   |   Oceń (5)   |   Skomentuj  


2009-10-10 10:52:49
Grunt, to rzetelne przygotowanie

Moje dziewczynki wybierając się na spotkanie z kolegami, taki scenariusz ustalały, a ja udając, że śpię, ze zgrozą się temu przysłuchiwałam.

- To pamiętaj, jak Bartek będzie bił Olę, to go tak złap (tu nastąpiła niewidoczna dla mnie demonstracja) i go walnij.

- Dombra - przytaknęła skwapliwie młodsza. I go kopnę - przejęła inicjatywę - o, tak .....

I pokazała, jak, wymierzając mi siarczystego kopa.

  Komentarze (2)   |   Oceń (5)   |   Skomentuj  


2009-09-28 14:13:33
Nauka nie poszła w las

- Wujek, mlaszczesz jak świnia - młodsza (2,8) ujawniła swoją wiedzę o savoir vivre skonsternowanemu członkowi rodziny :D

  Komentarze (1)   |   Oceń (5)   |   Skomentuj  


2009-08-06 23:17:48
Mama za kierownicą – czyli dłuuga trasa z dziećmi z tyłu

No, dobra – strzeżcie się nadwrażliwe mamuśki, bo nie mam dla Was litości! Od razu ostrzegam, że to tekst nie dla wrażliwych, więc jest jeszcze czas, żeby się z tego wycofać i po prostu nie czytać.

Na początek skupię się na najbliższym otoczeniu, czyli osobistych koleżankach. Bo tak: jak pracowały, to nie miały czasu, były zmęczone, zakochane, załamane, bla, bla, bla, ale mimo tego, udawało nam się od czasu do czasu spotkać. ALE, sytuacja mienia się diametralnie, gdy u jednej czy drugiej pojawia się potomek. To już w ogóle, szkoda gadać, ……

Wszystkie wyżej wymienione stany podwajają się, dochodzi jeszcze lęk i mega lenistwo. O spotkaniu nie ma mowy, chyba, że JA przyjadę. Ja z dwójką małych dzieci do kogoś z jednym. Hmmm, dziwna logika – babska?

Przy moich dzieciach do pomocy mam tylko męża (po pracy), więc drażni mnie histeria rodziny „ładującej” dzieciaka do samochodu, gdzie:

1. babcia pędzi otwierać drzwi wejściowe
2. ojciec pędzi otwierać drzwi samochodowe
3. matka, zasłaniając dziecku dostęp świeżego powietrza, pędzi z obłędem w oczach do tegoż
4. dziadek przedreptuje z nogi na nogę
5. odjeżdżają
6. wszyscy oddychają głośnym: UFF
7. po powrocie – powtórka z rozrywki z podziałem na role

Nic dziwnego, że taka mamuśka w dłuższą podróż się nie wybierze, bo nikt tak nadskakiwał nie będzie. Czyli jednak lenistwo.

Z doświadczenia mogę powiedzieć, że podróż z oseskiem to pikuś w porównaniu z np. dwulatkiem. Dzidziusia wkładamy spokojnie do samochodu, nie trzeba pędzić, jak w maratonie, nie udusi się świeżym powietrzem.

Wróćmy jednak do otwierania samochodowych drzwi. Zapewniam Was, że nie potrzebni do tego teściowie. Ich można wykorzystywać inaczej, póki się dają i o ile w ogóle. Bo, wiecie, teraz to tylko drzwi będą otwierać, a później się okaże, że to oni własnymi rencyma wam dziecko wychowali i gdyby nie oni, to byście dzieciaka zmarnowali. I po co wam to?! Nie lepiej już samemu te drzwi otworzyć?

To część wstępną mamy już za sobą. Nie boimy się z dzieckiem samodzielnie otworzyć drzwi samochodowych. Podczas, gdy my to ćwiczymy, mąż opracowuje nam najlepszą trasę. W końcu jakiś podział obowiązków musi być!

Pakowanie to pikuś. Cały wóz nas, klamoty męża odpadają, więc ...... i tak ledwo - ledwo się mieścimy.

Tu praktyczna rada - jak jadę do kogoś, kto ma dzieci w wieku moich, pytam, czego nie muszę zabierać. Bo może się zdarzyć, że kumpela ma jakiś nieużywany wózek, kojec, wanienkę, nocnik, kosmetyki pielęgnacyjne, rowerek i to może naprawdę zaoszczędzić sporo kłopotu. No, chyba, że bawimy się w szpanowanie i musimy koniecznie pokazać nasz inwentarz z najwyższej półki, albo unosimy honorem "no przecież moje dziecko nie będzie sikało do nocnika z Tesco, albo balsamowało oliwką z Biedronki, fe!".

Acha i pamiętajcie: w tamtą stronę zawsze wszystko się mieści, w drodze powrotnej nie jest to już takie oczywiste.

Podsumujmy:

- jesteśmy spakowane
- mąż opracował trasę, zrobił zakupy, zatankował (samochód, ma się rozumieć), dokonał przeglądu technicznego
- umiemy samodzielnie otwierać wszelkie możliwe drzwi z dzieckiem przy piersi
- gotowe do drogi!!!

A dzieci? Wiadomo, jak małe, to śpią, jak większe, to też zaraz zasną. A jak nie?

Na moich dzieciach sprawdzają się nagrania - bajki i piosenki.

Żeby więc było trochę urozmaicenia, bardzo ważna jest zabawka. Najlepiej nowa, z wieloma funkcjami. Im więcej funkcji, tym dłużej zajmuje dzieciaka.

Książki. Wszelakie. Moja trzyletnia córka sama wybrała sobie lekturę na podróż, a było to "20 prezydentów Francji". Zabierała ich w każdą dłuższą podróż. Prezydenci zawsze lądowali w doborowym towarzystwie misia z serduszkiem, kauczukowej piłeczki i innych skarbów niezbędnych małej podróżniczce.

Mój drugi szkrab nie ruszy się w żadną podróż bez ulubionego kocyka i pluszowego pieska. I to nie w torbie w bagażniku, tylko wszystko musi być na wierzchu (dzień czy noc, lato czy zima swoje skarby w łapkach trzyma ;)

Czyli tak: do zabawy bierzemy ulubieńców malucha, ewentualnie extranową zabawkę lub superskarby smyka - czyli coś, co jest najważniejszą rzeczą na świecie, np.:

a) plastikowy "dorosły" kubek
b) pudełko na skarby (po zapałkach?)
c) rolki po papierze toaletowym lub ręcznikach papierowych (luneta i lornetka superpodróżnika)
d) magiczny kamień
e) plastikową butelkę
f) starą kartę bankomatową (dla odważnych - aktualną)

I co nie jest bez znaczenia - prowiant:

- chrupki
- paluszki
- wafelki
- gofry

- owoce i warzywa pokrojone w małe kawałki
- soczki ze słomką
- WODA ("najlepiej" w bidonach, będziecie miały jak w łodzi podwodnej)

Mnie się udało. Zjechałam w ubiegłym roku pół Polski z dwójką małych dzieci. Bez GPSa!!!

Podróż zaczęłam z Warszawy. Byłam dość zdenerwowana, bo moje dzieci do aniołków nie należą i zaraz po wejściu do samochodu zaczyna się: jeść, pić, siusiu, bajkę, zabawkę, piosenkę, kupa, bek, a ona mnie bije! a masz! a masz! Łaaaaaa! A ona mi zabrała czapkę! Sama sobie zabrała - sama widziałam.
Niezła wizja podróży. Ech! Włos się jeży, a podróż jeszcze się nie zaczęła.

Dzieciaki swoje torby z zabawkami miały przy sobie. Ja wory ze smakołykami na przednim siedzeniu. Przez stolycę przepilotowała mnie kumpela, a dalej już się zapowiadało pięknie, bo jedna bestia się uśpiła, korków nie było, aż tu nagle........... Co światła, to mi samochód kicha, prycha i gaśnie. No nie, myślę sobie - to se pojechałam. Help! - krzyczę w duchu a w realu do męża dzwonię, co robić, co robić??
Co robic? Gazu porządnego natankować i dalej pruć przed siebie.

Droga prosta, jak w mordę strzelił. Nie żeby bez zakrętów, ale dobrze oznaczona. Dzieciaki, jak aniołki - cztery godziny grzecznie jechały, bez żadnych ekscesów.
A wiecie dlaczego? Bo przed podróżą wytłumaczyłam im powagę sytuacji, że mama musi bardzo uważać na drodze, bo się rozbijemy, jak będą się szarpać, kłócić i co chwilę coś chcieć.
Takie maluszki a zrozumiały. Moje małe diabły! Do dziś się dziwię. Juz nigdy więcej nie było tak pięknie i spokojnie (może za krótkie trasy?). Z Warszawy pod Zamość to około cztery godziny jazdy!!!! Ja na ich miejscu już bym przynajmniej kląskała jak Osioł ze Szreka.

Po trzech dniach kolejna dłuuuuga trasa. Ten sam tekst o powadze sytuacji, wzmocniony drobiazgami w postaci nowych zabawek. Tym razem Zamość - Kraków. I znów zdarzył się cud. Dziewczynki jak aniołki. A trasa gorsza. Jednak co stolyca to stolyca. Trochę się pogubiłam na trasie przez złe oznakowanie, ale dojechałyśmy pięknie. I jeszcze tego samego dnia czekała nas podróż powrotna do Poznania. Dałyśmy radę. Tu się przyznam, żeby nie było, że jakaś kamikadze jestem. W Krakowie czekał na nas mój mąż i ten odcinek trasy dzieciaki jechały już z tatą. A ja za nimi z oczami na zapałkach. Ale jaka dumna z siebie. Ech!

Więc jak mi teraz kumpela mówi, że nie przyjedzie z drugiego końca miasta, „bo wiesz, ….. z dzieckiem (?)”. To NIE, do licha ciężkiego, NIE WIEM!!!!

Bo niby czego nie umie:

- otwierać drzwi?
- wkładać fotelika do samochodu?
- czy po prostu tyłka jej się ruszyć nie chce???

  Komentarze (0)   |   Oceń (5)   |   Skomentuj  


2009-06-29 10:11:24
Sen

- Mamo, wiesz co mi się dzisiaj śniło? - pyta starsza?
- ?
- Że ktoś mi robił wodę z mózgu.

  Komentarze (0)   |   Oceń (5)   |   Skomentuj  


2009-06-26 13:02:31
Puzzle

- Chcesz układać puzzle? - pytam znudzoną młodzą.
- Tak.
- Które? Arkę Noego?
- Tak. Arkę Małego :D

  Komentarze (0)   |   Oceń (5)   |   Skomentuj  


2009-06-24 12:08:03
Głuchy telefon

- Maaaaaaamo, daj mi Marsjankaaaaaa! słyszę drącego się starszaka i nie reaguję.
- Mamo, zapomniałaś dać nam Marsjanka, pamiętasz? - młodsza stawiła się osobiście.
- Pamiętam - mówię spokojnie - Powiedz starszej, żeby się nie darła tylko przyszła i poprosiła.
- Dombra, idę!
Człapczłapczłap.
- Mama powiedziła, że zaraz dostaniesz Marsjanka.
Człapczłapczłap.
- Nie - prostuję - miałaś powiedzieć, żeby się nie darła i przyszła poprosić.
- Dombra, idę!
Człapczłapczłap.
- Masz się nie drzeć. Zaraz dostaniesz Marsjanka.
Ratunku!

  Komentarze (0)   |   Oceń (5)   |   Skomentuj  


2009-06-24 10:09:09
Siama, siama,

słyszę stanowczą odmowę przy próbie udzielenia dziecięciu pomocy.
- Najpierw taaaaak .... - tłumaczy swoje poczynania i wkłada rękę po pachę w nogawkę rajstopy. Teraz taaaaaaak ... - widzę, jak mała łapka zaciska się na na jej końcu. I takkk .... - kontynuuje z tryumfem, obracjąc sobie rajtkę na prawą stronę.
No, no, nieźle, jak na dwulatkę - patrzę z podziwem. Teraz clou programu - ubieranie.
- Potsymas mi trąbeckę? - prosi maluch nie radząc sobie z nogawką :D

  Komentarze (0)   |   Oceń (5)   |   Skomentuj  


2009-06-23 12:54:08
Kolejne zaskoczenie

Poranne ubieranie, jak zwylke zbytnio się przedłużało, więc mówię do starszej latorośli:
- Zdejmij piżamę i ubierz majtki!
- Dobra - mówi ugodowo - tylko przypomnij mi gdzie rosną.

  Komentarze (0)   |   Oceń (5)   |   Skomentuj  


2009-06-22 20:03:34
Niespodzianka

Widząc, że dziecię wyczynia sztuki godne wojownika sumo, szarpiąc za pieluchę i wiercąc się niemiłosiernie, mówię:

- Chodź, pokaż, może masz kupę.

- Nieee, to tylko jakiś papieros - odpowiada dziecina myląc paproch z papierosem.

  Komentarze (0)   |   Oceń (5)   |   Skomentuj  


2009-06-21 19:58:06
Co to za język?

pustamichatamta?

  Komentarze (0)   |   Oceń (5)   |   Skomentuj  


2009-06-19 12:45:04
Nie wiem, co o tym myśleć

Święto Zmarłych. Msza na cmentarzu. Chwila podniosła. Tere-fere. Nikt nie słucha. Wszyscy mają oczy dookoła głowy i tylko obczajają kto z kim i w czym. Ale dobra, załóżmy, że mimo wszystko podniosła jest.

Moje dziecko z braku innego siedziska klapnęło na grobie i jakieś przygaszone siedzi (jak nie ono). Acha, gorączka, uuu :(

Dobra, mówię do męża, biorę ją i wracamy i nie zważając na dostojeństwo miejsca, ładuję sobie "zdechlaczka" na tzw. barana.

W połowie drogi do wyjścia, dziecię się ożywiło i ścinając "barana" z ostrogi, wydało głośną komendę:

- Dalej, parówo!

:/

Tak mi się przypomniało, bo przed chwilą druga bambaryła wydała komendę, mobilizując mnie do przyniesienia plastelinki, mówiąc:

- Rusz się, śledziu!

  Komentarze (4)   |   Oceń (5)   |   Skomentuj  


2009-06-19 11:40:57
Ochota na psa

Hopsa sa, hopsa sa
A ja w domu chcę mieć psa
Będę brykać z nim bez przerwy
I sąsiadom szargać nerwy
A jak znudzę się brykaniem
To pójdziemy na śniadanie

  Komentarze (1)   |   Oceń (5)   |   Skomentuj  


2009-06-18 12:26:32
Z dziećmi w tle

Łikend. Ciepły i słoneczny. Książka, huśtawka i mąż do opieki nad stadłem. Czego więcej trzeba? To korzystam i pozostaję głucha na wszelkie odgłosy. Jest doobrze.
Wtopiwszy się w krajobraz działki, ukradkiem obserwuję poczynania rodzinki. Nadal jest dobrze, bo niczego ode mnie nie chcą :D

W końcu, po ktrórejśtam rundzie rowerkiem na kiju, mąż postanawia się zbulwersować wobec, było nie było, narzuconego stanu rzeczy :] (uściślam: dziecko na rowerku z kijem, nie mąż).

- Dobra, teraz ty sie nimi zajmij - sapnął, klapnąwszy z impetem na huśtawce obok mnie.
- Pff! - fukam - niby dlaczego?! - sarkam grzecznie
- Bo ja cały dzień się nimi zajmuję - pada najgorsza z możliwych odpowiedź.

No, wiecie?! To ma być argument?! Biedactwo, cały dzień się dziećmi zajmuje - buachacha (szyderczy rechot). A ja to niby co robię? Siedem dni w tygodniu? Od rana do wieczora? Bez uropów i świąt i wolnego?!!

Uświadomię, niezorietnowanych - SIEDZĘ! Taaak, taak - siedzę. Nic nie robię, jak Beata Kozidrak "siedzę i siedzę". Bo przecież powszechna jest opinia, że z dziećmi w domu się "siedzi".

W zwiazku z powyższym, uspokajam w sobie gburię - furię i proponuję mężowi, żeby dalej sobie z dziećmi "siedział", bo
przecież niczego więcej się od niego nie wymaga w ten słoneczny, ciepły dzień.

A ja wracam do lektury.

Czuwaj!


  Komentarze (0)   |   Oceń (5)   |   Skomentuj  


2009-06-16 20:35:22
Nieoczekiwana odpowiedź

22:00. Oglądamy kabarety. Dzieciaki śpią. Cisza i spokój, nie licząc dźwięków z telewizora.
Nagle mąż pyta niezobowiązująco:
- Chcesz czereśni?
- Nieeee, dziękuję. Słyszymy "zaspaną" odpowiedź dobiegającą z łóżeczka.

  Komentarze (0)   |   Oceń (5)   |   Skomentuj  


2009-06-07 18:07:54
Religijne

W imię ojca i syna i Ducha Świętego MIKOŁAJA, amenT


Panie Jezu, nasze słonko, poGłogosław to jedzonko :D

  Komentarze (0)   |   Oceń (5)   |   Skomentuj  


2009-05-17 20:23:16
Ręce opadają ...

Podczas jazdy samochodem, dzieciaki zaczęły mi za bardzo fikać. Ponieważ prośby nie skutkowały, zaczęła się SZANSA, czyli wstęp do groźby.
Mówię: liczę do trzech i ma być spokój i zaczynam:
- raaaaz ...., dwaaa ....., trzyyyy (w zależności od stopnia wkurzenia, skracam samogłoski i przerwy między liczbami)
- 4,5,6,7,8,9,10. Szukam! - usłyszałam z tyłu

  Komentarze (0)   |   Oceń (5)   |   Skomentuj  


2009-05-15 20:24:23
Kłopotliwe pytanie (?)

Nasza mała czteroletnia mądralińska, widząc tatę siedzącego przed komputerem i serfującego po (O)Necie, zadała niespodziewane pytanie:
- Tata, kupujesz sobie kobietę?

  Komentarze (1)   |   Oceń (5)   |   Skomentuj  


2009-05-06 09:35:23
Mamy w rodzinie małe bliźniaki.

Jak coś już nie pasuje na nasze dzieciaki, pytam: to, co oddamy bliźniakom? Dzieci oczywiście z wielką radością oddają swoje stare zabawki czy ciuszki.

I tak dziś, moja dwulatka przychodzi do mnie z czymś, co znalazla "do wydania" i zadowolona pyta:

- Za małe?
- Za małe - odpowiadam.
- Oddamy kapuśniakom?
- :D

  Komentarze (0)   |   Oceń (5)   |   Skomentuj  


2008-05-28 10:41:19
Szansa

Jak dzieciak nie słucha, dajemy mu sznasę licząc do trzech. Jak dalej nie słucha, egzekwujemy inaczej.
Wczoraj znowu był problem przy kolacji, mąż się wkurzył i mówi:
- Jak za chwilę nie zjesz, zacznę liczyć.
W tym momencie nasza półtoraroczna pociecha wtrąciła się do rozmowy, mówiąc:
- jaaaaś [czyt. raz]
:)

  Komentarze (0)   |   Oceń (5)   |   Skomentuj  


2008-05-27 14:14:07
Małe cudowne potworki

Bez wątpienia dzieci są cudowne, a we śnie ...., po prostu aniołki. Można patrzeć i patrzeć i ..... i nagle budzi się GŁÓD i wrzeszczy. Uśmiech blednie na twarzy i z wizgiem kapci lecę do kuchni robić mleczko. Szybko, szybko, żeby druga bambaryła się nie obudziła, bo będzie stereo.

Co prawda sąsiedzi się nie żalą na hałasy, ale może przez zrozumienie, w końcu oni też "dzieciaci".

Głód zaspokojony, można iść spać. Jak dobrze pójdzie do drugiej a może czwartej. W każdym razie, nigdy nie wiadomo, jak długo dane będzie jeszcze pospać.

A na drugi dzień, radość mnie ogarnia, bo widzę na placu zabaw, że nie tylko ja miałam ciężką noc. Inne mamy też oblepiają wszelkie możliwe sprzęty, na których hasają nasze pociechy. Jedna bezmyślnie przesypuje piasek w paskownicy próbując trafić w foremkę, inna z na wpół zamkniętymi oczami huśta malucha i mocno trzyma słupek, żeby nie wypadł, ma się rozumieć, inne jawnie śpią na ławkach.

Taaaak. Noc była ciężka :)

Ale żadna z nich, nigdy w życiu nie nazwie swojej pociechy potworkiem! W końcu dzieci są taaaakie słodkie .... :)


  Komentarze (0)   |   Oceń (5)   |   Skomentuj  



autor: Gagatka

o mnie
kontakt
prawa autorskie

<<   Sierpień 2018   >>
pnwtsrczptsoni
1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 31
O dzieciach, troszkę

najnowsze wpisy

    Eureka!
    Znasz?
    Kura domowa wraca do pracy
    Retoryka dziecięca
    Stary Donald
    Znasz?
    Znasz?
    Obserwacje anatomiczne
    Negocjacje
    Duma